WOJCIECH WIERCIOCH - WIERSZ

 


AUTOR: WOJCIECH WIERCIOCH


STOGI SIANA

 

Rano. Świeże słońce umiera

z pragnienia: wypija diamentową rosę,

która błyszczy tylko w godzinie śmierci.

Długie cienie wskazują czas próby.

 

Południe. Powietrze drży z gorączki,

chmury czyhają na gafę nieba,

źdźbła trawy złocą się po królewsku.

Cienie kurczą się w majestacie prawa natury.

 

Wieczór. Pomarańczowy horyzont żegna się

znakiem narzędzia tortury i odkupienia,

żegna się z rozpalonymi do nienawiści

kopami siana. Zielona trawa

łudzi się – liczy na dyskrecję cienia.

 

Claude Monet, wypalony jak dzień,

wróci z pleneru, zapiekłymi powiekami

oderwie się od kolorów i kształtów

krążących we wszystkich neuronach i pędzlach.

Zaśnie. Zobaczy iluminację katedry w Rouen...


Komentarze