AUTOBIOGRAFIA

 


Przedmowa do książki Pamięć i fantazja. Autobiografia

Autor: Wojciech Wiercioch

(Wydawnictwo Miniatura, Kraków 2011)

  

Od dzieciństwa marzyłem o życiu pełnym przygód i podróży, bogatym w wydarzenia, inspirujące spotkania… Wiedziałem, że jego ukoronowaniem, puentą będzie autobiografia…

Zawsze przerażał mnie mętny strumień czasu, bezlitośnie pochłaniający każde zdarzenie, każde wspomnienie, każde marzenie, każde ludzkie istnienie. Miałem obsesję śmierci – lęk przed niebytem. Nie bałem się nawet najbardziej bezlitosnych i upokarzających przedśmiertnych cierpień – obawiałem się tego, że rozpłynę się w nicości.

Nigdy nie potrafiłem zrozumieć fascynacji dążeniem do stanu nirwany; wolałem już krążyć po tym świecie w zaklętym kręgu kolejnych wcieleń (choćby jako dżdżownica czy jaszczurka). Myślałem: Jeśli kiedyś będę się musiał rozpłynąć jak mgła nad Nowym Targiem lub chmury nad Turbaczem – to jaki ma sens moje życie? Jeśli znów stanę się prochem ziemi – to wszystkie moje wspomnienia, doznania, dążenia, marzenia są bez sensu! Jeśli kiedyś nie będę istniał – to już teraz moja egzystencja pozbawiona jest podstawy i uzasadnienia. Jeśli jestem jedynie piórkiem i listkiem na wietrze – to życie jest absurdem, złudzeniem, szaleństwem, przekleństwem. Choć wychowywałem się w rodzinie katolickiej i chciałem wierzyć w niebo i świętych obcowanie… nie mogłem się pozbyć wątpliwości… Pierwszy kryzys religijny przyszedł, gdy dowiedziałem się… że Święty Mikołaj nie istnieje. Rozwiało się wówczas misterium święta podarków. A na dodatek stałem się przedmiotem żartów (że tak długo wierzyłem w tę bajeczkę). Upokorzony i rozdrażniony jak lew, który rzucił się na antylopę z plastiku, myślałem: Jeśli okłamywali mnie rodzice, nauczyciele, księża – to gdzie są granice oszustwa? I kiedy wreszcie powiedzą mi, że cała Biblia to tylko zbiór bajeczek, które opowiada się młodszym i starszym dzieciom tylko po to, by były grzeczne i posłuszne? Nie mogę nikomu wierzyć; muszę sam wszystko sprawdzić.

Moja wiara (w życie wieczne) stała się krytyczna; a pragnienie nieśmiertelności – bezkrytyczne. Postanowiłem więc zbudować sobie pomnik trwalszy od spiżu. Miało to jednak nastąpić dopiero na emeryturze (wiedziałem już dobrze, że będę emerytem, ale nie miałem jeszcze pojęcia, kim będę wcześniej, jaki zawód będę wykonywał). Uświadomiłem sobie, że Potwór Nicości, zanim całkowicie nas pożre, już wcześniej rozpoczyna swoją destrukcyjną wojnę podjazdową, podgryzając nasze wspomnienia. Żeby nie tracić tych drobnych cząstek siebie, mając szesnaście lat, zacząłem prowadzić diariusz tudzież raptularz: zapisywałem na bieżąco i na gorąco wydarzenia z życia bardziej lub mniej prywatnego (nie wykazując przy tym większych starań o literacką formę przekazu). I czekałem, aż zdarzy się coś, co warto utrwalić…

Później – pod wpływem olśnienia, rewolucji wewnętrznej, deautomatyzacji – stałem się pisarzem. Nadal jednak odsuwałem spisywanie wspomnień w rejony bliżej nieokreślonej przyszłości, i to raczej dalszej niż bliższej. Co więc sprawiło, że właśnie teraz – gdy zacząłem życie po czterdziestce – postanowiłem zabrać się do układania i wykładania wyznań?

Rudolf Steiner, idąc śladem Solona, podzielił życie człowieka na siedmioletnie odcinki, które korespondują z fazami rozwoju fizycznego i duchowego; co siedem lat mają miejsce procesy inicjacyjne. W wieku dwudziestu jeden lat dochodzi do narodzin samoświadomej duszy, która uzyskuje pełną dojrzałość w czterdziestym drugim roku życia. Dopiero w tym okresie egzystencji jesteśmy naprawdę „obudzeni” i otwarci na PRAWDĘ.

Pamięć i fantazja to wspomnienia obejmujące czterdzieści dwa lata mojego życia, podzielone na sześć ksiąg i sto rozdziałów. Każda księga (mająca od kilku do kilkunastu rozdziałów) zawiera opis siedmiu lat życia i jest prezentacją jednego z etapów rozwoju osobowości; stanowi odzwierciedlenie archetypu sterującego – według C.G. Junga – danym okresem życia. Kolejne fazy biografii – kolejne księgi – następują po sobie w takim oto porządku: Niewinny, Sierota, Męczennik, Wędrowiec, Wojownik, Mag.

„Imam się przedsięwzięcia, które dotychczas nie miało przykładu i nie będzie miało naśladowcy. Chcę pokazać moim bliźnim człowieka w całej prawdzie jego natury; a tym człowiekiem będę ja. Ja sam. Czuję moje serce i znam ludzi. Nie jestem podobny do żadnego z tych, których widziałem; śmiem wierzyć, iż nie jestem podobny do żadnego z istniejących. Jeśli nie lepszy, w każdym razie jestem inny” – tak rozpoczął swoje Wyznania Jean Jacques Rousseau. Ja również postanowiłem opisać swoje życie, przebiegające wielotorowo i wielobarwnie. I chcę to zrobić w sposób oryginalny i ciekawy. Oczywiście – w przeciwieństwie do francuskiego filozofa i prozaika – nie zamierzam przekonywać, że moje dzieło będzie absolutnym ewenementem. Wprawdzie chciałbym wyrazić własną indywidualność i niepowtarzalność, ale mam przecież świadomość, że tego typu wspomnienia pisało już przede mną wielu autorów. Zagram więc w otwarte karty i wyznam, co było moją inspiracją i co chciałbym w twórczy sposób wykorzystać…

Postaram się zdobyć na maksymalną szczerość, choć nie zamierzam naśladować ekshibicjonizmu Rousseau (nie będę na przykład pisał o pewnych faktach, żeby nie ranić osób, z którymi chciałbym dalej żyć we względnej harmonii). Mam nadzieję, że uda mi się uniknąć histerycznego stylu autora Wyznań, choć miejscami pozwolę sobie na bardziej emocjonalny ton.

Bardzo cenię Wyznania świętego Augustyna, ale ich forma – rodzaj spowiedzi czy też rozmowy z Bogiem – niezbyt przystaje do trendów literackich XXI wieku (choć moje wspomnienia też będą miejscami przypominać rachunek sumienia, żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy). Nie zamierzam jednak gloryfikować swojej przeszłości, jak czynił to na przykład Salvador Dali (Moje sekretne życie).

Wprawdzie wydarzenia mojego życia przypominały nieraz fabułę powieści łotrzykowskiej – jednak nie będę ich przedstawiał w formie gawędy szlacheckiej (vide: H. Rzewuski, Pamiętniki Soplicy; J. Ch. Pasek, Pamiętniki; A. Fredro, Trzy po trzy). Co nie znaczy, że będzie to książka pozbawiona anegdot i humorystycznego spojrzenia na siebie i innych (mistrzem może tu być Mark Twain – jako autor Autobiografii).

Moim zamiarem nie jest mechaniczne przedstawienie wydarzeń; chciałbym, żeby zostały one uporządkowane i zinterpretowane w taki sposób, by mogły się stać zbiorem wskazówek i antyprzykładów dla inteligentnego czytelnika. Pisanie o faktach z życia autora ma sens jedynie wówczas, gdy zawarte jest w nich jakieś przesłanie, jakiś morał, jakaś konkluzja, nie zaś odstręczające moralizatorstwo. Moim zdaniem udało się to Beniaminowi Franklinowi w Żywocie własnym.

Życie jest nie tylko długim i poplątanym ciągiem zdarzeń i przygód. Prawdziwe życie jest ewolucją, rozwojem intelektualnym i duchowym. Podróż po koncepcjach i ideach może być bardziej fascynująca – a na pewno bardziej pouczająca – niż wycieczka krajoznawcza. A szczególnie intrygująca potrafi być analiza związków życia z twórczością.

Efektowne fajerwerki egzystencji przesłaniane bywają nieraz szarą mgłą monotonnej pracy intelektualnej – o czym w Autobiografii pisał Karl Jaspers: „Będąc dziełem ducha, filozofia związana jest w swoich motywacjach i inspiracjach z tokiem określonego życia indywidualnego. Związek ten zachowuje swą moc i wtedy, gdy życie, jak moje, było zwyczajne i ustronne, bez zdarzeń interesujących ogół, lub może interesującym na tyle, na ile interesującym bywa dla ludzi życie innego człowieka”.

Nad TRANSMUTACJONIZMEM – moim systemem filozoficzno-ezoterycznym – dane mi będzie, mam nadzieję, pracować jeszcze wiele lat. Nie jest on jeszcze dopracowany do ostatniej kropki i przedostatniego przecinka… Ale przebyłem już daleką drogę, mogę więc niekiedy wejść w rolę przewodnika po tajemniczych ezoterycznych światach. Nie doszedłem jeszcze do punktu Ω – moja książka to tylko „zapowiedź równonocy” (vide: M. Eliade).

Zdecydowałem się stworzyć reportaż z przebiegu pierwszej połowy maratonu…

„Zdecydowałem się zająć sobą nie tylko dlatego, że doświadczam potrzeby wyrażenia siebie, ale także dlatego, że może to sprzyjać postawieniu i rozwiązaniu problemu człowieka i ludzkiego losu, a także zrozumieniu naszej epoki. Odczuwam także potrzebę wyjaśnienia własnych sprzeczności. Tego typu książki wiążą się z tajemną mocą w człowieku, z pamięcią. Pamięć i zapomnienie przeplatają się. Wiele spraw zapominam na pewien czas, wiele znika z mojej świadomości, ale zachowuje się w głębi podświadomości. Zawsze prześladowało mnie zapominanie. Niekiedy zapominałem nie tylko wydarzenia mające znaczenie, ale zapominałem także ludzi, którzy odegrali rolę w moim życiu. Zawsze uważałem, że jest to coś niewłaściwego. W pamięci tkwi moc wskrzeszająca, pamięć chce zwyciężyć śmierć. Nadchodził moment, kiedy znowu przypominałem sobie to, co zapomniałem. Moja pamięć miała charakter aktywno-przemieniający. Nie należę do ludzi zwróconych ku przeszłości, jestem zwrócony ku przyszłości. Przeszłość ma dla mnie znaczenie jako brzemienna przyszłością. Nie znam stanów smutku, charakterystycznych dla ludzi zwróconych ku przeszłości. Właściwy jest mi raczej stan tęsknoty, który jest czymś całkowicie innym niż smutek. Jestem raczej człowiekiem dramatycznym niż lirycznym, co powinno odbić się w mojej autobiografii. Rozmyślając o swoim życiu, dochodzę do wniosku, że nie było to życie metafizyka w zwykłym sensie tego słowa. Było zbyt pełne cierpień i dramatycznych wydarzeń, osobistych i społecznych. Poszukiwałem prawdy, ale moje życie nie było mądre, nie panował w nim rozum, było w nim zbyt wiele spraw irracjonalnych. Świetliste okresy mego życia przeplatały się z okresami ciemnymi i dla mnie pełnymi cierpienia, okresy wzlotów przeplatały się z okresami upadków. Jednak nigdy, w żadnym z tych okresów nie przestawałem usilnie myśleć i poszukiwać. Chciałbym wskrzesić najbardziej świetliste i twórcze okresy mego życia. Chciałbym, żeby pamięć zwyciężyła zapomnienie w stosunku do wszystkiego, co jest wartościowe w moim życiu” – pisze Mikołaj Bierdiajew w Autobiografii filozoficznej.

I mówi to za mnie, w moim imieniu: „Marcel Proust, który poświęcił całą swoją twórczość problemowi czasu, w ostatnim tomie cyklu W poszukiwaniu straconego czasu napisał: «J’avais trop expérimenté l’impossibilité d’atteindre dans la réalité ce qui était au fond moi-même» [Zbyt długo doświadczałem niemożności osiągnięcia w świecie realnym tego, co kłębi się w moim wnętrzu]. Te słowa mogłyby być epigramem do mojej książki. To, o czym mówi Proust, było doświadczeniem całego mojego życia. Zamysł mojej książki jest sprzeczny dlatego, że najbardziej skryty człowiek próbuje siebie wyjawić. Jest to bardzo trudne. Dyskrecja nie pozwala mi mówić o wielu sprawach, które odegrały ogromną rolę nie tylko w moim zewnętrznym, ale także w moim wewnętrznym życiu”.

 

Wojciech Wiercioch

Kraków, 6 maja 20073 maja 2009 roku

 

 

 

 

W tejże książce jako motto znalazły się poniższe cytaty.

Pochodzą one z utworu Warunki i ograniczenia autobiografii

autorstwa Georges’a Gusdorfa, zamieszczonego w Autobiografii,

napisanej pod red. M. Czermińskiej

(przekład zbiorowy, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009)

 

 

„Człowiek podejmujący wysiłek opowiadania o sobie wie, że teraźniejszość różni się od przeszłości i że się nie powtórzy w przyszłości; staje się wrażliwy raczej na różnice niż na podobieństwa. W ciągłym odnawianiu się, w niepewności co do wydarzeń i ludzi, wierzy, że jest rzeczą pożyteczną i ważną utrwalić swój własny obraz, skazany w przeciwnym wypadku na zagładę, jak wszystko na tym świecie. Historia chce być pamięcią ludzkości na drodze ku nieprzewidywalnym przeznaczeniom; walczy przeciwko rozkładowi form i istnień. Każdy człowiek jest ważny dla świata, każde życie i każda śmierć; świadectwo, jakie każdy składa o sobie samym, wzbogaca wspólne dziedzictwo kultury”.

 

„Wyznanie, wysiłek przypomnienia jest jednocześnie poszukiwaniem ukrytego skarbu, ostatniego wyzwalającego słowa, ratującego w ostatniej instancji żywot, który wątpił w swoją własną wartość. Temu, kto podejmuje to przedsięwzięcie, chodzi o zawarcie traktatu pokojowego i jak gdyby nowego sojuszu z sobą samym i ze światem. Człowiek dojrzały lub stary, który ujmuje swoje życie w formie opowiadania, chce zaświadczyć w ten sposób, że nie istniał daremnie; wybiera nie bunt, lecz pojednanie i realizuje je w samym akcie zbierania rozproszonych elementów pewnego losu, o którym sądzi, iż był godny przeżycia. Dzieło literackie, dzięki któremu podaje siebie za przykład, jest środkiem uczynienia tego losu bardziej doskonałym i doprowadzenia go do szczęśliwego końca”.

 

„Znaczenia autobiografii należy więc szukać poza prawdą i fałszem, tak jak je pojmuje naiwny zdrowy rozsądek. Jest ona niewątpliwie dokumentem pewnego życia, a historyk ma pełne prawo zbadać jego wiarygodność i dokładność. Ale chodzi także o dzieło sztuki, a czytelnik ze swej strony jest wrażliwy na harmonię stylu czy piękno obrazów”.

 

„Uprzywilejowanie autobiografii polega więc koniec końców na tym, że ukazuje nam ona nie obiektywne etapy jakiegoś życia – ich dokładne zbadanie jest zadaniem historyka – lecz wysiłek twórczy, aby przekazać sens własnej legendy”.

 

„Każdy jest tutaj dla siebie samego życiową stawką w grze, której nie można ani całkiem przegrać, ani całkiem wygrać. Twórczość artystyczna jest walką z aniołem, w której twórca jest tym bardziej pewny klęski, że przeciwnikiem jest wciąż on sam. Walczy ze swoim cieniem, pewny jedynie tego, że go nigdy nie uchwyci”.

 

Georges Gusdorf 

Komentarze