SENS WOLNOŚCI
Mikołaj
Bierdiajew urodził się
Młody
Mikołaj nie potrafił przystosować się do szkolnych szablonów oraz narzuconych
treści i form nauczania. Swoje powołanie filozoficzne uświadomił sobie już w
dzieciństwie; dużo czytał i wcześnie zaczął rozmyślać nad sensem życia. O
swoich intelektualnych predyspozycjach pisał: „Moje zdolności ujawniały się
jedynie wtedy, kiedy proces umysłowy był moim osobistym udziałem, kiedy byłem w
aktywnym i twórczym stanie, nie mogłem natomiast ujawnić zdolności, kiedy
wymagane było pasywne przyswojenie i zapamiętanie, kiedy nie był to aktywny
proces”. Kupowanie książek sprawiało mu wielką radość. Czytał intensywnie i
twórczo; dobrze pamiętał nie tyle treść przeczytanej książki, co myśli, które
aktywizowały się podczas lektury.
Życie
traktował jako walkę o wolność – był anarchą (nie mylić z anarchistą): potrafił
zachować niezależność myśli zarówno w samotności, jak i w konfrontacji z
rzeczywistością społeczną. Miał trzeźwe poczucie bytu – a zarazem uważał, że
marzenie jest często bardziej realne niż świat fizyczny. Entuzjazm unosił go
ponad materię i dawał mu twórcze ekstazy. Ułomna powszedniość dręczyła go –
więcej radości czerpał ze wspomnień i marzeń o życiu. Był introwertykiem i
outsiderem: „Mój świat wewnętrzny jest bardziej autentyczny niż świat
zewnętrzny”. Przyznawał, że silnie odczuwa działanie sił irracjonalnych i
dlatego nie potrafi działać zgodnie z rozsądkiem. Miał świadomość wielkiej siły
swojego ducha i poczucie wewnątrzsterowności, ale w codziennym życiu czuł się
stłamszony przez nieuporządkowany napór emocji. Nie godził się na przeciętność;
był człowiekiem sporów. Dla obrony przed światem nosił maskę: „Moja skrajna
skrytość rodziła błędne opinie na mój temat. Najbardziej odczuwałem samotność
właśnie wśród ludzi, w kontaktach z ludźmi. Samotni ludzie zwykle bywają
kontemplacyjni, a nie społeczni”.
Wcześnie
owładnęła nim pasja pisania. W Autobiografii filozoficznej wyznaje: „Mam
nieprzezwyciężalną potrzebę zrealizowania swego powołania w świecie, pisania,
pozostawienia swojej myśli w tym świecie”. Był zakochany w twórczości (kult
kreatywności), którą traktował jako wędrówkę ku nieskończoności. Sztuka była
dla niego zanurzeniem się w innym świecie niż świat powszedni. Twierdził, że
właśnie transgresja – pragnienie transcendencji – stanowi magię sztuki.
Bierdiajew
mówił o sobie, że jest filozofem wolności. Niektórzy oponenci nazywali go
jednak „niewolnikiem wolności”. Nie chciał być człowiekiem zależnym – choć
wiedział, że niezależność jest wyzwaniem i często rodzi cierpienie: jest mocą
twórczą... choć stan wyboru może dawać poczucie stłamszenia, niezdecydowania, a
nawet zniewolenia. Patos wolności stwarzał w nim wewnętrzny konflikt – i
zmuszał do buntu, metafizycznej rewolty. Potrzeba duchowej niepodległości
wyznaczała też jego stosunek do spraw i sprawek Erosa: „Kiedy widziałem
szczęśliwą parę zakochanych, doświadczałem śmiertelnego bólu. Miłość nie zna
spełnionych nadziei. Niekiedy zdarza się dość szczęśliwe życie rodzinne, ale
jest to szczęśliwa powszedniość”.
Rosyjski
myśliciel przeżywał chwile objawienia, odrodzenia, duchowej przemiany,
rewolucji wewnętrznej. Czytanie, rozmyślanie, pisanie – były to okresy
preparacji, przygotowywania podstaw systemu myślowego. Później przychodził czas
inkubacji, bierności, depresji, zniechęcenia – czas pozornej bezczynności:
pracy podświadomej mózgu. Potem jednak – nieoczekiwanie – następowała erupcja
sił twórczych: ekstaza, iluminacja! „Pewnego razu, na progu młodości,
wstrząsnęła mną następująca myśl: Niech nawet nie znam sensu życia, ale
poszukiwanie sensu już nadaje sens życiu, więc poświęcę swoje życie na
poszukiwanie sensu. Był to autentyczny przewrót wewnętrzny, który zmienił
całe moje życie. Przeżyłem go z entuzjazmem”. „W wyniku przeżytego wewnętrznego
przewrotu poczułem wielką siłę wewnętrzną”. Bierdiajewa można więc określić
pojęciem: homo mysticus.
W myśli Bierdiajewa widoczny jest kult herosów,
szacunek dla arystokratyzmu ducha, chęć współtworzenia elity wartości (w
odróżnieniu od elity władzy). Podczas czytania książki Carlyle’a o bohaterach
doświadczył wstrząsu. Odtąd z żarliwością pochłaniał biografie słynnych ludzi;
tragizm i heroizm ich losu pogłębiał jego wiarę w możliwość własnej wielkości.
Postanowił zostać genialnym filozofem – ale inspirację czerpał nie tylko z
dzieł gigantów myśli: „Niekiedy dla mego procesu poznania ogromne znaczenie
miała rozmowa, film, w których nie było nic z filozofii, albo też lektura
książki. Cały plan jednej z mych książek przyszedł mi do głowy, gdy siedziałem
w kinie. Z zewnątrz otrzymywałem jedynie pobudzające impulsy, ale wszystko
ujawniało się wewnątrz nieskończoności we mnie” (również Wittgenstein odnawiał
się duchowo przed płótnem ekranu).
Bierdiajew
był indywidualistą, nonkonformistą, osobowością wewnątrzsterowną. Całe życie
żywił niechęć do opinii publicznej i wszelkiego rodzaju kolektywizmów. Awersja
do polityki nie skłoniła go jednak do odejścia od świata, ale do chęci
przemienienia rzeczywistości społecznej. Dlatego przystąpił do grupy
marksistów-socjaldemokratów. Rewolucyjna działalność stała się przyczyną
aresztowania i usunięcia go z uniwersytetu. W 1901r. został zesłany do Wołogdy,
a w 1903 r. do Żytomierza.
Jako
aktywista – poniósł klęskę; fiaskiem zakończyła się też próba propagowania
marksizmu. A jednak ten okres życia sprzyjał moralnemu formowaniu się jego
osobowości – i spowodował zerwanie z ideologią komunistyczną: „W tym okresie
krytyka brała we mnie górę nad pozytywną twórczością. Dążyłem do poezji życia i
piękna, ale w życiu dominowała proza i kalectwo. Jakiś demon niszczył we mnie
piękno, które tak lubiłem. Czułem rosnący dysonans między mną i tym kręgiem, z
którym byłem związany, natomiast nie znalazłem jeszcze nic nowego. Był to okres
pustki, w którym nie było interesujących dla życia wewnętrznego kontaktów z
ludźmi, nie było też wielkich osiągnięć w dziedzinie myśli”. Powoli jednak
stawał się wyznawcą poglądu chrześcijańskiego i zaczął przechodzić na pozycje
ezoteryki (magia, gnoza, mistyka) i filozofii religijnej. Zrozumiał, że jego
autentycznym powołaniem i zadaniem jest rewolucja ducha, a nie próby
przekształcania stosunków społecznych.
Od
1901 r. zaczął publikować pierwsze znaczące książki; w 1918r. został
wiceprzewodniczącym Moskiewskiego Związku Pisarzy, a w rok później założył
Wolną Akademię Kultury.
Zaczął
walczyć myślą i słowem – broń ta okazała się bardzo niebezpieczna dla
sowieckiego totalitaryzmu. W 1921r. został więc aresztowany; podczas rozmowy z
Feliksem Dzierżyńskim usłyszał znamienne słowa: „Jest pan dla nas bardziej
niebezpieczny niż cała biała dywizja”. W następnym roku został zmuszony do
opuszczenia Rosji... Udał się do Berlina, nawiązał kontakt z Schelerem i
Spenglerem, założył Akademię Religijno-Filozoficzną. W 1924 r. przeniósł się do
Paryża, został redaktorem naczelnym wydawnictwa YMCA-PRES i założył czasopismo
filozoficzne Put’. Wygłaszał wykłady i odczyty, organizował spotkania
prawosławno-katolicko-protestanckie i cotygodniowe dyskusje filozoficzne w
swoim domu.
Poza
swoją ojczyzną, poza własnym kręgiem społecznym, w świecie zaniku wrażliwości
na wartości wyższe, w epoce totalitarnych ideologii – czuł się wyalienowany;
czuł, że musi samotnie walczyć o nową, wolną, duchową rzeczywistość: „Nigdy nie
czułem się autentycznie obywatelem świata, społeczeństwa, rodziny, profesji lub
jakiejkolwiek grupy związanej jednością losu. Gotów jestem uznać się wyłącznie
za obywatela królestwa wolności. Pod tym względem nie jestem człowiekiem
współczesnym. Żyję w epoce, w której triumfuje siła wroga patosowi wolności,
nienawidząca indywidualizmu, pragnąca podporządkować człowieka bezgranicznej
władzy kolektywu, państwa, narodu”.
Filozofia
Bierdiajewa zbudowana jest na fundamentalnej opozycji natury i kultury,
ciała i ducha. Głównym problemem ontologicznym i etycznym jest dla człowieka
wolność; jej prazasadę stanowi nicość; oznacza to prymat wolności nad bytem.
Osoba – jako kategoria duchowa – jawi się jako wartość najwyższa (bo jest
obdarzona obrazem i podobieństwem Bożym). Wolna osoba jest potencjałem,
możliwością – jej aktualizacją i spełnieniem jest twórczość, kontynuowanie
dzieła stworzenia. Dlatego twórczość powinna być sensem i celem życia
człowieka.
Mikołaj
Bierdiajew był publicystą znakomitym, obdarzonym niezwykłym darem syntezy.
Dążył do maksymalnej lakoniczności wypowiedzi, stąd też niektóre jego myśli –
wyrwane z kontekstu – stały się aforyzmami. Bardzo cenił tę formę wypowiedzi:
„Moja maniera pisania jest aforystyczna, chociaż ta właściwa mi forma nie jest
dostatecznie wypracowana i nie jest konsekwentna. Aforyzm jest według mnie
mikrokosmosem myśli, w nim, w skrótowej formie obecna jest cała moja filozofia,
dla której nie istnieje nic cząstkowego i odrębnego. Jest to filozofia
konkretno-integralna. Całe życie piszę. Pisanie jest dla mnie higieną duchową,
medytacją i koncentracją, w każdych warunkach i w każdym stanie ducha”.
Forma
pism Bierdiajewa wypływała z treści jego myśli – a zarazem na nie wpływała.
Miało to związek ze skłonnością do myślenia antynomicznego, paradoksalnego,
irracjonalnego. Pisze o tym w swojej autobiografii intelektualnej: „Mój
światopogląd filozoficzny jest bardzo zcentralizowany, wszystkie jego elementy
są ze sobą powiązane, a mówiąc ściślej, nie ma w nim żadnych części, ale
równocześnie ma pochodzenie intuicyjne i formę aforystyczną. Inaczej nie mogę
myśleć. Równocześnie muszę dodać, że mój światopogląd jest wieloplanowy i być
może z powodu owych wielu planów jestem oskarżany o sprzeczności. W mojej
filozofii są sprzeczności wynikające z samej jej istoty, które nie mogą i nie
powinny być zlikwidowane”.
Człowiek
to istota powołana do tworzenia świata – a więc również do formowania własnej
osobowości. Mikołaj Bierdiajew może być dla nas mistrzem, przewodnikiem na
drodze do doskonałości. Jego paradoksy dają nam do myślenia, wyrywają nas z
błędnego kręgu bezmyślnego powtarzania gotowych formułek, zmuszają do rewizji
bądź uzasadnienia podstaw naszych systemów postrzegania i interpretowania
świata. Natchnione wypowiedzi rosyjskiego mędrca przenoszą nas w wyższą,
tajemniczą, jaśniejszą, duchową rzeczywistość.
Wojciech Wiercioch

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
NIECH ŻYJE KULTURA I ETYKA SŁOWA!