Zachęcamy do lektury naszej powieści "Zakazane księgi". Oto fragment rozdziału "Demon Północy":
SKRZYDLATE SŁOWA
Kilka złotych myśli z naszej antologii "Dowcip i mądrość":
🌞 ARTHUR SCHOPENHAUER
1788-1860; niemiecki filozof, wykładowca
uniwersytecki🌞
• Dopiero strata poucza nas o wartości rzeczy.
• Ponieważ ludzi nie stać na wymianę myśli, wymieniają
karty.
• Każdy dzień jest miniaturą życia: każde przebudzenie
i wstawanie miniaturą narodzin, każdy rześki poranek miniaturą młodości,
każde położenie się do łóżka i zapadnięcie w sen miniaturą śmierci.
• Czas możemy porównać do bez końca kręcącego się
koła: połowa tego koła, które idzie w dół, to przeszłość – ta druga,
idąca w górę, to przyszłość.
• Aby przebrnąć przez życie, należy wziąć ze sobą
w drogę znaczny zapas ostrożności i wyrozumiałości: pierwsza chroni
przed szkodą i stratą, druga przed sporem i kłótnią.
• Ludzie są przeważnie tak subiektywni, że
w istocie nie interesuje ich nic poza nimi samymi.
• Prawda nie jest nierządnicą, rzucającą się na
szyję tym, którzy jej nie pragną; przeciwnie, jest to piękność tak skromna, że
nawet ten, kto wszystko jej poświęca, bynajmniej nie może być pewien jej łaski.
• Wielkość duchowa pociąga za sobą nietowarzyskość.
• Aby ogarnąć wzrokiem to, co stać się może, potrzebny
jest rozsądek, do tego, co już się stało, wystarczą zmysły.
• Kiedy podejrzewacie kogoś o kłamstwo, należy
udać wiarę; wówczas bezwstydnie będzie kłamał jeszcze bardziej i zostanie
zdemaskowany.
• Roztropność nakazuje, by myśl od słowa oddzielała
przepaść.
• Kto zatem oczekuje, że w świecie diabły będą
nosiły rogi, a błazny dzwonki, ten zawsze stanie się ich łupem lub
igraszką.
• Najpierw trzeba regułę zrozumieć, potem nauczyć
się ją stosować.
• Przebaczać i zapominać znaczy wyrzucać przez
okno cenne doświadczenia.
• Duchy naprawdę wielkie mieszkają samotnie na
wyżynach, jak orły.
DOWCIP I MĄDROŚĆ (fragment przedmowy)
Wojciech Wiercioch: 🔆 To początek mojego wstępu do antologii cytatów, paradoksów i aforyzmów. Chętnych zachęcam do lektury i serdecznie pozdrawiam!
🔆DZIEJE I NADZIEJE SKRZYDLATYCH SŁÓW 🔆
NA POCZĄTKU BYŁO
SŁOWO
🔅„Na początku był
Chaos” – to pierwsze zdanie Mitologii Jana Parandowskiego, który
przedstawia starożytne wyobrażenia źródeł bytu; pisze o wielkiej otchłani,
pełnej boskich nasion oraz tajemniczej siły twórczej; pod wpływem tych
oddziaływań miało dojść do uporządkowania żywiołów ognia, powietrza, wody,
ziemi. Być może nigdy się nie dowiemy, jakie były pierwsze chwile istnienia
kosmosu.
Czy kosmos to ład
wprowadzony do chaosu?
„Na początku była
chuć. Nic prócz niej, a wszystko w niej” – tak zaczyna się Requiem aeternam Stanisława
Przybyszewskiego. Ale nie to nas tutaj interesuje.
Pytania brzmią:
Co jest źródłem człowieczeństwa? Jak zostaliśmy ludźmi? Kiedy, gdzie i dlaczego
staliśmy się istotami myślącymi? Walka o byt i selekcja naturalna – twierdził
Karol Darwin. Praca uczłowieczyła małpę – dowodzili Karol Marks i Fryderyk
Engels. I tak dalej…
A ja? Cóż,
niejedna chwiejna odpowiedź na te pytania już padła, a ja nie wiem i nie wiem,
i trzymam się tego jak zbawiennej poręczy. A gdy czegoś nie wiem – szukam… i
znajduję (bądź nie) wyjaśnienia w słowach autorytetów.
Profesor Jerzy
Vetulani twierdził, że Homo neanderthalensis przegrał walkę o byt z
gatunkiem Homo sapiens, choć był wyższy, silniejszy i miał większy mózg.
Neandertalczycy pracowali, posiadali technologię wytwarzania narzędzi i umieli
się pomiędzy sobą komunikować, a jednak to nasi przodkowie przetrwali. Co o tym
zadecydowało? Wyobraźnia, kreatywność, wrażliwość estetyczna, lepiej rozwinięte
potrzeby duchowe. Przedstawiciele Homo sapiens zajmowali się rzeczami –
pozornie – nikomu do niczego niepotrzebnymi, na przykład na ścianach swoich
jaskiń wykonywali jakieś malowidła. Odwzorowywali rzeczywistość, ale niekiedy
też rysowali czy ryli nieistniejące byty, jak choćby człowieka z głową
zwierzęcia – co znaczy, że umieli myśleć i mówić o czymś, co w naturze nie
istnieje. Nasi przodkowie potrafili upiększać przedmioty codziennego użytku,
produkować ozdoby, posiadali dość skomplikowane rytuały pogrzebowe, co oznacza,
iż myślą i wyobraźnią wykraczali poza teraźniejszość, nawet poza czas życia
danej jednostki czy społeczności. Natomiast groby neandertalczyków były
pragmatyczne, szablonowe, pozbawione wymiaru estetycznego, duchowego – tak jak
ich otoczenie.
Ówcześni
przedstawiciele naszego gatunku przewyższali swoich rywali przede wszystkim
umiejętnościami społecznymi, których utrzymywanie i doskonalenie jest możliwe
tylko w sytuacji istnienia dość wyrafinowanego języka, z którym w parze idzie
myślenie abstrakcyjne.
Można więc
powiedzieć, że na początku cywilizacji było słowo. Ono było przyczyną przewagi
organizacyjnej i technologicznej; co w trudnych warunkach bytowych mogło
zadecydować o przewadze demograficznej, ewolucyjnej, a zatem i o przetrwaniu.
W walce o byt i
rozwój zwyciężyli ci, którzy byli bardziej efektywni i efektowni w
eksploatowaniu środowiska naturalnego oraz tworzeniu kultury. Umiejętność
rozwijania technologii, innowacyjność, zdolność kreowania złożonych, rozległych
sieci społecznych – właśnie te czynniki zadecydowały. Ale to jeszcze nie
wszystko. Bardzo istotne jest kumulowanie się w danej populacji umiejętności i
wiedzy. A więc transfer międzypokoleniowy, przekazywanie informacji,
instrukcji, doświadczeń i mądrości – od przodków do potomków. A to jest możliwe
tylko w sytuacji istnienia złożonych systemów i kodów komunikowania się, a
zatem rzec można, że mowa jest złotem, najcenniejszym bogactwem ludzi.
Na tym nie
koniec. Na terenie Afryki, Azji i Europy żyło wiele różnych grup etnicznych
(klany, plemiona, szczepy); egzystowały one we względnej izolacji bądź łączyły
się w większe organizmy społeczne, tworząc w wyniku fuzji pierwsze narody.
Naród to wspólnota ludzi utworzona w procesie dziejowym na bazie wspólnych
doświadczeń historycznych, obyczajów, więzów krwi i więzi kulturowych oraz
wspólnego języka; jedność narodu pogłębia się w wyniku kontaktów społecznych i
współpracy gospodarczo-politycznej. Są jeszcze inne czynniki narodotwórcze, jak
choćby styl życia, sztuka czy religia. Także: wspólne cele i projekty
cywilizacyjne. Wszystko to jest zespalane, utrwalane i rozwijane dzięki
komunikacji niewerbalnej i werbalnej.
MONODRAM JSW
Jolanta Szymska-Wiercioch: 🔆 Kochani! Jeśli macie chwilę i ochotę, zajrzyjcie do mojej sztuki "Ja, Jadwiga K." (kliknij: CZYTAJ WIĘCEJ), na razie jedynej, jaką napisałam. Została opublikowana w 2019 roku w antologii cyfrowej "Nasz głos" wydanej przez Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie. Z całością mojego monodramu i z innymi tekstami dla teatru, autorstwa moich wspaniałych koleżanek po piórze, można się zapoznać na stronie ST: ANTOLOGIA "NASZ GŁOS" - STARY TEATR🔆
(FRAGMENT)
🔆Ja, Jadwiga K.🔆
MONODRAM
inspirowany osobą Jadwigi Kępińskiej (1923-1983), żony krakowskiego psychiatry, profesora Antoniego Kępińskiego (1918-1972) 🔆
Osoby:
JADWIGA
K. – lat 49, ubrana w prostą,
lekką, ciemną spódnicę do kolan i jasną bluzkę. Miejsce:
krakowska kamienica. Czas: lato
1972 roku
Późny
wieczór. Zaczyna się ściemniać.
Nastrojowa
sinusoida: spokój przechodzący we wciąż powracające ożywienie i sporadyczne
niezrównoważenie. Trochę goryczy. Kilka iskierek ironii. Rozkwitająca energia.
JADWIGA
K.
Patrzy w postawione na stole lusterko. Trochę dalej leży zdjęcie jej
męża, w ramce.
Mam czterdzieści dziewięć lat i kota. Tylko to. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Moja pokuta. Już patrzeć na siebie w lustrze nie mogę. Trzeba się było kiedyś czymś sensownym zająć. Tak zupełnie egoistycznie. Altruistyczne brednie zapisać na marginesie życia. Ale nikt mnie nie uczył o odwadze cywilnej, o asertywności, ba, nikt mi nawet drogi nie wskazał. Dość tego. (Chwilę milczy, po czym zmienia głos.) Lustereczko, powiedz, przecie, co mam robić na tym świecie? Co ma czynić doktorowa i jej biedna chora głowa? (Śmieje się autoironicznie. Odkłada lusterko i bierze do ręki zdjęcie w ramce, mówi zwykłym głosem.) Ty, Antoni, wiedziałeś, o co w życiu chodzi. Ty miałeś odwagę, której ja nie mam. Towarzyszyła ci potężna moc. Rycerska. Żadna tam agresywna siła. Niezmącona pewność siebie. Przystojny byłeś. Przez te twoje iskierki w oczach miękły mi kolana. Szlachetna głowa. Wysokie, myślące czoło. Kiedyś miałeś wspaniałe gęste włosy. Taki był z ciebie piękny ryczący lew. Żylasta szyja, kudłata pierś, włochate nogi. Wiesz, boli mnie myśl, że zakochałam się w twoim mózgu, a swój na półkę odstawiłam… (Wstaje, podchodzi do komody, stawia tam fotografię, po czym siada na tapczanie. Wpatruje się w zegar.) Tyk-tak. Tyk-tak. Tykot zamyka powieki. Ja zasypiam, ty zasypiasz, on zasypia, my zasypiamy, wy zasypiacie, oni zasypiają… Liczba mnoga najwyższej próby. Niedościgła. A rozkrzewia ją cisza. Jeśli w ogóle jest w stanie! A potem bęc, i każdy śpi sam. (Rozgląda się, mówi do kota.) Dializku! Kici-kici. Kici-kici… (Znowu do siebie). Gdzież on się podział? Noc czarna go wessała, do jasnej doliny! Pokolebałabym się z kotem. Mruczenie uspokaja… A tu, masz ci los, człowiek mu się znudził! W porządku, z braku laku to i kit dobry. Poduszka! Poduszki mi brak! O, jest! (Głaszcze i tuli wełnianą poduszkę.) Zeskrobali gotlandzkie owce… Co za ludzie! Kiedyś napiszą: ponadczasowy dizajn. Ale skutek przyjemny, nie powiem. Nie liczy się rozmiar, lecz puchatość. Skompresowana. Antydepresyjna. Tak… już czuję się lepiej. Na tyle, na ile umiem być lepiej. Na tyle, na ile rozumiem bycie lepiej. Na tyle, na ile… Nie będę kończyć. No bo niby po co?! To Antek lubił historie z początkiem i końcem, a mnie się takie urwane bardziej podobały. Moja historia dziś się zaczyna, a skończy… kiedyś w przyszłości. Powinnam zostawić coś po sobie, Antek zostawił, wielkie rzeczy napisał, no, przynajmniej tyle, ile zdołał, no i sporo miejsca na papierze zaklepał. Jakie będzie tego pokłosie? Sąd wydadzą kolejne pokolenia. A co ze mną? Może zostawię swój głos na taśmie? (Grzebie po szafkach, wyciąga z szafki magnetofon szpulowy i podłącza go. Podpina mikrofon i stawia go na stojaku – lub mówi, trzymając go w ręce.) Lipiec tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego drugiego. Mówi Jadwiga. Wszystkim, którzy zechcą tego słuchać, powiem rzecz najpilniejszą. Uważajcie! Miłość to rzecz niesłychana, bo albo człowieka stworzy, albo zadepcze. Mnie akurat zadeptała. I nie będę kłamać: wcale się przed tym nie broniłam, choć powinnam, powinnam. Opowiem wam więc, jak dziś sobie z tym radzę. Zacznę od prostych pytań. Kim jestem? Wdową po psychiatrze, doktorową. A kim chcę być? Nie wiem. A kim nie chcę? Przez wiele dni tonęłam w rozważaniach, aż mnie od tego myślenia głowa bolała, w końcu doszłam do wniosku, że nie chcę już być doktorową. Ale wróćmy na chwilę do tego, co było. A był dyskomfort, była pozorna harmonia, dezintegracja. Totalny dysonans. Czasem myślę, że może powinnam inaczej spojrzeć na swoją przeszłość. Może byłam kimś w rodzaju westalki? Może jako żona, partnerka, pomocnica, duch opiekuńczy wielkiego człowieka spełniałam się najlepiej? Sama nie wiem, co o tym myśleć. (Tkliwym głosem). Mój Antoni umierał tak, jak żył, zachłannie biorąc z życia, co tylko można. Ginął mi w oczach. Starałam się nie płakać, moje łzy tylko by mu przeszkadzały w pracy na szpitalnych łóżkach. A leżał niemal dwa lata. Pod koniec rzadko wstawał. Każdy ruch mógł spowodować złamanie patologiczne. Hmm, kiedyś nawet nie wiedziałam, co to takiego. Ale już wiem. Złamanie kości w sytuacji bezurazowej. Człowiek idzie, idzie po prostej, i nagle bach, leży jak długi ze złamaną nogą. Antka dorwał twór z tego świata, nowotwór układu krwiotwórczego. Szpiczak mnogi. Brrr, nazwa z piekła rodem.
Zza ściany dochodzi śpiew.
Jakiś
strach mnie wnet zdejmuje,
płomieniste usta czuję.
Jakieś piekło mnie przytula…
Jadwiga K. nadal nagrywa. Naprawdę strasznie to wyglądało na zdjęciach rentgenowskich. Kości mu ubywało. Chore komórki wypierały zdrowe, nerki sobie nie radziły, stąd te ciągnące się miesiącami dializy. Właśnie wtedy ktoś przyniósł mu kota (wszyscy wiedzieli, że mąż je kocha), oczywiście kotek nie od razu był Dializkiem, przez pierwsze dwa dni był po prostu Kiciem-kiciem. Po kolejnej dializie dostał w końcu od Antka bardzo konkretne imię. Rozkoszne zwierzę. No ale kot w szpitalu! Kto by pomyślał?! Bo przecież przepisy i takie tam. Najwidoczniej zrobili wyjątek dla mojego Antka. W końcu kot zniknął ze szpitala, charyzmatyczny psychiatra, jak to o nim mówili, umarł. Pamiętam, w sześćdziesiątym szóstym Halinka Poświatowska mówiła do Antosia: Ja minę, ty miniesz, on minie. Mijamy, mijajmy, minąłeś, minęłam. Wszyscy mijamy. I wszyscy się mijamy gdzieś po drodze. Kiedy Antoni żył, mijając go, ludzie go widzieli, mnie mało kto widział. Zawsze byłam tylko obok. Obok doktora. A to tak, jakby mnie wcale nie było. Miałam jedynie swój tytuł. Jak okładka książki. Przylgnął niczym przyklejona do krzesła guma do żucia. Muszę się go pozbyć, wysrać, spuścić wodę. (Wstaje. Robi kilka energicznych kroków. Mikrofon w ręce, przy biodrze.) Dziś musi umrzeć we mnie doktorowa, ten spory kawałek Jadwigi K., z którym źle się czuję. Odrzucam część siebie. To, jaką byłam. Odrzucam się, bo co? Bo nie akceptuję już mojego dnia powszedniego, samotnych śniadań, obiadów i kolacji, listów z kondolencjami od przyjaciół Antoniego i telefonów sprawdzających, czy jeszcze żyję? Nagłej ciemności i pustki, które wepchnęły się do mojego mieszkania? Szukam nowej siebie, ale czego dokładnie chcę, nie wiem. To dlatego prawie mnie nie ma, jego prawie nie ma, ciebie prawie nie ma, was prawie nie ma, ich prawie nie ma. (Znowu siada. Nagrywa. Na chwilę bierze lusterko. Mówi do siebie.) Kim ty jesteś, kobieto?
ZAKAZANE KSIĘGI
I OWOCE ZAKAZANE CUKRZEJĄ (Stanisław Jerzy Lec)
Zakazane księgi to historia ostatnich lat życia polskiego astronoma i burzliwych losów jego genialnego dzieła. Opowieść toczy się od czasów naiwnego odrodzenia poprzez mroczne oświecenie aż po czasy współczesne; przedstawia naukowe zmagania nie tylko Kopernika, ale również Keplera, Galileusza, Newtona, Kanta i innych uczonych. W tle teoretycznych sporów toczy się wielobarwne życie kulturalne, w którym biorą udział luminarze polskiej literatury, tacy jak Jan Kochanowski czy Ignacy Krasicki.
Powieść
jest kontynuacją Rewolucji niebieskiej. Tomy te można nazwać Księgami
Mikołajowymi i czytać je w dowolnej kolejności.
DOWCIP I MĄDROŚĆ
Żyjemy w czasach ekspansji
coachingu; ludzie gorączkowo szukają mentorów – ale po co przepłacać?! Lepiej
zainwestować w podręcznego doradcę, dostępnego na każde żądanie. W tej oto
książce czytelnik otrzymuje najwspanialsze wskazówki życiowe od ludzi, którzy
na przestrzeni kilku tysiącleci pragnęli znaleźć eliksir mądrości.
Dowcip i mądrość to
tysiące głębokich myśli, błyskotliwe gry słów, eseje w pigułce, jednozdaniowe
obrazy poetyckie. Innymi słowy: potężna doza racjonalności, tania szczepionka przeciw
głupocie; tu nie ma pustych treści ani czczych form językowych. Jest za to gęsta
dawka wiedzy i odjazdowa szpryca humoru. Dla każdego coś dobrego, błyskotliwego
i śmiesznego. Zdania dobre na czas wojny i pokoju, zdrowia i choroby, radości i
smutku, nawet na okresy chronicznego braku czasu.
POLSKA W ANEGDOTACH
ŚMIEJMY SIĘ! KTO WIE, CZY ŚWIAT POTRWA JESZCZE TRZY TYGODNIE…
(Pierre Beaumarchais)
To dopełnienie antologii pt. Anegdoty
z czterech stron świata. To także zbiór 1117 zabawnych, ekspresyjnych bądź
refleksyjnych opowiastek o bardziej lub mniej znanych postaciach historycznych.
Są tu niezłomne, ale i słabe charaktery, zadziwiające emocje,
ANEGDOTY Z CZTERECH STRON ŚWIATA
HUMOR JEST NAJWIĘKSZYM BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM DLA LUDZKOŚCI (Mark Twain)
REWOLUCJA NIEBIESKA
To
nie biografia Mikołaja Kopernika, to powieść biograficzna. Ile w niej prawdy, a
ile zmyślenia? Tyle prawdy, ile się da; tyle wyobraźni, ile trzeba.
Mikołaj Kopernik (1473-1543)
Astronom, lekarz, prawnik, polityk, ekonomista, matematyk, geograf,
tłumacz, historyk, filozof. Żył w czasach granicznych, w okresie wielkich
przemian ideowych, społecznych i politycznych, między polskim średniowieczem a
renesansem, gdy astronomia przenikała się z astrologią. Astrologiczna Ryba. Ów
znak zodiakalny symbolizuje zniszczenie i odrodzenie oraz intelektualną iluminację.
Taki był żywot Kopernika: rozdarty między rozlicznymi obowiązkami a pasją,
której oddawał się w samotności, kładąc podwaliny pod nowoczesną naukę.
Wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię nie krzykiem i autoreklamą, tylko zgodnie z
naturą Ryb – wytrwałością i siłą spokoju.
PSYCHIATRA I DEMONY
To nasza opowieść o profesorze Antonim Kępińskim – najsłynniejszym polskim psychiatrze i znakomitym eseiście, nie tylko guru medycyny i filozofii, ale także postaci tajemniczej, pełnej sprzeczności i niespełnionych marzeń.
Przyszedł na świat tuż po odzyskaniu przez Polskę
niepodległości i od razu jego rodzina musiała uciekać przed demonami
szowinizmu; zaczął studiować medycynę, ale upiory nazizmu rzuciły go
w wir przygód i na wyboiste drogi tułaczki po niemal całej Europie; wrócił do
Polski – prosto w łapy i kły biesów komunizmu.
Książka plastycznie i dynamicznie pokazuje Mistrza
Antoniego nie tylko w labiryncie podróży inicjacyjnej i w różnych sytuacjach
granicznych (w karcerze obozu koncentracyjnego, kokpicie myśliwca Royal Air
Force, sali szpitala psychiatrycznego czy na łożu śmierci), ale i w brudnej, cuchnącej
suterenie, w której siedział jak mnich i mistrz przyjmujący swoich uczniów – pacjentów,
ludzi doświadczonych przez los, chorych psychicznie, opętanych przez demony
iluzji i urojeń, amnezji i halucynacji, ludzi, których pamięć i fantazja przypominają
mroczne wizje z płócien Boscha czy Bruegla.
Heroiczna walka Profesora z demonem śmierci to
dramatyczna gra z czasem, batalia o utrwalenie własnych i cudzych doświadczeń
na kartach książek, które mogą rozpalać serca i umysły licznych czytelników.
To, co napisał, jeszcze długo będzie głosem rozsądku w zwariowanym świecie
intelektualnych i artystycznych mód.
AKTUALNOŚCI
RECENZJA
AUTORZY POWIEŚCI O CHOPINIE: JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH & WOJCIECH WIERCIOCH AUTORKA RECENZJI: ANNA STASIUK „Zaklinacz dźwięków. Powie...
-
DOWCIP I MĄDROŚĆ. Początek antologii na dobry początek przygody z naszymi antologiami 👀 👤 PTAH-HOTEP ok. 2450 r. p.n.e.; egipski ...
-
Poniżej – KWESTIONARIUSZ PROUSTA. Zestaw pytań niemających z pozoru istotnego znaczenia, ale tak naprawdę dużo mówiący o człowieku. Uchodz...
-
MIĘDZY PRAWDĄ A ZMYŚLENIEM, UROJENIEM I KONFABULACJĄ, CZYLI OHYDA POLITYKI HISTORYCZNEJ Fakty są kamyczkami przeznaczonymi do wyko...




















