WOJCIECH WIERCIOCH - PRZEWODNIK I PORADNIK

 


                                                        Ilustracja: projekt wygenerowany przez AI (Canva.com)


Poniżej znajdziecie POSŁOWIE z poradnika "Krótka historia głupoty i mądrości"

Autor: Wojciech Wiercioch


POSŁOWIE

Żeby uprzedzić krytykę, muszę sam siebie nieco skrytykować (i usprawiedliwić)... Krótka historia głupoty i mądrości to jednym słowem książka, którą pragnąłem (i powinienem) przeczytać trzydzieści lat temu, a ponieważ nikt dotychczas takiej nie napisał, postanowiłem sam to zrobić.

1. Porwałem się na zadanie niewykonalne – z całą tego świadomością. Dlatego dzieło to nie jest doskonałe. Materiał – zbyt bogaty, by go wyczerpać i odpowiednio uporządkować (stąd nieraz układ chronologiczny przeplata się z porządkiem tematycznym). Z tego też powodu trudno jest tę książkę sensownie krytykować – wszak nikt na tym terenie nie przecierał szlaków; nie ma żadnych punktów odniesienia, żadnych wzorców. A do tego jest ona efektem osobliwego stylu pracy: bez internetu, bez korzystania z zasobów Wikipedii. I bez szperania w bibliotekach. Opierałem się wyłącznie na moim prywatnym księgozbiorze, jest to więc dzieło wybitnie osobiste. Przyjąłem zasadę, żeby temat potraktować subiektywnie, nie licząc się z autorytetami naukowymi. Stąd proporcje – ilość materiału poświęcona poszczególnym mędrcom i badaczom mądrości – są nieobliczalne: niektórzy klasycy, zajmujący w podręcznikach filozofii całe rozdziały, zostali tu potraktowani bardzo pobieżnie; wyszedłem z założenia, że kosztem bardziej znanych myślicieli warto wyeksponować niektórych zapoznanych i zapomnianych geniuszy. Zbyt często i zbyt obficie cytowałem. Sądzę, że lepiej jest przytoczyć jakąś zwięzłą i celną myśl wybitnego pisarza, niż opisywać jego poglądy własnymi słowami. Niekiedy skupiałem się na jednym z wątków jego refleksji, zamiast dawać przegląd całego światopoglądu. Świadomie pominąłem niektóre interdyscyplinarne nauki (jak choćby liczne teorie komizmu, estetykę, memetykę czy retorykę) – bardzo ważne dla wiedzy o mądrości – gdyż poświęciłem im sporo uwagi w innych swoich książkach. Tematyka ta pojawi się w nowych, poszerzonych (i poprawionych) wydaniach tej historii głupoty i mądrości: druga edycja będzie nosić tytuł Dzieje i nadzieje głupoty i mądrości, a trzecia – Historia ludzkiej głupoty i nieludzkiej mądrości.

2. Moja twórczość – proza, poezja, aforystyka, eseistyka, literatura faktu – koncentruje się wokół centralnego tematu, którym jest głupota-mądrość; a ponieważ o wielu mędrcach już pisałem w innych książkach, tutaj nie chciałem się powtarzać, stąd osobliwe proporcje pomiędzy poszczególnymi pisarzami-myślicielami (tymi, których i cenię, i lubię). Czego nie ma tutaj, a jest istotne, zapewne można to znaleźć w innych pozycjach, jak: wstępy do moich tomików aforyzmów i haiku oraz do mojej powieści czy do kilku antologii anegdot; wiele zagadnień poruszyłem w wielokształtnej księdze pt. 44 wybory, czyli 77 udręczeń i ukojeń. Wielokształtne bogactwo materiału jest też w mojej autobiografii Pamięć i fantazja oraz w moich dziennikach (częściowo w rękopisach, częściowo na twardym dysku laptopa); ponadto w kilku zeszytach prowadzę aforystyczne notatki, które nie mają charakteru klasycznych maksym czy sentencji, są raczej zwięzłymi rozważaniami dotyczącymi nurtujących mnie problemów. Gdyby jednak ktoś chciał w miarę wiernie odczytać mój światopogląd i poglądy na wiele innych spraw, musiałby przejrzeć wszystkie moje rękopisy (księgi cytatów, schematów, szkiców; rozpoczęte a poniechane książki; terminarze; stare dzienniki, które postanowiłem na zawsze pozostawić w rękopisie); pliki w naszych domowych komputerach oraz wpisy na różnych stronach internetowych; maszynopisy w różnych teczkach; musiałby też przejrzeć wszystkie moje książki, przeanalizować znajdujące się tam podkreślenia, dopiski na marginesach i okładkach. Są też dzieła, które istnieją tylko w moich myślach, jak choćby Księga opowieści – historia ludzkości opowiedziana na nowo za pomocą prozy poetyckiej, opowiadań, anegdot, aforyzmów...

3. Czy jestem mędrcem? Nie. W swoim życiu popełniłem wiele nieodwracalnych błędów i grzechów, dokonywałem niewłaściwych wyborów, potykałem się o góry i kretowiska, to byłem głupio ufny i po frajersku naiwny, to zaś niepotrzebnie podejrzliwy i dziwacznie przebiegły. Niektóre z moich młodzieńczych pomyłek długo wprowadzały destrukcję w moje życie, kilka natomiast wciąż jeszcze jest źródłem mojej udręki. Paradoksalnie, także moje najszczersze i płynące z najczystszych, najzdrowszych i najlepszych źródeł pragnienia i dążenia stawały się u swych ujść mętnymi rzekami niezrozumienia i bólu. Gdyby jednak nie te wszystkie słodko-kwaśnie przeżycia i gorzko-słone doświadczenia, nie miałbym wiele do powiedzenia na temat głupoty i mądrości.

4. PODZIĘKOWANIA. Zadziwia mnie taki oto fakt (nieco generalizuję): Książki autorów amerykańskich czy brytyjskich kończą się często rozbudowanymi podziękowaniami, w których pisarze wyrażają wdzięczność swoim agentom literackim, redaktorom, wydawcom, przyjaciołom, rodzicom, małżonkom, dzieciom oraz innym autorom; piękne są te przejawy wdzięczności, mądre są te próbki pokazania elementarnego faktu, że książka – jak każde dzieło sztuki czy ludzkiej myśli – jest produktem wielu osób, dla jej powstania niezbędne jest współdziałanie batalionu odważnych i roztropnych dusz, które kierują się w swoim życiu czymś więcej niż chęć używania i zabijania czasu. Na antypodach tych cywilizowanych standardów plasują się nieraz książki polskich twórców, którzy nie dziękują – jakby chcieli udowodnić, że dzieło jest wyłącznie ich dziełem, że nie mają żadnych długów wdzięczności; a w swych komentarzach zdają się sugerować, że ich dzieła nie są wynikiem długoletniej – cierpliwej i wytrwałej, trudnej i wymagającej wyrzeczeń – pracy, tylko efektem wrodzonego talentu i przypadkowych natchnień. Śmieszne to i smutne, po prostu głupie. Ale i po trosze prawdziwe: kapitał społeczny to nie jest polska specjalność. W naszym kraju najciekawsze przedsięwzięcia artystyczne czy intelektualne są zazwyczaj wytworem udręczeń i ukojeń Samotnych Wilków.

Jestem wdzięczny. Chcę podziękować. Czuję się dłużnikiem wielu moich „sióstr i braci w duchu” – tych wszystkich geniuszy przeszłości i szaleńców historii, dzięki którym rodziła się, rozwijała i utrwalała kultura. A ponieważ moja książka po części dotyczy głupoty... No właśnie. I tu pojawia się dylemat: Czy powinienem dziękować wszystkim głupcom, których spotkałem na drogach swojego życia, i wszystkim miernotom, dla których moje poszukiwania mądrości były przejawem lenistwa, dziwactwa, szaleństwa, niestety, i głupoty? Czy bakteriolog może – musi – być wdzięczny drobnoustrojom, dzięki którym zaraził się, ale i wyleczył, znajdując surowicę czy szczepionkę? Czy demonolog winien wdzięczność demonom, które rozszarpywały mu duszę, albo myśliciel – wampirom emocjonalnym, dążącym do wyssania z niego resztek energii, wiary, miłości, nadziei? Trudna sprawa. Spotkałem w swoim życiu wielu głupców – w realu (rodzina, znajomi, współpracownicy, pacjenci, przygodnie spotkani ludzie wszelakich profesji) i wirtualu (trolle i inne gady; na Facebooku nawet osobnicy uchodzący za autorytety okazują się zbyt często prostakami, prymitywami, pajacami, psychopatami, wystarczy tylko zadać im jedno trudne prowokujące pytanie). Bez nich nie byłoby tej książki. W niej jednak mało jest tak zwanych CHARAKTERÓW, portretów półgłówków i ćwierćinteligentów, do głupoty podchodziłem tu raczej teoretycznie, filozoficznie; natomiast mądrość traktowałem narracyjnie, anegdotycznie, dając próbki żywotów twórców, oraz dyskursywnie, aforystycznie, prezentując wycinki ich myśli. Podsumowując, można rzec tak: mądrość czerpałem z ksiąg, głupotę – z życia (choć historia polityczna jest niewyczerpywalną skarbnicą głupich myśli i uczynków rozlicznych aktywistów i historyków); kto chciałby znaleźć plastyczne ilustracje do żywotów głupców, powinien zajrzeć do mojej autobiografii i moich dzienników.

Przez kilkanaście lat wzrastałem w głupocie i mądrości, a potem przez trzydzieści lat badałem te zjawiska duchowe bardziej lub mniej systematycznie, metodycznie. I oto teraz, o Święty Paradoksie i Święta Naiwności, popełniłem największą głupotę swego życia – napisałem książkę o głupocie. Ci, którym najbardziej byłaby przydatna, i tak jej nie przeczytają; bo głupcy albo w ogóle niczego nie czytają, albo czytają wyłącznie to, co może im zapewnić karierę i forsę, niekiedy też to, co ma ich utwierdzić we własnej mądrości i głupocie wszystkich innych. Zaś mędrcy wszystko to już wiedzą, więc po co mają studiować coś, co przyrządził jakiś tam skromny prowincjonalny humorysta-sadysta? Głupotą jest badanie głupoty i wymądrzanie się o mądrości: nie przynosi to ani sławy, ani pieniędzy, ani szacunku, ani posłuchu. Pisanie o tych wszystkich sprawach odbiera nam zdrowie i życie, czyli wartości, dzięki którym możemy wzrastać w latach i mądrości. A jednak – wierzę w to głęboko – bez analizy życia i syntezy bytu, bez tego całego ciągłego myślenia i pisania o sprawach najwyższych, najważniejszych i najmniej oczywistych egzystencja człowieka jest tylko zwierzęcą walką instynktów, nieświadomym dążeniem do nie-wiadomo-czego-i-po-co. Z drugiej jednak strony głupotą jest zapominanie o życiu i życie tylko w czytanych i pisanych książkach. Stąd nieśmiertelne są dyrektywy mędrców: kieruj się umiarkowaniem, szukaj złotego środka, staraj się łączyć przeciwności, przeciwieństwa i otwieraj się na przemianę wewnętrzną.

Książki piszemy (my, mądrzy, he-he) nie tylko po to, żeby wyrazić myśli, które już znamy, ale głównie w tym celu, by dowiedzieć się czegoś, o czym nigdy byśmy nie pomyśleli, gdybyśmy nie napisali tego, cośmy napisali. To wielka wartość, wielki dar (od kogo, dla kogo?). Jeśli nawet nie zainspiruję tą książką tłumów (bestsellery to przecież kołysanki dla mas), a nawet nie zmienię życia tych „kilku szczęśliwców” – na pewno nie powinienem żałować trudu włożonego w stworzenie Krótkiej historii głupoty i mądrości. Gdybym nawet napisał to dzieło wyłącznie dla siebie – tylko sam wierzył, że tkwi tam i błyszczy remedium na wszelkie boleści, eliksir życia i mądrości, kamień filozoficzny – nie trawiłem czasu nadaremno. Księga ta już zmieniła moje życie. I będzie zmieniała nadal. Czuję jej magiczną moc. Dzięki niej wszystkie głupoty mojego życia (popełnione przeze mnie i przeciwko mnie) zostaną przeanielone, przemienione w chleb i wodę życia. W Ciało i Krew Śmierci, bez których nie można się odrodzić do Nowego Życia. Nie tylko tego przyszłego, zagrobowego, ale i tego tu-i-teraz, tego powszechnego i powszedniego. Takie są prawa rozwoju TEGO-CO-PRAWDZIWE-DOBRE-PIĘKNE: najpierw Białe Góry i Zielone Doliny – z ich kamieniami, drzewami, strumieniami, kwiatami, barwami, dźwiękami, zapachami, smakami, szorstkościami i jedwabistościami – są tylko górami i dolinami, potem przestają nimi być i są nie-górami i nie-dolinami, aż wreszcie ponownie stają się Górami-Dolinami. Najpierw są rzeczy, potem te rzeczy zmieniają się w litery i słowa, a na koniec znów pojawiają się Rzeczy (nie przestając być Słowami). Coś trzeba stracić, by zyskać Coś. Nie zawsze jednak wiadomo, co trzeba zrobić, by dokonała się Przemiana. Bowiem Duch wieje, kędy chce. Moc ma swoje ścieżki, drogi.

Niech Moc będzie z wami. Dobra Moc. Wielka Noc.

Dobranoc! 

Wojciech Wiercioch

Kraków, 16 lipca 2016


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

NIECH ŻYJE KULTURA I ETYKA SŁOWA!

AKTUALNOŚCI

RECENZJA

  AUTORZY POWIEŚCI O CHOPINIE:  JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH & WOJCIECH WIERCIOCH AUTORKA RECENZJI: ANNA STASIUK „Zaklinacz dźwięków. Powie...