Zachęcamy do lektury szkicu o Albercie Einsteinie. To trzy w jednym: portret historyczny, portret komiczny i portret ezoteryczny
Autor: Wojciech Wiercioch 😊
Albert Einstein
PORTRET HISTORYCZNY
Albert Einstein urodził się
Uczęszczał do katolickiej szkoły elementarnej, a w domu pobierał lekcje
judaizmu (do dwunastego roku życia wykazywał ponadprzeciętne zainteresowanie
religią). Albert był milczącym, dziwnym dzieckiem; nie dostrzegano w nim
żadnych iskierek geniuszu. „Nie znosił sztywnej, niemieckiej dyscypliny
szkolnej i bez entuzjazmu uczył się łaciny i greki. Jego droga do nauki
rozpoczęła się od matematyki, do której zachęcił go wuj, inżynier Jakub
Einstein. W wieku około 12 lat Einstein samodzielnie nauczył się geometrii i
postanowił, że pewnego dnia rozwiąże zagadki świata. Jego historia to raczej
niecodzienny przypadek realizacji młodzieńczych marzeń” (John Simmons).
Nie zdał matury. Oblał egzamin wstępny na politechnikę w Zurychu; później
też nie był wybitnym studentem. Miał poczucie, że uczelnia krępuje go. Pisał,
iż „to cud, że współczesne metody kształcenia nie zdusiły całkowicie świętego
zapału i dociekliwości”.
W 1902 r. Einstein uzyskał stanowisko młodszego inspektora w Szwajcarskim
Urzędzie Patentowym w Bernig. 1905 r. – to „cudowny rok” w życiu naukowca:
złożył do druku rozprawę doktorską i opublikował trzy rewolucyjne artykuły
naukowe (jedna z tych prac zawiera słynne równanie E = mc2). I tak
zaczął błyskotliwą karierę uniwersytecką; był wykładowcą w Zurychu, Pradze,
Berlinie. W 1916 r. zamieścił w Annalen
der Physik rozprawę zatytułowaną „Zasady ogólnej teorii względności”
(później została opublikowana jako jego pierwsza książka). W 1922 r. otrzymał
Nagrodę Nobla za „zasługi w dziedzinie fizyki teoretycznej, a w szczególności
odkrycie zjawiska fotoelektrycznego”; niektórzy znawcy tematu uznali, że był to
rodzaj nagrody pocieszenia, ponieważ w uzasadnieniu pominięta została budząca
wciąż znaczne kontrowersje teoria względności (choć już w 1919 r. Arthur
Eddington przeprowadził podczas zaćmienia Słońca eksperymentalne pomiary zakrzywienia
promieni świetlnych, w pełni potwierdzające teoretyczne przewidywania
Einsteina).
Gdy w Niemczech zaczął się szerzyć antysemityzm – Albert przyjął
propozycję objęcia stanowiska profesora w Institute for Advanced Study w
Princeton i zrzekł się obywatelstwa niemieckiego. W czasie drugiej wojny
światowej został konsultantem wydziału amunicji i materiałów wybuchowych
Zarządu Uzbrojenia Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Przepisany na nowo
rękopis pracy o szczególnej teorii względności (z 1905 r.) sprzedano na aukcji
za 6 mln $, które zostały przeznaczone na wspomożenie udziału Stanów
Zjednoczonych w wojnie…
A jednak genialny fizyk był pacyfistą i zaangażowanym intelektualistą…
Zainteresował się syjonizmem, towarzyszył Chaimowi Weizmannowi w podróży po USA
w celu zbierania funduszy na utworzenie Uniwersytetu Hebrajskiego w
Jerozolimie. Solidaryzował się z Gandhim, podpisywał protesty przeciwko
powszechnej służbie wojskowej i apel o ogólnoświatowe rozbrojenie. Opublikował
też – wraz z Zygmuntem Freudem – traktat Why
War? W 1952 r. odrzucił propozycję zostania prezydentem Izraela…
Albert Einstein był – jako osoba publiczna – ceniony i podziwiany. A jako
osoba prywatna? „Trudno scharakteryzować osobowość Einsteina, zwłaszcza z lat
późniejszych, gdy prowadził na ogół życie samotnicze. Nie wypowiadał swoich
uczuć w stosunku do innych ludzi, choć skłonny był do wyrażania swojego
głębokiego oddania ludzkości” – pisał John Simmons. Życie osobiste Einsteina
pełne było zawirowań, tajemnic i cierpień. W 1902 r. urodziła się jego
nieślubna córka. Z Milevą Marić ożenił się dopiero w następnym roku, a po kilku
miesiącach zarejestrował Lieserol jako swoją córkę; biografowie naukowca
twierdzą, że mogłoby to wskazywać na zamiar oddania jej do adopcji w przypadku,
gdyby fakt posiadania nieślubnego dziecka zagrażał jego karierze jako urzędnika
państwowego… W 1919 r. otrzymał rozwód z Milevą; umowa rozwodowa przewidywała,
że pieniądze z ewentualnej Nagrody Nobla przypadną żonie i jej synom (geniusz
dotrzymał słowa!). Wkrótce odbył się jego ślub z daleką kuzynką – Elsą Löwenthal
(zmarła w 1936 r.).
Kim był w oczach innych? Jakie były opinie na jego temat? Sprzeczne! Przykład:
„Roztaczał zawsze wokół siebie aurę cudownej czystości, miał w sobie coś z
dziecka, a jednocześnie był nieustępliwie uparty” (Robert Oppenheimer).
„Einstein uwielbiał kobiety, a im bardziej były pospolite i śmierdzące potem,
tym bardziej go pociągały” (Peter Plesch). „Nie jest wcale łatwo być żoną
geniusza. Twoje życie zdaje się nie należeć do ciebie, lecz do wszystkich
innych ludzi. Prawie każdą minutę w ciągu dnia poświęcam mojemu mężowi, a tym
samym jestem osobą publiczną” (Elsa Einstein). „Einstein troszczył się o swoją
żonę i bardzo jej współczuł. Niemniej jednak w atmosferze nadchodzącej śmierci
zachował wewnętrzny spokój i nieustannie pracował” (Leopold Infeld).
PORTRET KOMICZNY
Najwybitniejszy fizyk XX wieku nigdy nie studiował (formalnie) fizyki.
Być może to sprawiło, że nie chodził utartymi ścieżkami i nie powielał
naukowych i pseudonaukowych stereotypów. Wprost przeciwnie! Jego tezy,
hipotezy, twierdzenia i stwierdzenia tak odbiegały od zdroworozsądkowej wizji
świata, że mogły zostać uznane za rojenia wariata. Einstein stwierdził
równoważność masy i energii, dowodził, że masa ciała w ruchu jest inna niż masa
tego samego przedmiotu w spoczynku, że każde ciało zakrzywia wokół siebie
przestrzeń, że pod względem grawitacji czas płynie wolniej, że promienie
słoneczne nie zawsze biegną po linii prostej… Pan Albert miał jednak szczęście,
że był fizykiem… a nie metafizykiem, a jego odkrycia można było wyrazić w
ścisłym języku matematyki i zweryfikować na drodze eksperymentów naukowych.
Wielki naukowiec był nie tylko człowiekiem mądrym, ale i dowcipnym (te
cechy nie często idą z sobą w parze) – choć nie zawsze było to dobrotliwe,
naiwne poczucie humoru. „Einstein zazwyczaj przeplatał niewinne żarty ze
zjadliwymi kpinami, tak że jego rozmówca często nie mógł się zdecydować, czy
się śmiać, czy czuć dotkniętym” – wspominał Philips Frank: „Takie zachowanie
sprawiało, że robił wrażenie człowieka bardzo krytycznego, a niekiedy nawet
cynicznego”.
Einstein nie lubił głupich pytań, a tych nie szczędzili mu dziennikarze.
Kiedyś zapytano go, jak zapisuje swoje genialne myśli. Czy ma notes, czy wręcz
całą kartotekę?
– Drogi panie – odparł uczony – prawdziwe myśli przychodzą człowiekowi do
głowy tak rzadko, że z łatwością można je zapamiętać.
– A jak powstaje przełomowe odkrycie?
– Bardzo prosto. Wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe do zrobienia.
Przypadkowo znajduje się pewien ignorant, który tego nie wie… I to właśnie on
zostaje odkrywcą.
Einstein miał też problemy z własną
żoną, która często go pytała, nad czym teraz pracuje, ponieważ dziennikarze
nagabywali ją o to, a ona – nic nie wiedząc – robiła z siebie idiotkę.
Otrzymała więc od męża taką radę:
– Wiesz co, gdy cię będą pytać, powiedz, że wiesz, ale nie możesz tego
zdradzić, bo to wielka tajemnica.
Pytania bywają – tak jak odpowiedzi
– podstępne. Zapytano kiedyś Einsteina, z jakich zagadnień będzie egzaminować studentów.
Oryginalny profesor odpowiedział:
– Pytania będą takie jak w ubiegłym roku.
– Ależ, profesorze, przecież to szalone ułatwienie!
– Nic podobnego. Pytania są wprawdzie te same, ale prawidłowe odpowiedzi…
zupełnie inne.
Inne mogą być nie tylko odpowiedzi,
ale i reakcje… Pewnego razu, gdy Einstein grał na skrzypcach na prośbę
zebranych w jego domu gości, znany komik Olson, ulubieniec Broadwayu, zaczął
się głośno śmiać. Fizyk przerwał grę i z całą powagą zapytał:
– Dlaczego pan się śmieje? Czy widział pan, abym kiedykolwiek się śmiał
podczas pańskiego występu?
Einstein był człowiekiem
wszechstronnym – znał się na fizyce i metafizyce, chemii i alchemii, astronomii
i astrologii… Gdy kiedyś był na przyjęciu u pewnych Amerykanów, pani domu,
chcąc się pochwalić swoją erudycją i elokwencją, zaprowadziła uczonego do okna
i, wskazując na jakąś gwiazdę, powiedziała:
– To jest Wenus, poznaję ją, bo zawsze lśni jak piękna kobieta…
– Przykro mi – odparł mędrzec – lecz planeta, którą pani pokazuje, to
Jowisz.
– Ach, drogi profesorze, pan jest naprawdę niezwykły. Z tak wielkiej
odległości potrafi pan odróżnić płeć gwiazdy!
Mistrz Albert rozumiał wiele rzeczy.
Ale czy jego rozumiano? Rozumiała go (albo tak się jej tylko wydawało!) własna
żona. Jeden z dziennikarzy zapytał ją, czy rozumie teorię względności. Przez
moment zawahała się, po czym odparła:
– Nie rozumiem jej. Ale, co dla mnie znacznie ważniejsze, rozumiem samego
Einsteina.
A trudno było zrozumieć twórcę
teorii względności…
Kiedyś na prośbę żony, aby ubrał się
przyzwoicie, idąc do biura, odpowiedział:
– Po co? Przecież wszyscy mnie tam znają.
Natomiast gdy żona poprosiła go, aby
ubrał się przyzwoicie, wyjeżdżając na swoją pierwszą konferencję naukową,
powiedział:
– Po co? Przecież nikt mnie tam nie zna.
Na pewno Einstein nie zgodziłby się z podstawowym dogmatem marketingu, że opakowanie jest ważniejsze niż zawartość…
PORTRET EZOTERYCZNY
Einstein był niezwykłym naukowcem –
geniuszem, mędrcem, a więc kimś, kto wykracza poza schematy logicznego,
racjonalnego, dyskursywnego myślenia. Dla niego wiedza stanowiła tylko jeden z
elementów kreatywnego, innowacyjnego myślenia. Sam niejednokrotnie podkreślał,
że wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy. Wpisywał się więc w nurt paradygmatu
wyobraźni, który charakteryzuje ezoterykę.
Ezoteryka, podobnie jak filozofia, jest
metodą i sztuką zgłębiania – w sposób całościowy, holistyczny – tajemnic
rzeczywistości; ale w przeciwieństwie do filozofii – dokonuje poszukiwań także
na drodze emocji, woli, wyobraźni, medytacji, kontemplacji, modlitwy.
Na kształtowanie się poznania
ezoterycznego mają wpływ elementy pozaracjonalne, wynikające z życiowej
sytuacji człowieka – elementem inspirującym może tu być np. natura lub sztuka.
W przypadku Einsteina kontakt z bezkresem kosmosu lub harmonią muzyki
(naukowiec grywał przecież na skrzypcach) stawał się potężnym bodźcem twórczym
i stanowił „iście religijne przeżycie”. W takich warunkach świat jawił mu się
jako misterium – wielka niezgłębiona zagadka: „Najpiękniejszą rzeczą, jakiej
możemy doświadczyć, jest oczarowanie tajemnicą. Jest to uczucie, które stoi u
kolebki prawdziwej sztuki i prawdziwej nauki. Ten, kto go nie zna i nie potrafi
się dziwić, nie potrafi doznawać zachwytu, jest martwy niczym zdmuchnięta
świeczka”.
Mistrz Albert nie tylko tak czuł. To przeświadczenie promieniowało z niego – o czym świadczy relacja Bunesha Hoffmanna: „Einstein, ze swoją pokorą, bojaźnią, zachwytem oraz poczuciem jedności z Wszechświatem, staje w jednym rzędzie z wielkimi mistykami religijnymi”. Tego rodzaju przeżycia wpisują się – zdaniem prof. Zaehnera – w mistykę „przyrody” (obok mistyki „jaźni”), kiedy doświadczeniu dane jest ekstatyczne poczucie własnej identyczności z boską Całością… Przeżyć takich doznawali – obok naukowców (vide: Newton, Darwin) – również pisarze i myśliciele (vide: Goethe, Wittgenstein, Jünger, Cioran, Eliade, Ionesco, Bergson, Márai). „Wiele jest świadectw takich doświadczeń pochodzących z bardzo różnych obszarów religii, filozofii, literatury: przypomnijmy chociażby proustowską magdalenkę. Zamierzenie artystyczne Prousta prowadzi do głębokiego wniknięcia w subiektywność, aż do samych źródeł osoby, gdzie budzi się w człowieku pragnienie ukojenia i duchowego oświecenia, dotarcia do samych źródeł istnienia, do centrum osoby. Staje się to w gruncie rzeczy udziałem każdego myślącego i wrażliwego duchowo człowieka. Wielka literatura i wielka poezja dają świadectwo takim, autentycznym przecież, doświadczeniom. Jest to najgłębszy wymiar wszelkiej poezji i sztuki «metafizycznej»” (Jan Andrzej Kłoczowski).
Głęboki, pozaracjonalny wgląd w
naturę rzeczy i ludzi – to obszar gnozy. Mówiąc „gnoza”, przyjmuję definicję
Jerzego Prokopiuka, według którego jest ona badaniem duchowego aspektu natury
(poprzez uzyskanie jedności podmiotu z przedmiotem). Najwybitniejszy polski
neurocybernetyk, profesor Jan Trąbka (mój mistrz) pisze: „Szczególnymi cechami,
które odróżniają gnozę od systemów filozoficznych i naukowych, a które powinny
być wymienione w definicji, są: łączenie przeciwieństw, przywracanie naturalnym
stosunkom jedności i integrowanie różnych rodzajów świadomości”.
Metody matematyczno-logiczne nie
pozwalają – bez pozaracjonalnych, podświadomych, archetypowych impulsów – na
przełamanie obowiązującego w danym czasie paradygmatu i dokonanie rewolucji
naukowej. By nauka mogła stać się prawdziwym katalizatorem przemian
światopoglądowych, potrzebna jest jeszcze refleksja, gnoza, czyli
„postmodernistyczny namysł wiedzy” (vide: Trąbka).
Nowa gnoza jest reakcją na
totalitaryzm pragmatyzmu i scjentyzmu – jest „wynikiem ubogacenia analiz
przyrodniczych o komentarz filozoficzny dotyczący problematyki egzystencjalnej
pomijanej milczeniem przez przyrodoznawstwo z racji jego ograniczeń poznawczych”
(Józef Życiński). Z powyższymi stwierdzeniami polskich naukowców koresponduje
opinia samego Einsteina: „W czasach takich jak nasze, gdy doświadczenia
zmuszają nas do poszukiwania nowych i solidniejszych fundamentów, fizyk nie
może pozostawić filozofowi obowiązku krytycznego namysłu nad teoretycznymi
podstawami swojej nauki, gdyż on sam wie najlepiej i wyczuwa najdokładniej,
gdzie tkwi problem”.
Fizycy (Bohr, Heisenberg, Pauli,
Capra, Bohm) zauważyli, że ich odkrycia doskonale dają się opisać w kategoriach
przynależnych językowi ezoteryki. Wolfgang Pauli dowodził, że łączenie dwóch
postaw – racjonalnej postawy krytycznej, pragnącej zrozumieć świat oraz
mistycznej postawy irracjonalnej, szukającej zbawczego przeżycia jedności –
jest koniecznością współczesnej nauki. Również Fritjof Capra w książce Tao fizyki przekonuje, że „obecnie
fizyka prowadzi nas w stronę zasadniczo mistycznego światopoglądu”.
Nowy paradygmat fizyki zakłada
istnienie Wszechświata jako siatki powiązanych ze sobą relacji i zdarzeń, w
której zmiana jednego zdarzenia wpływa na inne (porównaj: teoria katastrof i
teoria chaosu). Wizja ta posłużyła do wzmocnienia koncepcji holizmu – jedności
bytu – koncepcji postulowanej już w starożytnych religiach Wschodu i Zachodu.
„Podobnie ma się rzecz z paradoksem Einsteina-Podolsky’ego-Rosena opisującym
zachowanie się dwóch odległych od siebie cząstek elementarnych, uznanie
jedności materii za fakt czy pogląd na korpuskularno-falową naturę materii de
Broglie’a, które to idee w doskonały sposób pasują do dawnych koncepcji
religijnych o świadomości materii, duchu w niej zawartym i jej całkowitej
jedności. Można tu jeszcze napomknąć o istniejącym w fizyce kwantowej wpływie
podmiotu na przedmiot czy nawet ich jedności w trakcie dokonywania pomiarów, co
również odpowiada koncepcji świata jako połączonej, wpływającej na siebie
struktury (Grzegorz Kubiński).
Poznanie naukowe jest nieprzystosowane do ogarnięcia swym zasięgiem całości bytu i wszystkich tajemnic ludzkiej egzystencji. Logiczna i spójna teoria naukowa nie pozwala badaczowi przedostać się poza granice danego paradygmatu, stylu myślenia. Gdy więc kolejne (nowe) dane przestają pasować do danej „układanki”, wówczas badacz musi przejść z poziomu naukowo-technicznego na poziom mityczno-metaforyczny, charakterystyczny dla myśli ezoterycznej. Potwierdzają to przykłady z historii nauki: „Na przykład Kopernik w sytuacji, jaka miała miejsce w astronomii ptolemejskiej, a której narastający chaos historycy nauki nazywają «skandalem», kierował się w stronę myśli antycznej (m. in. do koncepcji Arystarcha wyrastającej z wierzeń orfickich); Newtona fascynowała mroczna i mglista alchemiczna idea siły; Einstein silnie związany był z myślą metafizyczno-filozoficzną; gnostycko-alchemicznej proweniencji idea komplementarności została (poprzez lekturę psychologicznych prac Williama Jamesa) spożytkowana przez Nielsa Bohra i pośrednio umożliwiła Wernerowi Heisenbergowi sformułowanie zasady nieoznaczoności. Fascynująca z tego punktu widzenia staje się lektura Heisenberga, gdy szczegółowo opisuje on dyskusje twórców fizyki kwantowej, jakie prowadzili, zanim przystąpili do formalizmów przyszłej teorii kwantowej. Język tych dyskusji w całości przynależał do porządku myślenia mityczno-metafizycznego” – Alina Motycka. Właśnie takie podejście generuje i stymuluje akty intuicji – pozaracjonalne procesy poznawcze: „nowa teoria w nauce zawsze jest efektem procesu twórczego, a novum twórcze (w odróżnieniu od efektów procesów odtwórczych) w nauce – jak w każdym obszarze kultury – nie jest dziełem rozumu, lecz intuicji, czyli aktu pozaracjonalnego, nieświadomego i niezależnego od woli – swoistej władzy chcenia wykształtowanej wraz z rozumem” (Motycka). Również Einstein zauważył, że żadne procedury logiczne nie uporządkują ogromu i bezładu materiału doświadczalnego. Takie porządkujące powiązania dają się uchwycić tylko intuicyjnie. A intuicja jest wspomagana przez emocje, uczucia i nastroje…
Do najważniejszych czynników
warunkujących proces wytwarzania wiedzy naukowej i stymulujących rozwój badań
należą determinanty emocjonalne. Mistrz Albert pisał: „Wszystko, co ludzie
robią i wymyślają, służy do zaspokojenia odczuwanych potrzeb, a także
uśmierzania bólów. Trzeba to zawsze mieć na uwadze, gdy chce się zrozumieć
prądy umysłowe i ich rozwój. Uczucie i tęsknota są bowiem motorem wszelkiego
ludzkiego dążenia i tworzenia, nawet jeśli te ostatnie wydają się nam tak
wzniosłe”. Einstein twierdzi, że nauka zawdzięcza istnienie i rozwój ludziom
nieco dziwnym, samotnym, których zasadniczym motywem jest „chęć ucieczki od
powszedniego życia z jego bolesną surowością i beznadziejną pustką, od więzów
wiecznie zmieniających się własnych pragnień. Odciąga ona ludzi o
subtelniejszym usposobieniu od osobistej egzystencji w świat obiektywnego
oglądu i rozumienia”.
Do czynników, będących
katalizatorami innowacyjności należą: silna wola i dyscyplina, bardzo silne
emocje (które są źródłem ogromnej cierpliwości i wytrwałości); wzniosłość
wypływająca z kontaktu z tajemnicą i przyjmująca postać „religii kosmicznej”;
fantazja i wyobraźnia.
Einstein podkreślał istotne
znaczenie kontemplacyjnego zachwytu. Tak więc relacja między uczuciami a wiedzą
naukową ma charakter sprzężenia zwrotnego dodatniego: im szybciej rozwija się
stymulowana przez emocje nauka, tym więcej przedmiotów do kontemplacyjnego
zachwytu dostarcza umysłowi i tym więcej rodzi emocji, które z kolei wpływają
na przyspieszenie tempa procesu poznania. „Rezultatem takiej długotrwałej
kontemplacji bywa niekiedy nieoczekiwane olśnienie pozwalające uczonemu
odsłonić jakiś fragment tej tajemnicy. Olśnieniu towarzyszy zawsze silny
wstrząs emocjonalny” (Stanisław Butryn).
Naukę mogą stworzyć tylko tacy
badacze, których motywem postępowania jest pragnienie uwolnienia się od
negatywnych emocji codziennej egzystencji – pragnienie życia w nacechowanym wolnością,
harmonią i pewnością świecie własnych wytworów intelektualnych i duchowych. Do
takich właśnie naukowców należał Albert Einstein.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
NIECH ŻYJE KULTURA I ETYKA SŁOWA!