WOJCIECH WIERCIOCH - O SZEKSPIRZE

 


Źródło: Pixabay.com/pl


AUTOR: WOJCIECH WIERCIOCH

PROSPERO Z PROWINCJI 

NAJWYBITNIEJSZY PISARZ WSZECH CZASÓW

 

            WILLIAM SHAKESPEARE (1564-1616). A właściwie: SZEKSPIR I SPÓŁKA. Bo czy Szekspir byłby Szekspirem, gdyby w ówczesnym Londynie, największym europejskim mieście, nie żyli tacy wirtuozi pióra, jak Thomas Kyd, Thomas Dekker, Christopher Marlowe (zginął przed trzydziestką, zasztyletowany w tajemniczych okolicznościach; autor genialnej sztuki pt. Tragiczne dzieje doktora Fausta) czy Ben Jonson (przyjaciel i rywal Williama, komediopisarz i prekursor poezji metafizycznej)? Właściwiej: Czy Szekspir w ogóle był Szekspirem? Był albo nie był – oto jest pytanie!

            Odpowiedzią na to pytanie jest wiele rozpraw i esejów. Ilu autorów – tyle teorii. Teorie jednak sprowadzają się do dwu zasadniczych: 1) Szekspir to Szekspir; 2) Szekspir to pseudonim. W punkcie drugim pojawia się pytanie: Jeśli nie on, to kto? Najczęściej pada nazwisko Francisa Bacona.

Jest również taka hipoteza: Edward de Vere. W książce 100 postaci, które miały największy wpływ na dzieje ludzkości. Ranking Michael Hart tłumaczy, dlaczego największy geniusz w dziejach literatury powszechnej nie mógł być tym prowincjuszem ze Stratfordu (ale czy wobec tego pochodzący z rodziny chłopskiej Izaak Newton też nie mógł zostać autorem trzech słynnych i rewolucyjnych praw?). Autor rankingu podaje różne argumenty: bardzo skromne informacje o życiu dramaturga (choć od kilku pokoleń cała armia uczonych przeczesuje dokumenty z tamtej epoki); rodzice geniusza, jego żona i córki – wszyscy byli analfabetami; testament zawiera szczegółowe wyliczenie stanu majątkowego, ale nie ma tam wzmianki o jakichkolwiek rękopisach, wydrukach, inscenizacjach; śmierć arcymistrza teatru przemknęła bez echa. „Być może jeszcze większy kłopot z oficjalną biografią stanowi stosunek mieszkańców Stratfordu do Shakspere’a. Shakspere miał być największym pisarzem w Anglii – i w dodatku znanym aktorem – a mimo to w jego rodzinnym mieście nikt nie zdawał sobie sprawy z jego sławy ani nie dostrzegał w nim niczego niezwykłego. Jest to tym bardziej zadziwiające, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Shakspere opuścił Stratford biedny, a powrócił tam jako bogaty; zwykle taka zmiana bardzo zaciekawia przyjaciół i sąsiadów. A jednak pozostaje faktem, że za jego życia nikt spośród przyjaciół i sąsiadów w Stratfordzie – ani nawet nikt z jego rodziny – nigdy nie wspomina o Shaksperze jako o aktorze, dramaturgu, poecie czy kimś w jakikolwiek sposób związanym z literaturą” (M. Hart). Taki był Shakspere.

A Shakespeare? „Szekspir miał niezrównany talent do tworzenia powiedzeń i zwrotów, które weszły do powszechnego obiegu; są one często przytaczane nawet przez tych, którzy nigdy nie widzieli ani nie czytali jego sztuk” (M. Hart). Szekspir był wyjątkowo dobrze wykształconym człowiekiem. „Dowodzi tego niezwykle bogate słownictwo (dużo bogatsze niż jakiegokolwiek innego ówczesnego pisarza), znajomość łaciny i francuskiego, dobra orientacja w terminologii prawniczej i gruntowne oczytanie w literaturze klasycznej. Wszyscy biografowie zgadzają się jednak, że Shakespere nigdy nie uczęszczał na uniwersytet; można nawet wątpić, czy w ogóle chodził do szkoły podstawowej” – stwierdza dobitnie Hart i obwieszcza nowego autora Hamleta i Makbeta. To Edward de Vere: bogaty hrabia, który otrzymał gruntowne wykształcenie arystokratyczne (jazda konna, sztuka wojenna, muzyka, taniec) i akademickie, zakończone uzyskaniem tytułu bakałarza. „Odebrał doskonałe wykształcenie, studiował prawo, dobrze władał językami obcymi (z pewnością znał łacinę i francuski, a być może również inne języki). Był arystokratą i znał dobrze dworskie życie i intrygi. Miał dużo wolnego czasu, co jest warunkiem koniecznym przy twórczości dramatycznej. Wielu współczesnych opisało go jako człowieka błyskotliwego i utalentowanego. Przez całe życie interesował się teatrem; wiadomo, że w młodym wieku pisał poematy i sztuki pod swoim własnym nazwiskiem”. Bardzo logiczny wywód. Ale czy dowód?

Tak czy tak... „To wszystko prowokuje do zastanowienia, jakim cudem syn rękawicznika ze Stratfordu, Johna Szekspira, który ledwo co umiał się podpisać, absolwent zaledwie tzw. grammar school (którą, co prawda, prof. Henryk Zbierski porównał do przedwojennego gimnazjum) był w stanie napisać arcydzieła?” – pyta Jacek Fabiszak w posłowiu do Kodu Szekspira, którego autorka, Virginia Fellows, stawia tezę, że genialnym dramaturgiem był jednak Francis Bacon, wybitny polityk i filozof, a nie jakiś tam prowincjusz i nuworysz.

Po co tak się rozpisałem o wątpliwej tożsamości Szekspira? Jaki to ma związek z głupotą i mądrością? Istotny, tak sadzę. Głupota bowiem sądzi i osądza na podstawie pozorów. I nie potrafi pojąć, że geniuszem może być ktoś pochodzący z małego miasteczka, wywodzący się z prostej rodziny, ktoś, kto nie miał szansy na zdobycie wyższego wykształcenia czy zrobienie doktoratu. Głupiec uważa, iż autor arcydzieł musi być uznawany przez współczesnych i podziwiany przez najbliższych. A przecież – jak głosi przysłowie – nikt nie jest prorokiem we własnym kraju (vide powiedzenie Jezusa z Nazaretu, którego mieszkańcy tegoż miasteczka postanowili potępić, wyśmiać i pobić, a może nawet zabić).

Nie wiem, kto był autorem Otella, Króla Leara czy Burzy, ale wierzę w to, że mógł być nim ten zwyczajny chłopak, niezwykle utalentowany i niesamowicie pracowity chłopak, którego ambicja zagnała do Londynu. I ten młody człowiek postanowił każdą chwilę poświęcać na czytanie i pisanie, poznawanie i utrwalanie życia, na zgłębianie istoty człowieka i sensu historii. Wiódł życie skromne, wytrwale szlifował diament swojego talentu, stylu, poświecił temu wszystko. Mój pogląd zdaje się znajdować potwierdzenie w Alchemii słowa: „Życie Szekspira było ruchliwe i nie pozbawione przygód, lecz nie chadzał pod ramię z królami, a przecież ich dusze rozumiał w tak dziwny sposób (sami królowie to przyznawali), że musiał mieć w sobie coś z króla. Tego nie mogą pojąć straceńcy, którzy uganiają się po pałacach arystokracji elżbietańskiej w poszukiwaniu autora dzieł szekspirowskich”. I dalej ciągnie niezrównany opisywacz życia i twórczości niezwykłych osobowości – Jan Parandowski: „Prawda, że Szekspir nie wertował słowników, by zdobyć największe królestwo słów, jakie zna literatura europejska, ale pomijając fakt – chyba nie błahy – że był Szekspirem, robił wszystko, aby zebrać to nieporównane  bogactwo. Była to praca pszczoły, wędrowna i swobodna, ale uparta i nieustanna. Wieś i miasto, okręt i oberża, las i pole, dwór i ulica dawały mu swoje osobliwości językowe, w których jego nieporównany instynkt dokonywał wyboru. Ta szkoła jest dostępna każdemu, kształcili się w niej pisarze wszystkich czasów. Dziś została zaniedbana, gdyż od stu lat, z nielicznymi wyjątkami, pisarze prowadzą życie zamknięte, miedzy swoją pracownią a kawiarnią”.

W podobnym tonie wypowiada się Marco Mincoff, znany szekspirolog, zastanawiając się nad fenomenem twórczości Szekspira i Geoffreya Chaucera: obaj pochodzili z rodzin kupiecko-rzemieślniczych, obaj otarli się o życie światowe i dla obu pisarstwo nie było jedynym sposobem zarobkowania. Ich „plebejskość” przejawia się w sposobie obrazowania poetyckiego, ich język pełen jest skojarzeń z życiem niższych warstw społecznych. I to właśnie taka niezwykła kombinacja plebejusza, mocno stąpającego po ziemi, z uczestnikiem życia elity kulturalnej owych czasów, stanowi o nieprzeciętności umysłu „prostego chłopaka z prowincji”. Chłopa, który został królem.

O takich właśnie paradoksach powinien pamiętać każdy, kto chce uchodzić za mądrego.   

Co po Szekspirze? Geniusz nie może przejść bez echa. Ale jakie – oczywiste i nieoczywiste – były następstwa, ślady w kulturze? Tego się nie da udowodnić. Ale można postawić tezę: POECI METAFIZYCZNI (John Donne, George Herbert, Henry Vaughan) zginęliby w otchłani dziejów, gdyby nie trafili na grunt przygotowany przez firmę SZEKSPIR I SPÓŁKA. A potem literatura anglojęzyczna nie byłaby chyba w stanie wydać takich mocarzy pióra, jak Joyce, Woolf czy Eliot.

            Geniusz Williama Szekspira pokazuje, jak jeden pisarz może zmienić sposób myślenia ludzkości. Jest też dowodem na to, że sama filozofia – jako nauczycielka mądrości – jest czymś niepełnym; dopiero w połączeniu z literaturą potrafi kształtować umysł i charakter człowieka. Z tego wniosek, że filozofowie, którzy sądzą, iż wystarczy zajmować się ich profesją, by zdobyć mądrość, są poniekąd uzurpatorami, próbując zawłaszczyć mądrość na drodze racjonalnej. Nie można być człowiekiem wykształconym, kulturalnym (mądrym, a nawet dobrym), nie znając Homera, Dantego, Szekspira, Goethego, Dostojewskiego, Prousta. Żeby – na przykładzie Szekspira – pokazać, jak ważna jest literatura (jako przewodniczka po szlakach mądrości), przytoczę garść przykładów-cytatów...

            John Dryden: „Był człowiekiem, który z wszystkich nowożytnych, a może i starożytnych poetów miał duszę największą i najbardziej wszechogarniającą”.

            William Hazlitt: „Uderzającą cechą umysłu Szekspira była jego uogólniona jakość, potęga porozumienia z wszystkimi innymi umysłami – to, że zawierał w sobie wszechświat myśli i uczuć, a nie miał przy tym żadnego szczególnego uprzedzenia ani żadnej szczególnej doskonałości wynoszącej go ponad inne umysły. Był taki jak inni ludzie, lecz taki jak wszyscy inni ludzie. Był tak mało egoistyczny, jak tylko to możliwe. Był nikim sam w sobie, lecz był wszystkim, czym byli inni, lub tym, czym stać się mogli”.

            Daniel Burt: „W swoim niezwykle wyrazistym języku – «utkanym z błyskawic i słonecznych promieni», jak pisał Thomas Carlyle – Szekspir wykorzystywał najbogatszy słownik angielszczyzny, przewyższając pod tym względem wszystkich innych pisarzy, oraz ukształtował niezrównany wzorzec olśniewających i funkcjonalnych obrazów. A jednak wielkość Szekspira polega przede wszystkim nie na podziwu godnej wirtuozerii i szerokości spojrzenia, lecz na zdolności porozumienia, na ofiarowanej nam możliwości odkrycia siebie w zwierciadle jego sztuki”.

            Martin Seymour-Smith: ,,Istnieje tyle historii świata, ile jest różnych, niesprowadzalnych do siebie rzeczywistości. Wśród nich znajduje się także fałszywa, wybiórcza, przykrojona do założonych z góry upodobań historia zawodowych historyków, którzy sądzą lub sądzili, że najważniejszym aspektem dziejów są dzieje polityczne. Istnieje wszakże znacznie bogatszy i bliższy prawdzie rodzaj historii, którą hiszpański filozof i powieściopisarz Miguel de Unamuno (1846-1936) nazwał historią wewnętrzną, intrahistorią – mając na myśli nie zapisane i często zapomniane tradycje zwykłych ludzi, ich powiedzenia, piosenki, miejsca, do których nigdy nie zaglądają turyści, miejsca, o których nawet nie słyszeli, wszystkie wydarzenia nieważne dla zawodowych historyków lub niegodne ich uwagi. Ta właśnie historia – nazwiemy ją historią prawdziwą – stanowi materię utworów Szekspira. To moje, twoje życie; życie każdego człowieka. To, że Szekspir zdołał je opisać, graniczy z cudem, a w każdym razie tak się wydaje”.

            Michael J. Gelb: „W sztukach Szekspira kłębią się wszystkie ludzkie uczucia, które ukazał tak precyzyjnie, że musiał się opierać na uważnych obserwacjach – zarówno własnego życia emocjonalnego, jak i innych. W rezultacie udało mu się je oddać z niespotykaną intensywnością i wielowymiarowością. Potrafił uchwycić zarówno uczucia najbardziej wzruszające, takie jak miłość rodziców do dziecka, jak i najbardziej brutalne, popychające do mordu”.

Paul Johnson: „Szekspir to najbardziej twórcza osobowość w dziejach ludzkości. [...] Tragedia Szekspira jakimś tajemniczym i transcendentnym sposobem okazuje się zdrowym i krzepiącym dziełem sztuki, które zarówno podbudowuje ludzkie poczucie szczęścia, jak i wzbogaca naszą mądrość oraz wiedzę o człowieku. We wszystkich szekspirowskich tekstach pełno jest słów i zwrotów, które skrzą się jak klejnoty wysypane z niewyczerpanej szkatuły jego inwencji. Stały się częścią języka angielskiego i nie tylko angielskiego, weszły do mowy potocznej”.

            Harold Bloom: „Nasze poglądy na to, czym jest prawdziwie ludzka osobowość, zostały ukształtowane przez Szekspira bardziej, niż to powinno być możliwe. [...] Szekspir tak dobrze wyjaśnia naszą naturę po części dlatego, że jesteśmy jego wynalazkiem”.

            Allan Bloom: „Szekspir czytany naiwnie, pokazujący wyraźnie i zrozumiale losy tyranów, charaktery dobrych władców, związki przyjaciół i obowiązki obywateli, może poruszyć dusze swoich czytelników, którzy mogą nagle uświadomić sobie, że rozumieją życie lepiej, ponieważ przeczytali Szekspira. W ten sposób można uczynić Szekspira stałym przewodnikiem i towarzyszem. Można zwracać się do niego tak, jak zwracano się kiedyś do Biblii. Świat widziany jego oczyma jest bogatszy i piękniejszy. [...] Miejsce akcji, jakie Szekspir wybrał dla swoich sztuk, jest różne, jak różne są narody i czasy, w których zostały przedstawione. Jest to dobry początek do rozpoczęcia studiów nad jego nauczaniem; różne narody zachęcają do rozwinięcia różnych cech w człowieku. Nie można znaleźć wszystkich typów ludzi w tym samym miejscu i czasie. By rozwinąć różne cechy, typowy człowiek musi żyć w różnych otoczeniach, w których mógłby się rozwijać. Miejsce i czas akcji, w jakich toczą się sztuki Szekspira, były dobierane z myślą o odkryciu specjalnych skłonności bohaterów. [...] Schiller pokazał, że cechą charakterystyczną czasów nowożytnych jest abstrakcyjność nauki z jednej strony i nieczyste pasje z drugiej; obie te cechy nie mają punktów wspólnych. W wolnym człowieku i dobrym obywatelu musi istnieć harmonia między namiętnościami i wiedzą; to właśnie mamy na myśli, mówiąc o człowieku posiadającym smak, i którego właśnie nie potrafimy stworzyć naszą edukacją. Jesteśmy świadomi, że nauki polityczne, które nie są w stanie pojąć fenomenu moralności, są niedojrzałe, a sztuka, która nie inspiruje się pasją sprawiedliwości, jest trywialna. Szekspir pisał przed tymi podziałami, a mimo to czujemy zarówno intelektualną jasność, jak i niezmordowaną pasję, które nie wykluczają się wzajemnie. Jeśli poobcujemy z Szekspirem choćby przez chwilę, być może uda się nam uchwycić pełnię życia i odkryć drogę do jej straconej jedności”.

            Roger Scruton: „Żeby nie wiem jak daleko mogła sięgać wyobraźnia Szekspira i żeby nie wiem w jak małym stopniu aprobował on religię chrześcijańską, to jednak jego świat jest światem, w którym stara wspólna kultura wyznacza bieg ludzkiego życia. Jest to świat klas i stopni, szacunku i szlachetności, kapłaństwa i królewskiej władzy, świat, w którym kobiety są szanowane za ich wierność, a mężczyźni za ich męstwo. Nie znaczy to, że Szekspir wprost daje wyraz tym moralnym ideom. Tworzą one jednak tło jego dramatów, które dostarczają naszej wyobraźni wręcz elaboratów na ich temat”.

            Jacek Salij: „Nauczyliśmy się czcić dawnych naszych mędrców, a zarazem skutecznie nie dopuszczać do siebie ich nauki. Mówiąc po prostu: prawie przestaliśmy ich słuchać. Ich imionami nazwane są nasze ulice i szkoły, ich dzieła bez większego trudu można znaleźć w naszych bibliotekach, a nieraz nawet w naszych księgarniach, ale przecież ich nie czytamy ani o nich nie rozmawiamy. Szekspir należy do tych nielicznych mędrców, których nadal słuchamy i to relatywnie często. Genialny dramatopisarz, mistrz żywej fabuły, wciąż jest grany w naszych teatrach oraz rozpowszechniany za pomocą technik audiowizualnych. Żeby go słuchać, nie musi się nawet go czytać. Niestety, można słuchać, a jednak nie słyszeć. Akcja dramatów Szekspira jest tak interesująca, potrafi tak wciągnąć, że można w nich niczego już więcej nie zauważyć. Byłoby to nawet dziwne, gdybyśmy – marnujący mnóstwo czasu na oglądanie ogłupiających amerykańskich filmów – umieli w tych dramatach zauważyć zawartą w nich mądrość”.

            Jacek Bolewski: „Wielki dramaturg – autor autentycznie natchniony – wyraża prawdę w całej rozciągłości, która obejmuje: człowieka, świat i Boga. Jako geniusz uniwersalny przemawia tak, że jego głos może poruszyć ludzi wszystkich czasów i wszystkich kultur. [...] Dzieła Szekspira wcielają bogactwo prawdy, zarówno w postaciach bezpośrednio związanych z chrześcijaństwem, jak i pośrednio, wskazując implikacje dobrego i złego postępowania. Można by zestawić cały katechizm – albo vademecum – mądrości, którą wyrażają postacie Szekspirowskie. Jeszcze ważniejsza jest ogólna wymowa jego dzieł, to wszystko, co stanowi przesłanie wcielone w akcji, w akcencie postawionym na końcu – ku rozwadze widzów”.

O sonetach, komediach i tragediach angielskiego mistrza napisano już tak wiele, że postanowiłem się o tym więcej nie rozpisywać. Cóż, Szekspira trzeba po prostu znać. Kto nie chce być głupcem, niech przynajmniej obejrzy kilka jego sztuk czy filmowych adaptacji jego dramatów. Ale gdy już ktoś chce wzrastać w mądrości – musi Szekspira czytać. Na okrągło, na kwadratowo i trójkątno. Czytać, powtarzać co celniejsze cytaty, uczyć się ich na pamięć. Bo Szekspir to mędrzec – często w szatach błazna i szaleńca.

Wojciech Wiercioch

Kraków, 21 czerwca 2016  

(fragment książki pt. Krótka historia głupoty i mądrości)


Komentarze