AUTOR: Wojciech Wiercioch
GNOZA: W POSZUKIWANIU MĄDROŚCI
JAN TRĄBKA – PRAWDZIWY MĘDRZEC
NASZYCH CZASÓW
Filozofia jest umiłowaniem
mądrości. Ale czym jest mądrość? Tego nie wiedzą nawet filozofowie – bo
przecież nie znają tego, co istnieje w nich tylko potencjalnie: jako
pragnienie, dążenie, tworzenie...
Filozofia
dąży do obiektywizmu, tracąc to, co subiektywne, indywidualne, niepowtarzalne,
twórcze. A ponadto – paradoks! – także „w filozofii odbija się osobowość twórcy
nie mniej niż w poezji i malarstwie” [1].
Filozofia
pragnie objąć swym aparatem poznawczym cały kosmos: świat natury i kultury,
rzeczywistość aktualną i potencjalną, byty materialne i duchowe. Więcej:
powinna objąć swą refleksją również samą siebie – własne metody i hipotezy;
musi przejść na metapoziom – poziom metafilozofii (filozofii zajmującej się
filozofią). Jednak ten poziom będzie domagał się jeszcze wyższej płaszczyzny
abstrakcji...
Wiaczesław
Demidow pisze: „Austriacki matematyk Goedel sformułował na początku lat
trzydziestych naszego wieku twierdzenie, które weszło do teorii poznania jako «twierdzenie
Goedla». Głosi ono, że każdy sformalizowany, logiczny system jest zasadniczo
niepełny. Zawsze można znaleźć w nim stwierdzenia, których w ramach systemu ani
potwierdzić, ani obalić nie można. Dla orzekania o takim stwierdzeniu należy
wyjść poza system, ponieważ inaczej nie zyska się nic, pozostanie kręcenie się
w kółko. Wielu filozofów uważa, iż sztuka stanowi w stosunku do nauki taki «drugi
świat», w który należy wejść, żeby przezwyciężyć twierdzenie Goedla odniesione
do nauki, gigantycznego systemu logicznego. Nauka odkrywa realny obraz świata,
w którym żyjemy – będzie on bez sztuki mimo wszystko niepełny” [2].
Jeśli
filozofia (najogólniejsza z nauk) potrzebuje dopełnienia ze strony sztuki czy
religii – to czy może uchodzić za miłośniczkę mądrości? Jeśli filozofia nie
jest ani mądrością, ani niezawodną drogą do mądrości – to czym jest? Może tylko
nieokreśloną dziedziną, którą zajmują się akademiccy filozofowie? I tu pojawia
się jeszcze ciekawsze pytanie: czym jest mądrość?
Mądrość
jest przedmiotem zainteresowania wszystkich religii świata. Ze szczególną uwagą
i wnikliwością zajmują się nią księgi dydaktyczne Starego Testamentu. Jak ma
się ta mądrość do nauk filozofów? Są to zupełnie różne przedmioty (i przymioty)
ducha czy jednak mają jakiś wspólny mianownik? Jestem głęboko przekonany (po
dokonaniu dogłębnych analiz), że mądrość – prawdziwa mądrość – to zbiór
uniwersalnych (ogólnoludzkich i ponadczasowych) prawd, reguł, metod i dyrektyw,
które wyrażane są wprawdzie za pomocą różnych słów, przysłów, porównań,
zwrotów, haseł – ale wyrażają podobną wizję świata i wyznaczają zbieżne sposoby
postępowania. Ludowe powiedzenie twierdzi, że wszystkie drogi prowadzą do
Rzymu; analogicznie: różnymi drogami (korzystając z różnych „map mózgowych”)
można dojść do tego samego celu – osiągnąć mądrość.
Mądrość
Salomona zawiera taką oto pochwałę mądrości: „Jest w niej duch rozumny,
święty, jedyny, wieloraki, subtelny, ruchliwy, przenikliwy, bez skazy, jasny,
nie podlegający zepsuciu, miłujący dobro, pilny, niezależny, dobroczynny,
miłujący ludzi, silny, niezawodny, spokojny, wszechmocny, czuwający nad
wszystkim i przenikający wszystkie duchy rozumne, czyste i najsubtelniejsze”. A
jakie są owoce mądrości? „Jeśli w życiu bogactwo jest dobrem pożądanym – cóż
cenniejszego niż Mądrość, która wszystko sprawia? Jeśli rozwaga jest twórcza –
któreż ze stworzeń bardziej twórcze niż Mądrość? I jeśli kto miłuje
sprawiedliwość – jej [Mądrości] to dziełem są cnoty: uczy bowiem umiarkowania i
roztropności, sprawiedliwości i męstwa, od których nie ma dla ludzi nic
lepszego w życiu. A jeśli kto jest żądny wielkiej wiedzy – ona zna przeszłość i
o przyszłości wnioskuje, zna zawiłości słów i rozwiązania zagadek, wiedza
wyprzedza znaki i cuda, następstwa chwil i czasów”[3].
Obecnie
żyjemy w świecie zatomizowanych kultur, gdzie szczególnie ostro zaznacza się
rozziew pomiędzy naukami przyrodniczymi a humanistyką i religią. Ks. prof.
Józef Życiński pisze, iż bardzo niepokojącym zjawiskiem jest brak opracowań
teoretycznych, które zespalałyby wartości naukowe, humanistyczne i religijne,
tworząc kulturową integrację umożliwiającą pełny rozwój człowieka (a więc –
tworząc mądrość, najbardziej ogólną kategorię duchową). Jednym z symptomów
rozczłonkowania, rozkawałkowania wiedzy pozostaje ciasna specjalizacja naukowa,
w której nie ma miejsca ani na znajomość wyników nauki spoza dziedziny, ani na
pytanie o całościową wizję. Również Thomas L. Peacock ostrzegał, że wiedza
naukowa będzie miała wkrótce niewiele wspólnego z mądrością. Józef Życiński
przekonuje, iż „ambitną intelektualnie próbę przeciwdziałania negatywnym
następstwom kulturowym jednokierunkowego rozwoju badań stanowi zjawisko tzw.
gnozy, rozumianej jako wiedza zawierająca składowe wyeliminowane z paradygmatu
współczesnej nauki. Rozwijając swoją teorię gnozy Theodore Roszak pisze o
spektrum wiedzy, które obejmuje naukę, sztukę i religię. Uprawianie nauki bez
zainteresowania gnozą prowadzi, jego zdaniem, do produkowania
frankensteinowskich monstrów, u których efektywność technologicznych działań
idzie w parze z prymitywizmem ducha. W kręgu teologów chrześcijańskich bliską
opiniom Roszaka wizję gnozy rozwijał Paul Tilich, nazywając gnozę «wiedzą przez
partycypację» dotyczącą kwestii egzystencjalnych, nie zaś czysto teoretycznych.
Kiedy jednak sympatie do gnozy zaczęto demonstrować w kręgach, gdzie egzaltacja
eliminowała krytyczną refleksję, sam termin stał się szybko synonimem
aktywności pseudointelektualnej, której nie krępuje obowiązek uzasadnienia
formułowanych tez” [4].
Drogą
poszukiwania mądrości jest – obok filozofii i religii – również ezoteryka:
magia, gnoza i mistyka. Magia eksploatuje wolę, która pragnie podporządkować
sobie mechanizmy sterujące światem; mistyka dąży – drogą emocji – do zespolenia
z Absolutem; gnoza (nie należy jej mylić z gnostycyzmem, czyli religią
gnostycką) jest przejawem ludzkiej potrzeby poznania sfery sacrum.
Wybitnym
znawcą gnozy jest antropozof – Jerzy Prokopiuk: „Gnoza (greckie gnosis)
oznacza poznanie. W tym wypadku chodzi jednak o transracjonalne (a więc
nieintelektualne) poznanie – Boga, istoty świata, siebie samego – poprzez
wewnętrzne, bezpośrednie doświadczenie. Takie poznanie-doświadczenie otrzymuje
człowiek w formie objawienia (spontanicznie, kiedy inicjatywa zdaje się
wychodzić od Bóstwa lub jakiejś innej istoty duchowej) lub oświecenia czy
wtajemniczenia (kiedy człowiek zdaje się sam inicjować proces samoprzemiany – z
reguły za pomocą trudnych i długotrwałych «treningów» ćwiczeniowo-medytacyjnych
– zmierzających do uzyskania objawienia). Tak pojęta gnoza obejmowałaby także
mistykę jako «gnozę niezamierzoną», intencją mistyka bowiem jest nie «poznanie»
Boga, lecz utożsamienie się z nim lub upodobnienie się do niego” [5].
Na
racjonalnie myślącym człowieku XXI wieku powyższe definicje i klasyfikacje mogą
robić wrażenie jakichś pseudointelektualnych (staroświeckich i zabobonnych)
dywagacji nawiedzonego maniaka. A przecież te ezoteryczne tezy można
przetłumaczyć na język współczesnej psychologii twórczości. Proces
rozwiązywania każdego problemu – teoretycznego czy praktycznego (także
dotyczącego spraw najogólniejszych i najistotniejszych) – przebiega w czterech
fazach:
1)
PREPARACJA – to postawienie problemu i świadome próby uporania się z nim na
drodze racjonalnych rozważań (zbieranie informacji, wnioskowanie, konstruowanie
hipotez). Na tym etapie liczy się empiryczne podejście do badanego przedmiotu
czy zjawiska i wiązanie tez w logiczny, spójny system. Często jednak te zabiegi
nie przynoszą pozytywnego rezultatu – bo problem jest zbyt złożony albo badacz
ulega stereotypom poznawczym.
2) INKUBACJA – to okres
wyciszenia, rezygnacji z badań i rozmyślań, to czas relaksu lub odmiany (inny
rodzaj aktywności). Gdy – mimo wytężonej pracy – dany problem nie daje się
rozwiązać, uczony (lub artysta) porzuca go: postanawia odpocząć lub zmienić przedmiot
zainteresowań. Nie ma tutaj znaczenia, czy świadomie stara się wykorzystać
okres inkubacji (latencji, utajenia, pracy podświadomej mózgu). Istotny jest
tutaj aspekt odmiany (im bardziej ten etap różni się od poprzedniego – tym
lepiej): matematyk odnawia się z tomikiem wierszy w ręce, prozaik
przeprogramowuje się w kontakcie z traktatami filozoficznymi, naukowiec słucha
muzyki, a teolog odwiedza galerie sztuki współczesnej. Nierozwiązane
zagadnienie przemodelowywane jest na poziomie podświadomości; wygasają szablony
myślenia i schematy nawykowych działań; umysł zdobywa nowe – pozornie nie
związane z zasadniczym dylematem naukowym czy artystycznym – dane, umiejętności;
konstruuje nowe koncepcje, nastawienia, wizje. Wrażenia, doznania, odczucia,
myśli, wyobrażenia, plany – wszystko to miesza się z sobą (vide:
dekonstrukcjonizm i teoria chaosu), tworzy nowe relacje, związki, asocjacje:
odległe i pozornie różnopłaszczyznowe memy spotykają się i układają w
oryginalne konstelacje (struktury czynnościowe mózgu). Jest to (nieświadoma)
cisza przed burzą!
3) ILUMINACJA – to
restrukturalizacja elementów systemu (problemu), nagłe rozwiązanie zagadki,
gwałtowne wyładowanie intelektualno-emocjonalne. W jednej chwili następuje
reakcja łańcuchowa i erupcja (emergencja) podświadomych treści na powierzchnię
świadomości; towarzyszy temu uwolnienie uwięzionych zasobów energii: entuzjazm,
rozkosz, ekstaza, poczucie jasności i lekkości; ostry strumień światła
rozjaśnia zakamarki mózgu i dokonuje przewartościowania wartości. W
jednorazowej wizji objawia się tajemnicza strona rzeczywistości, dokonuje się
wgląd, akt samopoznania i autokreacji – podczas tej przemiany wewnętrznej rodzi
się Nowy Człowiek: odkrywca, stwórca.
„Akty iluminacji znane są od
wieków – dowodzą tego przekazy historyczne i autobiograficzne. Mechanika ich
powstawania czy też reguły ich powtarzalności są jednak nieznane (choć czyniono
próby np. ich zliczania czy ujmowania w ramy jakichkolwiek statystyk
populacyjnych). Warto tu przytoczyć relacje, jakie wielki matematyk, Hadamard,
zebrał kiedyś od swych kolegów «po fachu». Wspominali oni w nich momenty «olśnień»
– specyficznych stanów umysłu i ducha, w których następowało momentalne
rozwiązanie problemów teoretycznych, nad jakimi pracowali. Miały one często
miejsce po bardzo długim okresie inkubacji, były odroczone w czasie od chwili,
gdy po raz pierwszy problem bywał w ogóle formułowany. Rozwiązanie przychodziło
nagle, nie było niczym «zapowiadane» – olśnienie następowało w rozmaitych,
nieraz niezwykłych okolicznościach (np. w chwili wsiadania do tramwaju).
Później pozostawało już tylko rozwinąć je w wywód formalny – czyli rozpisać
równania” (Roman Zawadzki). „U pisarzy sprawa ma się nieco inaczej, aczkolwiek
dzieła literackie – w przeciwieństwie do samych autorów – powstają jako
rozwinięcie pewnej jednorazowej wizji lub jako ornamentacyjne rozbudowanie
powstałego znienacka obrazu, pomysłu lub skojarzenia czy wręcz pointy. Na
początku jest zawsze jakaś spontanicznie pojawiająca się idea, wgląd czy
asocjacja. Ów moment «olśnienia» (iluminacji) wymyka się jak dotąd
jakiejkolwiek analizie – nawet jakościowej. Akt twórczy zatem nie daje się ująć
w żadne ściśle racjonalne (a już na pewno nie redukcjonistyczne) ramy”[6].
Iluminacja jest procesem,
którego nie rozumiemy i którego nie możemy kontrolować czy intencjonalnie
wywoływać. Wybuch natchnienia to tajemniczy proces, który przywołuje na myśl
ingerencję zewnętrznych, wyższych sił – inspiracja zdaje się pochodzić od Boga,
Muz, Aniołów czy jakichś innych opiekuńczych duchów (albo demonów). Człowiek
czuje powołanie – boskie wezwanie; budzi się z odrętwienia i zaczyna Nowe
Życie, życie twórcze, uduchowione; czuje się wybrańcem bogów, wtajemniczonym w
wyższe sfery egzystencji.
4) WERYFIKACJA – to czas
powrotu „na ziemię”, moment rezygnacji z irracjonalnych wzlotów,
transgresyjnych podróży. Nową wizję rzeczywistości trzeba teraz spokojnie,
logicznie, metodycznie, sukcesywnie analizować; należy więc włączyć „racjonalny
bieg” i szukać argumentów, dowodów, antytez, niespójności, niejasności. Tylko
koncepcja, której nie dało się – mimo usilnych prób – sfalsyfikować, może być
traktowana poważnie, może stanowić punkt wyjścia dla hipotezy, teorii,
paradygmatu czy nawet światopoglądu.
Ponieważ proces twórczy jest
tak wielopłaszczyznowym i tajemniczym zjawiskiem – może być analizowany jedynie
wieloaspektowo, interdyscyplinarnie, holistycznie. Stąd – jest przedmiotem
badań gnozy. Rudolf Steiner, pragnąc wszechstronnie ująć świat rzeczy widzialnych
i niewidzialnych (percepowanych intuicyjnie i kreowanych za pomocą wyobraźni),
stworzył antropozofię, którą określił jako formę neognozy, jako naukowe badanie
świata duchowego, jako aktywność poznawczą, przenikającą jednostronność zarówno
czystego przyrodoznawstwa, jak i zwykłej mistyki (wniknięcie w „wyższe światy”
jest możliwe dopiero po rozwinięciu tajemniczych, ukrytych sił duszy). Podobną
próbę zintegrowania różnych metod i pól badawczych podjął prof. Trąbka, wybitny
krakowski neurofizjolog, neurolog, informatyk, cybernetyk i filozof.
JAN TRĄBKA definiuje gnozę
jako orientację poznawczą, która angażuje nie tylko rozum, ale także emocje i
motywacje; nie tylko wiedzę, ale również wiarę; nie tylko inteligencję
racjonalną, ale i emocjonalną oraz duchową; stąd istotne znaczenie intuicji,
imaginacji, inteligencji...
Obiektem gnozy – w ujęciu
Trąbki – jest świat zbudowany z faktów (rzeczy aktualnych), z szans i ryzyka
(rzeczy prawdopodobnych i przypadkowych) oraz z mitologicznej fantazji i
antynaturalnej fikcji (rzeczy niemożliwych). Ten totalitaryzm intelektualny całościowo
kształtuje światopogląd, budując pomost pomiędzy nauką i sztuką, tworząc
platformę, na której jest miejsce i dla racjonalizmu, i dla fideizmu[7].
Gnoza wykazuje dążność do
zacierania różnic między kulturą a naturą, nauką a sztuką. Gnozyjnymi środkami
wyrazu są więc analogie, aluzje, antytezy, paradoksy, parabole, porównania,
metafory, obrazy, aforyzmy.
Gnoza wynurza się z ciszy,
kontemplacji, medytacji, deliberacji – z rozważań, które Martin Heidegger
nazwał namysłem, czyli subiektywnym, wewnętrznym procesem sądzenia, refleksji
nad strukturą świata i systemem wiedzy o tym świecie. Deliberacja (namysł wiedzy)
jest dynamicznym procesem, który dociera do najgłębszego dna rzeczywistości –
do istoty bytu.
Gnoza postuluje przemianę
myślenia, uczuć i woli człowieka – jest doświadczeniem poznawczym, które unika
spekulacji czysto intelektualnych. Obejmuje integralnie wiedzę ekstrawertyczną
(zewnętrzną) i introwertyczną (wewnętrzną); pierwsza poszukuje obiektywizmu,
komunikatywności, sprawdzalności, czyli tego, co w świecie zewnętrznym można
zmierzyć, policzyć, nazwać i ująć w logiczne formuły; drugi rodzaj wiedzy
dociera do tego, co prywatne, niepowtarzalne, subiektywne, nieokreślone i
nienazwane[8].
Gnoza jednoczy prześwietlone
świadomością przeżycia wewnętrzne, posługujące się bezkształtnymi pojęciami i
amorficznymi ideami (nieostre, zatarte granice nazw i definicji). Poznanie
gnozyjne rozwija się w samotności, izolacji, spokoju... Rozumienie rzeczywistości
społecznej wymaga nie tylko partycypowania w wymiarze teraźniejszości i
reagowania na aktualne bodźce; niezbędne jest również uwzględnianie
retrospektywnego, historycznego punktu widzenia (wiara) oraz prospektywnego,
futurystycznego zwrócenia kierunku obserwacji (nadzieja). Każdy odcinek czasu
powinien być analizowany nie tylko za pomocą rozumu, ale i innych dyspozycji
duchowych (miłość, entuzjazm, intuicja, natchnienie). Obraz świata jest
specyficzną kompilacją przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Każdy wymiar
czasowy – to jedynie fragment rozległego continuum (część osi czasu).
Meralogia, rozpatrując stosunek części do całości, jednoznacznie dowodzi, że
części składowe – złożone razem – nie są w stanie zrekonstruować całości.
Całość to „coś więcej” niż suma poszczególnych fragmentów i aspektów. Jedynie
gnoza potrafi uchwycić całość życia psychicznego (choć jej wizje nie są tak
dokładne jak wyniki nauk szczegółowych) i wyrazić pełnię osobowości człowieka.
Może więc stanowić podstawę światopoglądu: najbardziej ogólnego poglądu na
rzeczywistość społeczną (natura plus kultura).
Przeszłość i przyszłość,
świadomość zewnętrzna i wewnętrzna, natura i kultura, rozum i uczucie, dyskurs
i namysł, analiza i synteza, samotność i spotkanie, integracja i chaos,
potencjalność i aktualność, materia i duch – to sfery opozycyjne, przeciwstawne
wobec siebie. Systemy naukowe i filozoficzne nie radzą sobie z integracją tak
odległych wymiarów rzeczywistości; natomiast jednym z wyznaczników gnozy jest
właśnie postulat łączenia przeciwieństw (coincidentia oppositorum). Ta
dyrektywa metodologiczna myślenia gnozyjnego ożywia teorie filozoficzne (vide:
Mikołaj z Kuzy) i doktryny ideologiczne (vide: Mircea Eliade).
Jan Trąbka rozróżnia dwa
rodzaje poznawczego kontaktu z rzeczywistością – dyskurs i namysł: „Dyskurs to
rozumowe, logiczne i analityczne zgłębianie zadań intelektualnych. Na każdym
etapie dochodzenia do zrozumienia problemu dyskurs może być zredagowany
słownie, czyli generować informację – wiedzę. Namysł skleja się we wnętrzu
psychiki pod auspicjami intuicji. Zwykle przyjmuje się, że intuicja to tylko
krótkotrwały wybuch, błysk, ulotne olśnienie (élan d’esprit). W istocie
rzeczy intuicja może patronować dłuższym deliberacjom logicznie «nieuczesanych»
myśli, może wreszcie być jednorazowym, ale całościowym widzeniem rzeczy «oczyma
duszy». Dlatego namysł może być przeżywany jako długotrwała wizja lub
błyskawiczny kontakt emocjonalny z obiektem zainteresowania należącym do
rzeczywistości zewnętrznej” [9].
Produktem dyskursu jest esej:
logicznie uporządkowany układ aksjomatów, przesłanek, twierdzeń, hipotez,
teorii – spójny system założeń, argumentów, wniosków, dowodów, paradygmatów.
Myślenie eseistyczne wychodzi od oczywistych tez i empirycznie stwierdzonych
faktów; później – drogą dedukcji i indukcji – dochodzi do twierdzeń pochodnych;
proces rozumowania sukcesywnie rozsnuwa nić związków logicznych i
przyczynowo-skutkowych – tworzy ściśle powiązaną sieć pojęć, sądów, koncepcji
(oraz odwołań i przypisów do traktatów analogicznych bądź rozpraw
alternatywnych).
Rezultatem namysłu jest aforyzm:
teza (lub antyteza jakiejś racjonalnej tezy) o rozmytych granicach, drążącą w
głąb istoty rzeczy, przewrotnie obrazująca „drugą stronę medalu” i ciemną
stronę psychiki. To paradoksalne stwierdzenie zazwyczaj pojawia się nagle,
niespodziewanie; w błysku iluminacji wyskakuje (jak Atena z głowy Zeusa) od
razu jako zdanie (lub układ kilku zdań) dojrzałe, całkowicie ukształtowane,
będące mikrokosmosem, skondensowaną treścią, produktem długotrwałej – i często
nieświadomej – deliberacji. Aforyzm jest ostatnim ogniwem długiego łańcucha
myśli; często jest to jedyne ogniwo wyłaniające się na powierzchnię
świadomości; pozostałe elementy tego łańcucha kryją się w otchłani i chaosie
sprzecznych i niejasnych mitów, wspomnień, zapomnianych (pozornie) spostrzeżeń,
przemyśleń, rozmów, czynów, planów, marzeń, wyobrażeń i pragnień. Produkt
namysłu stanowi specyficzną monadę językową – jest memem: podstawową jednostką
transmisji kulturowej, analogiczną do genu jednostką informacji, która
wpływając na przebieg określonych wydarzeń, przyczynia się do powstawania
swoich kopii w umysłach innych ludzi. Mem-aforyzm jest względnie odizolowaną
porcją słów; nie posiada więc logicznych i jednoznacznych powiązań z całym
układem uporządkowanej i uzasadnionej wiedzy; tworzy wyalienowaną wyspę, nie
mającą kontaktu z kontynentami racjonalnych systemów myślowych – pojawia się
bowiem w tajemniczych okolicznościach; stanowi wierzchołek „góry lodowej”,
ujawnia się jako efekt intuicyjnego olśnienia.
Gnozyjne objawienia
wyrastają na podłożu rewolucji wewnętrznej, rozpadu osobowości,
postmodernistycznego demodelowania i demolowania psychiki oraz dezintegracji
pozytywnej (vide: Kazimierz Dąbrowski). Tego rodzaju konstrukcja duchowa
powinna się jednak dokonywać w sposób odwracalny (integracja wtórna) i na małą
skalę (większe odchylenia od normy grożą całkowitą destrukcją).
Proces twórczy potrzebuje
antynaturalnych rozwiązań. Wszystkie przemiany udoskonalające człowieka
wymagają chwilowego rozchwiania aktualnej osobowości poprzez jej alienację.
Postulat ten zawarty był już w alchemicznym haśle: „opus contra naturam”
(działania sprzeczne z naturalnymi predyspozycjami adepta). Mircea Eliade,
analizując rytuały inicjacyjne, przedstawił uniwersalny (istniejący w każdej
religii) mechanizm stymulujący dojrzewanie jednostki poprzez jej kontakt z
sytuacjami ekstremalnymi, które wywołują psychiczny szok i prowadzą do zmiany –
a w konsekwencji: do rozwoju – osobowości. Także Georgij Gurdżijew (oraz
mistrzowie zen) wskazywał na konieczność wprowadzania ucznia w sytuacje
graniczne (porównaj: Karl Jaspers): pozbywamy się iluzji i zdobywamy pogłębiony
wgląd w rzeczywistość wówczas, gdy znajdujemy się w nowych i trudnych
warunkach, gdy silny wstrząs (stres) całkowicie przeobraża nasze poglądy i
postawy.
Mądrość jest syntezą efektów
poznawczych gnozy i filozofii. Gnoza korzysta z energetycznych źródeł emocji
(podziw, lęk, tęsknota, pasja), przeczuć i nastawień, które wyłaniają się z
kontemplacyjnej i medytacyjnej ciszy, z inteligencji oraz intuicji. Ten amorficzny
materiał dopiero później staje się substratem dla filozofii poznania
(racjonalna obróbka wielopostaciowej treści). Kontemplacja pozornie nie wnosi
niczego nowego do procesów poznawczych – jest jednak niezbędnym etapem, obniża
bowiem progi pobudliwości zmysłowej (poszerza zakres wrażeń). Spotęgowane
możliwości percepcyjne pogłębiają nasz kontakt z rzeczywistością (mimo
przejściowego zredukowania aktywności intelektualnej). Kontemplacja wywołuje
duchową próżnię, która pozostawia wiele wolnego miejsca dla nowych inspiracji
oraz podświadomych impulsów.
W neuronach gnozyjnych
krystalizuje się podsumowanie całej zawartości mózgu: eksploracji świata zewnętrznego
oraz introspekcji zagłębiającej się w odmętach wewnętrznych doznań
(uaktywnienie archetypów); zespalają się dane, przeprojektowane spoza naszego
ciała, z informacjami, które mózg zdołał wygenerować sam z siebie. Integrującą
rolę pełnią w tym układzie emocje – te negatywne wybijają nas z rytmu i
ogłupiających rytuałów. Jednak tylko w klimacie emocji dodatnich, zwłaszcza
zharmonizowanych w kontakcie ze sztuką, łaska kontemplacji usprawnia pracę
umysłu.
Fenomenologia opiera się na
świadectwie zmysłów, czyli na obserwowaniu zewnętrznej, powierzchownej warstwy
otoczenia. Ale to tylko jedna strona medalu: pod warstwą naskórka ukrywają się
istotne tkanki. Właśnie noumenologia zajmuje się głębią, rzeczywistością leżącą
pod sensualistyczną powłoką świata. Chcąc zgłębiać noumeny, najlepiej jest
usiąść w fotelu – jak Kartezjusz – zamknąć oczy i odciąć się od wszelkiej
percepcji (samodeprywacja zmysłowa). Tylko tak możemy dotrzeć do naszych
determinant genetycznych i memetycznych – wraz z ich instynktownymi i intuicyjnymi
pochodnymi. Z tego noumenologicznego źródła czerpiemy jednak nie pewną wiedzę,
lecz inspirację i natchnienie w formie przelotnych i nieuchwytnych przeczuć i
przebłysków.
Pełny kontakt z
rzeczywistością jest możliwy dzięki dialektycznej syntezie sprzecznych nieraz
predyspozycji, uzdolnień i metod. Przykładem może tu być współdziałanie lewej i
prawej półkuli mózgu, racji „rozumu” i „serca”, logiki naukowej i artystycznej
wizji, mowy i milczenia. Półkule mózgowe funkcjonują zawsze razem, ale w różny
sposób. Lewa półkula posługuje się mową i dysponuje cyfrowym, szeregowym
(sukcesywnym) mechanizmem przetwarzania informacji; jest analityczna i
racjonalna. Prawa półkula operuje (równolegle, całościowo) procesami ciągłymi,
analogowymi; żyje emocjami i motywacjami, rodzi natchnienie i entuzjazm;
stanowi domenę tajemniczości i sztuki.
Gnoza, bazująca na
kontemplacji i medytacji, przenika całą mentalność, wyzwala twórczą energię i
stwarza podstawę do koalicji między nauką i sztuką, zespalając całokształt cywilizacji
i kultury. Tylko duchowa ślepota – agnozja – nie pozwala dostrzec (poza
fałszywym, intelektualnym ładem dogmatów i paradygmatów) tajemniczego misterium
natury i ukrytego sensu kultury. Poza granicą teorii naukowych i systemów
filozoficznych kryją się bowiem światy, o których – zdaniem Szekspira –
filozofom się nawet nie śniło. Filozofia dostarcza nam jedynie cząstkowych
teorii poznania (które dopiero wtórnie można zintegrować). Natomiast gnoza jest
poznaniem holistycznym – uzyskuje jednorodny, całościowy, intuicyjny wgląd. Tę
totalną wizję dopiero w toku dalszego badania (analizy) można rozkładać na
składniki prostsze i czynniki pierwsze. Naturalnego chaosu nie można
rozpatrywać fragmentarycznie; każda operacja badawcza zakłóca przebieg
doświadczenia; nawet zwykłe nakierowanie reflektora uwagi powoduje powstawanie
zakłóceń, deformacji, artefaktów. Już Bergson opisywał zjawisko „zabijania”
natury podczas aktu racjonalnej eksploracji.
„Z wielką trudnością możemy
próbować zrozumieć procesy poznawcze rozgrywające się w samym mózgu. W okresie
początkowym badań neurofizjologicznych poznanie wiązaliśmy z dośrodkową
(aferentną) stroną ośrodkowego układu nerwowego. Receptory – odbiorniki na
obwodzie – rzutują swój stan czynny do ośrodków, czyli na najwyższe piętra
analizatorów zmysłowych. Rodzące się tu wrażenia czuciowe, postrzeżenia,
doznania i przeżycia wewnętrzne powstają nie tylko w trakcie analizy, ale także
syntezy, i to nie w obrębie jednego synteto-analizatora, ale zawsze jako
zespolenie wielu modalności czuciowych. Ponadto w wypracowaniu wielu doznań
czuciowych bierze aktualnie udział także ruchowa, eferentna strona działalności
ośrodkowego układu nerwowego, która modeluje, ogranicza, a nawet odcina
strumień impulsów dośrodkowych lub, w razie potrzeby, dokonuje samowzbudzenia
się impulsacji w różnych odcinkach drogi dośrodkowej lub odśrodkowej. W wypadku
mowy nie jesteśmy w stanie określić, które komponenty mają charakter eferentny,
a które aferentny. To zespolenie funkcjonalne zachodzi za sprawą sprzężeń
zwrotnych, wyprzedzających i autoregulacyjnych” [10].
Obserwowanie i doświadczanie
świata zewnętrznego nie jest jedynie funkcją aktualnie działających (na
receptory) bodźców – nakłada się bowiem na engramy pamięciowe (efekt
poprzednich kontaktów z rzeczywistością) i struktury czynnościowe mózgu,
których zadaniem jest przewidywanie i przygotowywanie przyszłych zdarzeń. Oczy
obserwatora nie są bierną (i wierną) kliszą fotograficzną; one aktywnie
zmieniają obserwowany fragment świata. Obserwacja wpływa na przebieg
doświadczenia i może zmieniać relacje między obiektami, ich tłem i
obserwatorem. Percepcja jest więc zaawansowanym etapem podboju świata; w tym
dziele współdziała z językiem i to nie tylko ścisłym językiem nauki i
filozofii, ale również językiem bardziej miękkim (sugeruje to A. Kobrzyski),
pełnym metafor, alegorii, paradoksów, aluzji, symboli, porównań, sprzeczności,
aforyzmów... Niezbędna staje się tu rola gnozy, która wydaje sądy hipotetyczne,
posługuje się przypuszczeniami i domysłami, wykorzystując cały potencjał
duchowy (emocje, wolę i rozum).
Gnoza jest rozległym
procesem badawczym: problemy i zagadki bytu ujmuje całościowo (szerzej niż
filozofia, która nie dowierza uczuciom i motywacjom) – holistycznie. Trąbka
dowodzi, że współistnienie gnozy i filozofii rodzi powierzchowny eklektyzm, i
proponuje fuzję gnozy z cybernetyką i teorią chaosu. Jednocześnie przypomina,
że korzenie gnozy tkwią w doświadczeniach mistycznych: „Do kompetencji gnozy
należy spożytkowanie owoców kontemplacji: wzrostu wrażliwości na przedmioty
świata, rozwijania zdolności charyzmatycznych i przywódczych, konsolidacji sił
fizycznych i zdrowotnych, przebudowy osobowości, nawrócenia (metanoia). Gnoza
niezliczonymi wprost łaskami wyposaża duszę mózgu” [11].
Gnostyczny kontakt z
rzeczywistością rodzi apatię lub entuzjazm, obojętność lub poczucie tajemnicy,
podziw lub lęk – wymaga przeprogramowania starego (jednopłaszczyznowego,
wycinkowego) stylu bycia, scjentystycznych sposobów poznawania świata; domaga
się deautomatyzacji, rewolucji wewnętrznej, radykalnej przemiany duchowej,
egzystencjalnej inicjacji (vide: transmutacjonizm): „«Jeżeli ziarno nie obumrze
w ziemi, to nie wyda plonu». Jeżeli nie zetrzemy na proch swoich starych myśli,
to nie zbudujemy nowego stylu ani nowej mentalności. Pozornej, a nawet
rzeczywistej śmierci psychiki – byle nie przedłużającej się na wieczność – nie
powinniśmy się lękać, znając błogosławieństwo stwórcze natury posługujące się
gnozyjnym chaosem, a wyrażające się samoistnym powstawaniem struktur
holistyczno-fraktalowych. Ów cud rodzenia się «de novo et ex nihilo» myśli
(atomów psychiki) i emocji (energii psychicznej) spotyka się na co dzień”[12].
Zwolennik gnozy musi nieraz
cierpliwie czekać na objawienie. Nie może to być jednak – paradoksalnie –
bierne oczekiwanie. Ezoteryka nie jest postawą pasywną – jest nastawieniem
wszystkich sił duchowych na immanentną i transcendentną Prawdę, na boskie i ludzkie
Piękno, na wyobrażone i stworzone Dobro.
Zdobywanie mądrości nie jest
procesem prostym, spokojnym, pewnym, sukcesywnym, powszechnym. Jest
wtajemniczaniem, nauczaniem tajemnym, jest walką z demonami – lękami,
depresjami, urojeniami, halucynacjami, iluzjami: „Proces twórczy oraz droga
postępu wymaga – jakkolwiek na krótki proces stawania się – antynaturalnych
rozwiązań i alienacji. Każde ulepszenie człowieka powoduje chwilowe rozchwianie
osobowości, jej przekraczanie, ale na przyzwoitą odległość. Tu można wspomnieć
o teorii pozytywnej dezintegracji psychiki K. Dąbrowskiego. Dłuższe czasowo i
przestrzennie oddalenie się człowieka od swojej osoby będzie przez naturę
dyscyplinowane kalectwem i klęską” [13].
Teoria prof. Trąbki jest
propozycją interdyscyplinarną, próbą zintegrowania najnowszych osiągnięć
naukowych i koncepcji filozoficznych z bogatą tradycją sapiencjalną i
ezoteryczną. Wznosi się ponad redukcjonizm, scjentyzm i racjonalizm
współczesnej nauki; rezygnuje z wycinkowej pewności na rzecz całościowego
spojrzenia, pełnego kontaktu poznawczego z wielopłaszczyznową rzeczywistością,
pełną zagadek i paradoksów.
Każdy wymiar egzystencji człowieka ma swój aspekt poznawczy: wszystko, cokolwiek robimy, pogłębia naszą znajomość siebie i świata. Aktywność poznawcza człowieka nie ogranicza się do świadomej „pracy” zmysłów i rozumu; nasze miłości i fascynacje, lęki i tęsknoty, wierzenia i zwątpienia, walki i sojusze, słowa i wyciszenia, zapatrzenia i zamknięcia, imaginacje i wspomnienia, ideały i rytuały, wyrzeczenia i szaleństwa, łzy i uśmiechy, dyskursywność i aforystyczność, empiryzm i transracjonalizm, paradygmat nauki i wyobraźni – wszystkie te stany ducha są znakami i kierunkowskazami na naszej drodze do Krainy Mądrości.
Wojciech Wiercioch
Kraków, 15 września 2005
[1] M. Bierdiajew, Sens
twórczości, Wydawnictwo Antyk, Kęty 2001, s. 24.
[2] W. Demidow, Patrzeć i
widzieć, NOT-SIGMA, Warszawa 1989, s. 119.
[3] Pismo Święte Starego i
Nowego Testamentu, Wydawnictwo Pallottinum, poznań – Warszawa, 1997, s. 764.
[4] J. Życiński, Trzy
kultury, W drodze, Poznań 1990, s. 8.
[5] J. Prokopiuk, Ścieżki
wtajemniczenia, tCHu, Warszawa 2000, s. 108.
[6] R. Zawadzki, Psychobiografie
literackie, Wydawnictwo von borowiecky, Warszawa 2000, s. 35.
[7] J. Trąbka, Natura
objawia swą moc. Współczesna gnoza, DWN DReAM, Kraków 1993, s. 32-34.
[8] J. Trąbka, Gnoza a
nauki neurologiczne, Wydawnictwo ANTYKWA, Kraków 1998, s. 12-25.
[9] J. Trąbka, Gnoza to
znaczy wiedza, ANTYKWA, Kraków 1998, s. 20.
[10] ibidem, s. 138.
[11] ibidem, s. 166.
[12] ibidem, s. 191.
[13] ibidem, s. 200.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
NIECH ŻYJE KULTURA I ETYKA SŁOWA!