SZKIC O BIERDIAJEWIE - WOJCIECH WIERCIOCH

 


SENS WOLNOŚCI

     

Mikołaj Bierdiajew urodził się 19 marca 1874 roku w Kijowie. Ponieważ należał do arystokracji, już w dzieciństwie został zapisany do korpusu paziów. Wychowywał się jednak w Kijowskim Korpusie Kadetów. W kolektywnej atmosferze szkoły wojskowej był zdecydowanym indywidualistą; uczył się przeciętnie i uważał się za mało zdolnego – a domowy korepetytor stwierdził z rezygnacją, że jest mu trudno zajmować się tak tępym uczniem.

            Młody Mikołaj nie potrafił przystosować się do szkolnych szablonów oraz narzuconych treści i form nauczania. Swoje powołanie filozoficzne uświadomił sobie już w dzieciństwie; dużo czytał i wcześnie zaczął rozmyślać nad sensem życia. O swoich intelektualnych predyspozycjach pisał: „Moje zdolności ujawniały się jedynie wtedy, kiedy proces umysłowy był moim osobistym udziałem, kiedy byłem w aktywnym i twórczym stanie, nie mogłem natomiast ujawnić zdolności, kiedy wymagane było pasywne przyswojenie i zapamiętanie, kiedy nie był to aktywny proces”. Kupowanie książek sprawiało mu wielką radość. Czytał intensywnie i twórczo; dobrze pamiętał nie tyle treść przeczytanej książki, co myśli, które aktywizowały się podczas lektury.

            Życie traktował jako walkę o wolność – był anarchą (nie mylić z anarchistą): potrafił zachować niezależność myśli zarówno w samotności, jak i w konfrontacji z rzeczywistością społeczną. Miał trzeźwe poczucie bytu – a zarazem uważał, że marzenie jest często bardziej realne niż świat fizyczny. Entuzjazm unosił go ponad materię i dawał mu twórcze ekstazy. Ułomna powszedniość dręczyła go – więcej radości czerpał ze wspomnień i marzeń o życiu. Był introwertykiem i outsiderem: „Mój świat wewnętrzny jest bardziej autentyczny niż świat zewnętrzny”. Przyznawał, że silnie odczuwa działanie sił irracjonalnych i dlatego nie potrafi działać zgodnie z rozsądkiem. Miał świadomość wielkiej siły swojego ducha i poczucie wewnątrzsterowności, ale w codziennym życiu czuł się stłamszony przez nieuporządkowany napór emocji. Nie godził się na przeciętność; był człowiekiem sporów. Dla obrony przed światem nosił maskę: „Moja skrajna skrytość rodziła błędne opinie na mój temat. Najbardziej odczuwałem samotność właśnie wśród ludzi, w kontaktach z ludźmi. Samotni ludzie zwykle bywają kontemplacyjni, a nie społeczni”.

     Wcześnie owładnęła nim pasja pisania. W Autobiografii filozoficznej wyznaje: „Mam nieprzezwyciężalną potrzebę zrealizowania swego powołania w świecie, pisania, pozostawienia swojej myśli w tym świecie”. Był zakochany w twórczości (kult kreatywności), którą traktował jako wędrówkę ku nieskończoności. Sztuka była dla niego zanurzeniem się w innym świecie niż świat powszedni. Twierdził, że właśnie transgresja – pragnienie transcendencji – stanowi magię sztuki.

            Bierdiajew mówił o sobie, że jest filozofem wolności. Niektórzy oponenci nazywali go jednak „niewolnikiem wolności”. Nie chciał być człowiekiem zależnym – choć wiedział, że niezależność jest wyzwaniem i często rodzi cierpienie: jest mocą twórczą... choć stan wyboru może dawać poczucie stłamszenia, niezdecydowania, a nawet zniewolenia. Patos wolności stwarzał w nim wewnętrzny konflikt – i zmuszał do buntu, metafizycznej rewolty. Potrzeba duchowej niepodległości wyznaczała też jego stosunek do spraw i sprawek Erosa: „Kiedy widziałem szczęśliwą parę zakochanych, doświadczałem śmiertelnego bólu. Miłość nie zna spełnionych nadziei. Niekiedy zdarza się dość szczęśliwe życie rodzinne, ale jest to szczęśliwa powszedniość”.

            Rosyjski myśliciel przeżywał chwile objawienia, odrodzenia, duchowej przemiany, rewolucji wewnętrznej. Czytanie, rozmyślanie, pisanie – były to okresy preparacji, przygotowywania podstaw systemu myślowego. Później przychodził czas inkubacji, bierności, depresji, zniechęcenia – czas pozornej bezczynności: pracy podświadomej mózgu. Potem jednak – nieoczekiwanie – następowała erupcja sił twórczych: ekstaza, iluminacja! „Pewnego razu, na progu młodości, wstrząsnęła mną następująca myśl: Niech nawet nie znam sensu życia, ale poszukiwanie sensu już nadaje sens życiu, więc poświęcę swoje życie na poszukiwanie sensu. Był to autentyczny przewrót wewnętrzny, który zmienił całe moje życie. Przeżyłem go z entuzjazmem”. „W wyniku przeżytego wewnętrznego przewrotu poczułem wielką siłę wewnętrzną”. Bierdiajewa można więc określić pojęciem: homo mysticus.

            W myśli Bierdiajewa widoczny jest kult herosów, szacunek dla arystokratyzmu ducha, chęć współtworzenia elity wartości (w odróżnieniu od elity władzy). Podczas czytania książki Carlyle’a o bohaterach doświadczył wstrząsu. Odtąd z żarliwością pochłaniał biografie słynnych ludzi; tragizm i heroizm ich losu pogłębiał jego wiarę w możliwość własnej wielkości. Postanowił zostać genialnym filozofem – ale inspirację czerpał nie tylko z dzieł gigantów myśli: „Niekiedy dla mego procesu poznania ogromne znaczenie miała rozmowa, film, w których nie było nic z filozofii, albo też lektura książki. Cały plan jednej z mych książek przyszedł mi do głowy, gdy siedziałem w kinie. Z zewnątrz otrzymywałem jedynie pobudzające impulsy, ale wszystko ujawniało się wewnątrz nieskończoności we mnie” (również Wittgenstein odnawiał się duchowo przed płótnem ekranu).

            Bierdiajew był indywidualistą, nonkonformistą, osobowością wewnątrzsterowną. Całe życie żywił niechęć do opinii publicznej i wszelkiego rodzaju kolektywizmów. Awersja do polityki nie skłoniła go jednak do odejścia od świata, ale do chęci przemienienia rzeczywistości społecznej. Dlatego przystąpił do grupy marksistów-socjaldemokratów. Rewolucyjna działalność stała się przyczyną aresztowania i usunięcia go z uniwersytetu. W 1901r. został zesłany do Wołogdy, a w 1903 r. do Żytomierza.

            Jako aktywista – poniósł klęskę; fiaskiem zakończyła się też próba propagowania marksizmu. A jednak ten okres życia sprzyjał moralnemu formowaniu się jego osobowości – i spowodował zerwanie z ideologią komunistyczną: „W tym okresie krytyka brała we mnie górę nad pozytywną twórczością. Dążyłem do poezji życia i piękna, ale w życiu dominowała proza i kalectwo. Jakiś demon niszczył we mnie piękno, które tak lubiłem. Czułem rosnący dysonans między mną i tym kręgiem, z którym byłem związany, natomiast nie znalazłem jeszcze nic nowego. Był to okres pustki, w którym nie było interesujących dla życia wewnętrznego kontaktów z ludźmi, nie było też wielkich osiągnięć w dziedzinie myśli”. Powoli jednak stawał się wyznawcą poglądu chrześcijańskiego i zaczął przechodzić na pozycje ezoteryki (magia, gnoza, mistyka) i filozofii religijnej. Zrozumiał, że jego autentycznym powołaniem i zadaniem jest rewolucja ducha, a nie próby przekształcania stosunków społecznych.

            Od 1901 r. zaczął publikować pierwsze znaczące książki; w 1918r. został wiceprzewodniczącym Moskiewskiego Związku Pisarzy, a w rok później założył Wolną Akademię Kultury.

            Zaczął walczyć myślą i słowem – broń ta okazała się bardzo niebezpieczna dla sowieckiego totalitaryzmu. W 1921r. został więc aresztowany; podczas rozmowy z Feliksem Dzierżyńskim usłyszał znamienne słowa: „Jest pan dla nas bardziej niebezpieczny niż cała biała dywizja”. W następnym roku został zmuszony do opuszczenia Rosji... Udał się do Berlina, nawiązał kontakt z Schelerem i Spenglerem, założył Akademię Religijno-Filozoficzną. W 1924 r. przeniósł się do Paryża, został redaktorem naczelnym wydawnictwa YMCA-PRES i założył czasopismo filozoficzne Put’. Wygłaszał wykłady i odczyty, organizował spotkania prawosławno-katolicko-protestanckie i cotygodniowe dyskusje filozoficzne w swoim domu.

            Poza swoją ojczyzną, poza własnym kręgiem społecznym, w świecie zaniku wrażliwości na wartości wyższe, w epoce totalitarnych ideologii – czuł się wyalienowany; czuł, że musi samotnie walczyć o nową, wolną, duchową rzeczywistość: „Nigdy nie czułem się autentycznie obywatelem świata, społeczeństwa, rodziny, profesji lub jakiejkolwiek grupy związanej jednością losu. Gotów jestem uznać się wyłącznie za obywatela królestwa wolności. Pod tym względem nie jestem człowiekiem współczesnym. Żyję w epoce, w której triumfuje siła wroga patosowi wolności, nienawidząca indywidualizmu, pragnąca podporządkować człowieka bezgranicznej władzy kolektywu, państwa, narodu”.

            Filozofia Bierdiajewa zbudowana jest na fundamentalnej opozycji natury i kultury, ciała i ducha. Głównym problemem ontologicznym i etycznym jest dla człowieka wolność; jej prazasadę stanowi nicość; oznacza to prymat wolności nad bytem. Osoba – jako kategoria duchowa – jawi się jako wartość najwyższa (bo jest obdarzona obrazem i podobieństwem Bożym). Wolna osoba jest potencjałem, możliwością – jej aktualizacją i spełnieniem jest twórczość, kontynuowanie dzieła stworzenia. Dlatego twórczość powinna być sensem i celem życia człowieka.

            Mikołaj Bierdiajew był publicystą znakomitym, obdarzonym niezwykłym darem syntezy. Dążył do maksymalnej lakoniczności wypowiedzi, stąd też niektóre jego myśli – wyrwane z kontekstu – stały się aforyzmami. Bardzo cenił tę formę wypowiedzi: „Moja maniera pisania jest aforystyczna, chociaż ta właściwa mi forma nie jest dostatecznie wypracowana i nie jest konsekwentna. Aforyzm jest według mnie mikrokosmosem myśli, w nim, w skrótowej formie obecna jest cała moja filozofia, dla której nie istnieje nic cząstkowego i odrębnego. Jest to filozofia konkretno-integralna. Całe życie piszę. Pisanie jest dla mnie higieną duchową, medytacją i koncentracją, w każdych warunkach i w każdym stanie ducha”.

            Forma pism Bierdiajewa wypływała z treści jego myśli – a zarazem na nie wpływała. Miało to związek ze skłonnością do myślenia antynomicznego, paradoksalnego, irracjonalnego. Pisze o tym w swojej autobiografii intelektualnej: „Mój światopogląd filozoficzny jest bardzo zcentralizowany, wszystkie jego elementy są ze sobą powiązane, a mówiąc ściślej, nie ma w nim żadnych części, ale równocześnie ma pochodzenie intuicyjne i formę aforystyczną. Inaczej nie mogę myśleć. Równocześnie muszę dodać, że mój światopogląd jest wieloplanowy i być może z powodu owych wielu planów jestem oskarżany o sprzeczności. W mojej filozofii są sprzeczności wynikające z samej jej istoty, które nie mogą i nie powinny być zlikwidowane”.

            Człowiek to istota powołana do tworzenia świata – a więc również do formowania własnej osobowości. Mikołaj Bierdiajew może być dla nas mistrzem, przewodnikiem na drodze do doskonałości. Jego paradoksy dają nam do myślenia, wyrywają nas z błędnego kręgu bezmyślnego powtarzania gotowych formułek, zmuszają do rewizji bądź uzasadnienia podstaw naszych systemów postrzegania i interpretowania świata. Natchnione wypowiedzi rosyjskiego mędrca przenoszą nas w wyższą, tajemniczą, jaśniejszą, duchową rzeczywistość.

 

                                                                                           Wojciech Wiercioch

Kraków, kwiecień 2005  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

NIECH ŻYJE KULTURA I ETYKA SŁOWA!

AKTUALNOŚCI

RECENZJA

  AUTORZY POWIEŚCI O CHOPINIE:  JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH & WOJCIECH WIERCIOCH AUTORKA RECENZJI: ANNA STASIUK „Zaklinacz dźwięków. Powie...