WOJCIECH WIERCIOCH - KRÓTKA HISTORIA GŁUPOTY I MĄDROŚCI

 


Przedmowa do książki "Krótka historia głupoty i mądrości. Przewodnik i poradnik"

Autor: Wojciech Wiercioch

PRZEDMOWA

            Dlaczego i dla kogo postanowiłem napisać tę książkę?

Dla siebie. Ostentacyjny altruizm zawsze pachnie podejrzanie – nie tylko dla mistrzów podejrzeń (vide: Marks, Freud, Nietzsche). Wiele najwspanialszych odkryć naukowych, systemów filozoficznych i dzieł sztuki – to efekt rozkosznie heroicznej pracy różnych zapaleńców (zwanych też przez pospólstwo szaleńcami). Najbardziej odrażających zbrodni często zaś dokonywali złotouści psychopaci, próbujący niestrudzenie przekonać innych i siebie, że są zbawcami ludzkości. Dlatego piszę – dla siebie. Chcę robić to, co lubię, licząc przy okazji, że kogoś to zafascynuje bądź zainspiruje.

Od wielu lat interesuje mnie mądrość, czyli ten rodzaj wiedzy, która pomaga nam żyć. Przez kilkadziesiąt lat przeczytałem kilka tysięcy mądrych książek; niektóre z nich warte są przeczytania i przeanalizowania. To one i ich autorzy są bohaterami tej historii nieludzkiej mądrości i ludzkiej głupoty. Zajmuję się tym, jak już wspomniałem, dla siebie – żeby powtórzyć sobie, utrwalić i uporządkować całą tę obfitą porcję informacji o wszystkim, co najistotniejsze, by człowiek mógł żyć w sposób wolny, godny i szczęśliwy. By jego życiem kierowały podstawowe wartości: piękno, prawda, dobro.

Człowiek nie jest samotną wyspą ani odizolowaną monadą – potrzebuje więzi społecznych, przyjaźni, drożnych kanałów informacyjnych. Niektórzy ludzie nie poprzestają na wzajemnym dzieleniu się ciekawostkami, plotkami czy dowcipami; niektórzy czują, że rośnie w nich coś, co domaga się ekspresji, może to być jakaś koncepcja albo jakaś wizja (artystyczna, metafizyczna, mistyczna), która powinna zostać utrwalona i przekazana rodzinie, znajomym, sąsiadom, narodowi, ludzkości...

          Wartości (ale również rzeczy, sytuacje, relacje, pomysły, stany ciała i ducha, style życia, idee, doświadczenia, wspomnienia, fantazje) wzbogacają nas. Materia jest niepodzielna – w znaczeniu: ta konkretna złotówka może w tym konkretnym momencie spoczywać na dnie tylko jednej jedynej kieszeni; mogę ją ofiarować żebrakowi, automatycznie przestając być jej właścicielem; ten akt wzbogaca tego biednego człowieka i czyni mnie uboższym o złotówkę. Na tym polega piękno działalności charytatywnej: dobroczynność to odbieranie sobie tego, czego potrzebuje ktoś inny. Takie są elementarne prawa świata materii. Świat ducha rządzi się radykalnie odmiennymi prawami: na przykład dając komuś dobrą radę, nie pozbywamy się tym samym jej dobroczynnej mocy. Duch jest niepodzielny. Jedną myślą możemy obdzielić spore grono osób. A złotą myślą możemy uszczęśliwić całe pokolenia. Ofiarowując wartości duchowe, nie tracimy ich, a ponadto zyskujemy nowe (składając w ofierze cząstki materii, zbieramy okruchy ducha). Prawdziwe, piękne i dobre w działalności naukowej czy artystycznej jest to, że im więcej dajemy, tym bardziej jesteśmy bogaci (duchowo, a nieraz i materialnie). Dlatego piszę. Nic nie tracę (poza marnowaniem czasu na śledzenie erotycznych przygód celebrytów), a zyskać mogę wiele. Niestety, jest też druga strona medalu: dając komuś kilogram złota, mogę liczyć na jego dozgonną wdzięczność, natomiast ofiarowując mu tysiąc złotych myśli... nie mogę liczyć na nic. Ale to już inna bajka.

          Postanowiłem spisać dzieje mądrej głupoty i głupiej mądrości (vide: Erazm z Rotterdamu), żeby podzielić się swoimi uwagami (na temat myśli najwybitniejszych osobowości w historii ludzkości) i z najbliższymi mi ludźmi, i z najbardziej potrzebującymi, a zwłaszcza z tymi, od których zależy los naszego narodu. To jest mój dar dla Polski, to jest wyraz mojego patriotyzmu. Teraz nie musimy już walczyć z bronią w ręku; teraz nasza siła rażenia zależy od giętkości i logiczności języka polskiego, od zawartych w nim idei, marzeń i pragnień. To oczywiście nie znaczy, że jestem jakimś dzikim, nienawistnym, szalonym szowinistą. Nasza kultura rodziła się i rozwijała w kontakcie z różnymi kulturami i cywilizacjami, dlatego jesteśmy bezgranicznie wdzięczni wszystkim wielkim nacjom: Żydom i Arabom, Grekom i Rzymianom, Chińczykom i Japończykom, Francuzom i Anglikom, Hiszpanom i Portugalczykom, Niemcom i Rosjanom, Amerykanom...

         Jak możemy się odwdzięczyć Europie, która przez wieki stymulowała – przez rozkosze i rozpacze – naszą pamięć i tożsamość? Na pewno nie poprzez tworzenie kultury europejskiej, bo coś takiego nie istnieje (samo w sobie). Są tylko języki i kultury narodów europejskich, a Europa to jedynie wspólny mianownik. Dlatego z naszej miłości do Europy musimy budować niezależną i silną Polskę – Polskę bogatą i mocną duchem.

        Nasza potęga tkwi w naszej przeszłości, w jej blaskach i cieniach. Nasza przyszłość zależy od wychowania naszych dzieci i wnuków. Tyle jednak patologii trawi polskie społeczeństwo, że nie potrafi ono wypracować spójnej wizji edukacji. Więc tkwimy w permanentnym kryzysie szkolnictwa (niewyedukowane elity nie są zdolne zreformować instytucji kształtujących naród).

     Stąd moja książka. Nie ma w niej uniwersalnych recept na wszystko. Jest to tylko zaproszenie do refleksji i debaty.

 

          Jaka to jest książka?

        Cóż, mam nadzieję, że macie przed sobą pierwsze wydanie tego dzieła – każde następne będzie poprawione i poszerzone. A zatem jest to niejako wstępny szkic. Przewodnik i poradnik.

       Przewodnik – na wzór różnych bedekerów – ma zachęcić do podróży i pomóc w jej zaplanowaniu. Jak mapa nie jest terytorium, tak również najlepszy nawet przewodnik nie zastąpi podróży i osobistego kontaktu z obcymi, egzotycznymi krajami (ale bez przewodników i map jesteśmy skazani na zgubienie i zagubienie). Przewodnik po lekturze i literaturze pozwala zorientować się w rozległości nieznanych terytoriów i pomaga w samodzielnym zdobywaniu wiedzy. Bryk czy streszczenie powieści to tylko zestawienie głównych tematów dzieła; żeby jednak dzieło wzbogaciło czytelnika, musi zostać... przeczytane, przemyślane, przeżyte i utrwalone. Nie istnieją na tym terenie królewskie drogi na skróty.

          Niektórzy myśliciele, moraliści pisali o głupocie i mądrości wprost, więc poświeciłem im więcej uwagi; inni zaś tworzyli dzieła, które tylko pośrednio nawiązują do tego tematu, tych potraktowałem pobieżnie, sygnalizując jedynie  ich istnienie w dziejach ludzkiej myśli (mam nadzieję, że nie przedstawiłem ich w sposób encyklopedyczny, czyli zdawkowy, nieciekawy, suchy i banalny). Jak na mapie muszą się także – dla ogólnej orientacji w terenie – znaleźć wsie i miasteczka, w których nie ma niczego szczególnego do zwiedzania, tak i w moim przewodniku starałem się nie zostawiać zbyt wielu białych plan. Wprawdzie te fragmenty dzieła mogą przypominać szablonowy leksykon, ale – moim zdaniem – są niezbędne, by nie stracić historycznych proporcji (wyrafinowany czytelnik może przedrzeć się przez nie metodą czytania fotograficznego).

          Poradnik jest od tego, by dawać (dobre) rady. Nie musi odwoływać się – explicite – do innych książek; po prostu ma być ekstraktem praktycznej wiedzy, mądrością w pigułce (pigułkami nie da się żywić, ale od czasu do czasu mogą być zdrowymi suplementami diety). W poradnikach zbędnym balastem są szczegóły biograficzne i bibliograficzne, stąd starałem się je tutaj zredukować do niezbędnego minimum, koncentrując się na informacjach, które można od razu wykorzystać w praktyce codzienności.

          Czym ta książka na pewno nie jest? Rozprawą naukową, stąd brak przypisów, wykresów i innych akademickich ekscesów. Ponieważ nie jest ona kierowana do mędrców ani erudytów, postanowiłem napisać ją językiem prostym, zwięzłym, bezpośrednim, osobistym, z delikatnymi ambicjami artystycznymi (toteż momentami przypomina esej, no, powinna być do niego zbliżona). Z drugiej jednak strony tekst ten nie jest podręcznikowym wykładem dla uczniów i studentów, dlatego – tak mi się marzy – mógłby zainteresować specjalistów z różnych dziedzin; wszak jest on oparty na badaniach interdyscyplinarnych, które mogą wzbogacić ludzi nauki, tych wszystkich, którym się zdarza grzeszyć jednostronnością zainteresowań.

       Ta pozycja (paranaukowa?) to coś więcej niż esej, to również antologia najmocniejszych i najcelniejszych cytatów. Stąd pełno w niej przysłów, aforyzmów, anegdot, fragmentów i innych elementów wyrwanych z dzieł starych bądź zapomnianych.

          Nie zamierzałem i nie zamierzam silić się na obiektywizm – subiektywnie i egocentrycznie, i świadomie promuję swoich mistrzów: tych pisarzy, lekarzy, psychologów, socjologów, filozofów i teologów, którzy w największym stopniu ukształtowali mój światopogląd. Efektem – pozornie chaotyczna struktura całości oraz zmienność stylów (o różnych osobowościach i zjawiskach duchowych staram się mówić w odmienny sposób, by najprecyzyjniej oddać specyfikę tych osobliwości kulturalnych). Szczególny nacisk pragnę położyć na niszowe gatunki literackie, bowiem często najwięcej mądrości tkwi w dziełach moralistów, w diarystyce i epistolografii, we wspomnieniach i reportażach, w felietonach i fraszkach. Ba, dziełka i działka satyryków i humorystów tchną większym rozsądkiem niż artykuły wielu „intelektualistów” i „autorytetów” moralnych. Tak, paradoksy intelektualne i prowokacje artystyczne szybciej prowadzą do prawdy niż argumenty i przykłady mainstreamowych dziennikarzy i publicystów. Prawda często, bardzo często tkwi w komizmie życia i sztuki.

          Reasumując, ma to być książka inna niż inne.

          Jak czytać te dzieje i nadzieje ludzkiej głupoty i nieludzkiej mądrości? 

    Nie piszę dla głupców, zatem nie muszę podawać instrukcji obsługi książki. A jednak pewne informacje powinienem przekazać niezorientowanemu czytelnikowi, którego mogą dziwić niektóre moje wybory autorskie i redaktorskie. Czytelnik cały czas – oddając się lekturze tej pozycji – ma mieć świadomość, jak obszerny jest temat: kilka tysiącleci, najważniejsze zagadnienia artystyczne, naukowe i duchowe, jakie podejmowała ludzkość na różnych kontynentach, setki, tysiące koncepcji i antykoncepcji prawdziwych geniuszy i mędrców dobrych i złych czasów. Jak zatem czytać? Cóż, najlepiej po kolei, choć traktowanie tej książki tak jak się podchodzi do encyklopedii czy leksykonu nie będzie grzechem śmiertelnym. Z drugiej jednak strony pewne zjawiska – a tę naturę mają także idee – rozwijają się, wędrując przez czasy i umysły, więc lepiej zapoznać się z tym rozwojem we właściwym porządku, czyli czytając po kolei. Ale to – z trzeciej strony (byty duchowe są wielowymiarowe) – nie znaczy, że trzeba czytać wszystko. Lepiej jest przelecieć książkę, dobierając sobie odpowiednie, odpowiadające nam (z różnych przyczyn) rozdziały, podrozdziały, strony, akapity, niż czytać wszystko po bożemu (po kolei, dokładnie) i w pewnym momencie ulec znużeniu... i odłożyć lekturę na później, czyli na wieczne niedoczytanie.

          Podczas pisania tej historii mądrości byłem zmuszony dokonywać ostrej selekcji, rezygnując w ogóle z przytaczania pewnych ważnych nazwisk i zjawisk, by książka nie stała się odrzucającą cegłą, albo redukując pewne zagadnienia do niezbędnego minimum. Dlatego pewne rozdzialiki (hasła tego chronologicznego kompendium) musiały jedynie zaznaczać temat (przypomnieć go erudytom albo poinformować o nim mniej wyrobionych czytelników). Choć starałem się w miarę ciekawie przedstawiać sylwetki kreatywnych osób (historycznych), trudno mi będzie zachęcić do przeczytania krótkiej notki na przykład o Szekspirze czy Kafce kogoś, kto tym osobom poświęcił pracę magisterską czy rozprawę doktorską. Ale to przecież oczywiste.

       Każdy czytający powinien też pamiętać, że kierowało mną przekonanie, iż nie warto w tak zwięzłej pracy poświęcać wiele miejsca postaciom, o których informacje można znaleźć w pierwszym lepszym podręczniku szkolnym czy skrypcie akademickim, w encyklopedii czy Wikipedii.  Stąd szczególnie radykalnie potraktowałem literaturę polską... Każdy, kto choćby przebrnął przez maturę, jakoś tam zapoznał się z naszymi czołowymi poetami i prozaikami, więc nie ma sensu powielanie i powtarzanie tych treści; ale nikt nie powinien sadzić, że skoro pobieżnie potraktowałem naszą poezję, uważam ją za mało istotne zjawisko kulturowe (mój osobisty pogląd jest taki: polska poezja należy do najlepszych na świecie).

Główny zamysł, którym się kierowałem przy pisaniu tej książki, to przewartościowanie wartości: położenie nacisku na te obszary i zakątki filozofii czy literatury, które we współczesnej kulturze są marginalizowane; dlatego stosunkowo dużo miejsca poświęciłem pewnym niszowym gatunkom literackim, jak esej, aforyzm (fraszka, haiku – w mniejszym stopniu), zwłaszcza że – przykładowo – aforystyka polska należy do bardzo cenionych na całym świecie, ale bardziej znana jest poza granicami Polski niż u nas. Stad znalazło się tu trochę nazwisk, o których zapewne przeciętny czytelnik nigdy nie słyszał. I właśnie również dlatego ta rzecz wydawała mi się warta napisania.

         

GŁUPOTA I GŁUPIEC; MĄDROŚĆ I MĘDRZEC 

            Zacznijmy od początku, od podstaw, czyli od definicji. Czym jest głupota? Mały słownik języka polskiego definiuje tautologicznie: „zespół cech charakterystycznych dla człowieka głupiego; brak rozumu, rozsądku, naiwność, bezmyślność”. Zaś czterotomowy Uniwersalny słownik języka polskiego podaje trzy znaczenia tego słowa, nas interesuje (teraz) tylko znaczenie pierwsze: „brak wiedzy, rozumu, bystrości; bezmyślność, tępota”. A głupiec? To człowiek „mało inteligentny, nierozgarnięty, bezmyślny, naiwny, ograniczony; dureń, debil, idiota, głupek”.

          Czy język daje nam wskazówki, co robić, by nie być głupcem? Cóż, bardzo ogólnikowe: stale wzbogacać wiedzę, ćwiczyć inteligencję, kreatywność, zdobywać doświadczenie życiowe itp.

          Skoro słowniki są tak ubogie, zajrzyjmy do encyklopedii. Siedmiotomowa Nowa encyklopedia powszechna PWN nie zawiera w ogóle takiego hasła; jest „głuchota”, są ptaki „głuptaki”, ale interesującego nas słowa nie ma. Trudno – się mówi. I szuka się dalej. Nie będę udawał, że nie wiem, iż antonimem do słowa „głupota” jest „mądrość”, a miłośnikami mądrości byli (są?) filozofowie, wiec należałoby przejrzeć słowniki oraz encyklopedie ułatwiające poruszanie się po terytorium tej właśnie dyscypliny. Szukajmy, a być może znajdziemy.

          Słownik filozofii (Didier Julia) – nic. Słownik pojęć filozoficznych pod redakcją Władysława Krajewskiego – zero. Mała encyklopedia filozofii – niestety.

          Z przykrością muszę stwierdzić, że książek o głupocie jest jak na lekarstwo. Erazm z Rotterdamu napisał Pochwałę głupoty, ale to było dawno (i nieprawda?). W 1999 roku Matthijs van Boxsel wypuścił w świat Encyklopedię głupoty, pisząc, że głupota manifestuje się w każdej dziedzinie, u każdego człowieka i w każdym czasie: „Z jednej strony Encyklopedia prezentuje etymologię, fenomenologię i teorię głupoty, z drugiej – stanowi próbę wypracowania metody ujawniającej głupotę naszego myślenia. Cel jej stanowi jednolita teoria, zdolna w optymalnym przypadku podsunąć oryginalne ujęcie spraw oczywistych”. Głupota jest tak wszechobecna i tak wielokształtna, że trudno jest skonstruować i podać jej jednoznaczną definicję.

          Jacek Dobrowolski, autor Filozofii głupoty, analizuje kryzys zaufania do filozoficznego sposobu myślenia i pyta: czy filozofia, zanim zacznie przekonywać, jak możliwy jest rozum lub mądrość, nie powinna wpierw zająć się głupotą? „Istnieje wątek głupoty w historii filozofii, choć często nienazywany po imieniu. Istnieje, ściśle, historia jej nieobecności; jej problematyzacji i jej wykluczenia (a nawet gestów jej negacji). Zresztą oba te aspekty historii filozofii głupoty, jak zobaczymy, są dla jej idei równie istotnymi momentami hermeneutycznymi. Nie tylko bowiem, jak to już doskonale rozumiemy dzięki filozofii archeologicznej, ważne jest, jak głupota była rozumiana, ale i to, jak była nierozumiana, może być znaczące i warte zbadania. Głupotę zazwyczaj pomijano. Mimo jej znaczenia i wpływu, stawiano ją zwykle na marginesie, jeśli nie wręcz poza nim” – wyjaśnia Dobrowolski.

Na razie wystarczy tych przyciężkawych rozważań na temat niezrozumiałej nieobecności głupoty w dziełach miłośników mądrości. Teraz pobieżnie prześledzimy śladowe ilości tej tematyki w tekstach źródłowych.

Wypisy z ksiąg filozoficznych. O mądrości, o głupocie – to dzieło Tadeusza Gadacza, wyjątkowego erudyty. We wstępie do cytatów sapiencjalnych i morozoficznych krakowski historyk filozofii daje krótki przegląd tematyki.

Głupota jest niebezpieczna (Bias z Prieny), gdyż jest jawnym brakiem kojarzenia i przewidywania, nieumiejętnością rozeznania co do poziomu swej wiedzy (Sokrates). Charakteryzuje ją praktyczna nieumiejętność dobrego postępowania jako rezultat braku rozeznania co do dobra i zła (Platon); cechuje ją również ubieganie się o dobra przemijające, a nie o wartości wieczne (Arystoteles). Głupota jest wrzaskliwa i ekspansywna; ledwie liźnie wiedzy, a już chce być nauczycielką ludzkości (Epiktet); ocenia człowieka na podstawie pozorów, jest niespokojna i pozbawiona samokrytycyzmu (L.A. Seneka). Jest nieszczęściem, gdyż tylko mądrość prowadzi do szczęścia (Cyceron). To nie zwykła wiedza, ale wiedza szkodliwa, występna (św. Augustyn).

Głupota wychwala samą siebie, jest pyszna i zarozumiała; żywi nienawiść do wiedzy i wykształcenia (Erazm z Rotterdamu). Nie jest zdolna do zdziwienia (Kartezjusz); nie ciąży temu, kto jest głupi (T. Hobbes).

Głupota nie potrafi zrozumieć oczywistości: nie każdy, kto nie stracił rozumu, tym samym bezspornie dowodzi, że go posiada (S. Kierkegaard).

Przeciwieństwo mądrości to niezdolność do bezpośredniego uchwytywania związków miedzy przyczyną a skutkiem, to brak bystrości myśli i potęgi wyobraźni, takie upośledzenie fantazji sprawia, że obciążony tą wadą osobnik boi się samotności, nudzi się sobą samym; ciągle narusza prywatność innych, gdyż potrzebuje towarzystwa, widowisk, ciągłych zmian miejsca (A. Schopenhauer). A ponadto głupota jest podejrzliwa i złośliwa (F. Nietzsche).

Głupota jest śmiała i nieustannie aktywna; z naiwnym prostactwem narzuca się innym. To banalna przeciętność, która nie tylko odrzuca wzniosłe idee, ale i chce swoją płaskość uczynić normą dla wszystkich (J. Ortega y Gasset).

Głupota jest bardziej niebezpieczna niż zło, gdyż trudno ją zwalczać, bo nie działają na nią żadne racjonalne argumenty; przekonywanie głupca jest bezsensowne i niebezpieczne (D. Bonhoeffer).

Satis. Teraz mądrość.

Mały słownik języka polskiego: „wiedza o świecie i ludziach, umiejętność jej stosowania; to, co się wie, umie; rozum, rozsądek”. A więc suma wiedzy teoretycznej i praktycznej, nabytej przez naukę i doświadczenie. Właściwość duszy mylona z jej podróbką, czyli sprytem życiowym, przebiegłością, przemyślnością. Często również mędrca myli się mędrkiem. Pisał o tym Henryk Elzenberg: „W żadnym innym języku nie znam wyrazu, który by odpowiadał polskiemu «mędrek». Czyżby to tylko Polacy zdobyli się na to, żeby z mądrości zrobić wadę, i to ośmieszającą?”

„MĄDROŚĆ (gr. sophia, łac. sapientia) [1] Rozumienie bytu wg jego zasad, a zarazem znajomość drogi osiągania tego rozumienia, zakładająca umiejętność rozróżniania faktu i złudzenia, dobra i zła, piękna i brzydoty. Cnota uzdolniająca człowieka do bycia w prawdzie. Umiejętność ta znamionuje duchowy rozwój (dojrzałość) człowieka. Ujawniana jest stopniowo, a manifestowana w myśli i czynie. [2] Jedna z dianoetycznych cnót – nabytych i trwałych sprawności doskonalących intelekt – różna od cnoty moralnej” (Krzysztof Kosior w Małej encyklopedii filozofii).

„MĄDROŚĆ: wiedza i cnota. Mądrość jest celem filozofii. Jednoczy ona poznanie teoretyczne z realizacją ideału praktycznego: mędrzec różni się od uczonego tym, iż żyje zgodnie ze swą doktryną; jego życie samo w sobie jest realizacją i świadectwem prawdy. Ideał mędrca był najwyższym ideałem Starożytności; Siedmioma Mędrcami Grecji, których radzili się możni i którzy jako jedyni ludzie posiedli całą wiedzę epoki, byli: Tales, Pittakos, Bias, Solon, Kleobul, Myzon i Chilon (Platon cytuje ich w swoim dialogu Protagoras). Doktryna stoicka odsłania nam cechy charakterystyczne antycznego mędrca: szczególnym wyróżnikiem było życie w harmonii ze światem, wszystkie prawa «kosmosu» znajdowały w nim swoje odbicie. W wyobraźni starożytnych mędrcem był przede wszystkim ten, kto kontemplował rozgwieżdżone niebo i odczuwał głębokie przekonanie o porządku i racjonalności wszechrzeczy. W znaczeniu bardziej nowoczesnym mędrcem jest ten, kto żyje w harmonii z ludzkością, kto w sprawach ludzkich rozumie wszystko, chociaż sam wszystkiego nie przeżył. Ta kosmiczna albo etyczna definicja mędrca jest z pewnością najbardziej ścisła: mądrość to, w znaczeniu antycznym, intuicyjna znajomość praw świata, a w sensie nowoczesnym rozumienie problemów innych ludzi. Potocznie mądrość to pojęcie moralne, oznaczające «równowagę osobowości», «roztropność» (Platon) albo umiarkowanie w zaspokajaniu pragnień. W tym znaczeniu mądrość przeciwstawna jest namiętności oraz głupocie. Ma podobny zakres znaczeniowy, co «rozwaga»” (Didier Julia, Słownik filozofii).

W zasadzie cała filozofia jest – albo raczej: powinna być – nauką (metanauką) o mądrości; jednak bibliografia jest w tym zakresie równie uboga co w przypadku głupoty. Sytuacja jest tym bardziej paradoksalna, że autorami książek z mądrością w tytule nie są zazwyczaj filozofowie. Na polskim gruncie naszym tematem zajmuje (zajmowało) się kilku psychologów, np. Kazimierz Dąbrowski, Zbigniew Pietrasiński, Stefan Garczyński, Jarosław Rudniański, Józef Kozielecki, Kazimierz Obuchowski, Bartłomiej Dobroczyński, Roman Zawadzki.  

„Do takich pojęć, bez których nie potrafimy się komunikować i opisywać otaczającego nas świata, a których zdefiniować w sposób naukowy nie potrafimy, należy mądrość. Właśnie dlatego studium poświęcone mądrości daje nam szczególną okazję, aby postawić pytanie o to, czy zajmując się nauką, poznajemy to, co rzeczywiście jest nam potrzebne, aby żyć i funkcjonować w świecie. Można rozważania takie wykorzystać jako okazję do zastanowienia się, czy nasza wiedza, fundament naukowego spojrzenia na świat, jest dostatecznym lub adekwatnym fundamentem życia i postępowania. Jeżeli wiedza nie wystarcza, jeżeli potrzebujemy do życia czegoś więcej niż ona, to gdzie szukać tego, co podstawowe, skoro systemy edukacyjne uczą nas tylko tego, co jest wiedzą zobiektywizowaną, czyli sprowadzoną do wiedzy o materialnej stronie rzeczywistości?” – pyta Waldemar Linke we wstępie do książki Mędrzec w szatach błazna i szaleńca Romana Zawadzkiego. Autor przedmowy analizuje związek między mądrością a pobożnością i przypomina, że według Biblii Bojaźń Boża jest początkiem mądrości, a mądrość ludzka bywa głupstwem w oczach Boga. Mądrość to twórcze szukanie słuszności w dynamicznie zmieniających się sytuacjach; jest to więc kreatywność w poznawaniu prawdy i umiejętność tworzenia dobra. Mądrość jest więc sztuką przekraczania siebie – własnych ograniczeń, wad, grzechów – lecz nie drogą na skróty (jak to wyobrażają sobie autorzy niektórych głupkowatych poradników o tym, jak w kilka dni zdobyć miłość, bogactwo i szczęście). Mądrość to świadome kształtowanie talentów w mozolnym sięganiu po to, co wyższe.

Cała twórczość Zbigniewa Pietrasińskiego jest wytrwałym dążeniem do zrozumienia fenomenu mądrości, o czym może świadczyć problematyka jego kolejnych książek: Sztuka uczenia się; Myślenie twórcze; Czego dowiedziałeś się za późno; Rozwój człowieka dorosłego; Mądrość, czyli świetne wyposażenie umysłu; Ekspansja pięknych umysłów. Nowy renesans i ożywcza autokreacja.

„Człowiekowi wiedza jest potrzebna szczególnie w dwóch dziedzinach: w zawodzie i w kierowaniu własnym życiem. W dziedzinie pierwszej ludzie są często starannie wykształconymi fachowcami, w drugiej – amatorami, i to w dodatku takimi, którzy mają się za absolutnych znawców. Gdy chcemy coś produkować, musimy wykazać się wiedzą. Aby robić rzecz trudniejszą, jaką jest wychowanie własnych dzieci, wystarczy akt prokreacji i przekonanie o własnej kompetencji. Jaki jest efekt tej nierównowagi przygotowania? NA PRACOWNIKÓW WYCHOWUJĄ NAS FACHOWCY, NA LUDZI – DYLETANCI” – pisze Pietrasiński, po czym wstępnie definiuje interesujące nas zjawisko duchowe: „Mądrość rozumiem tu po nowemu – jako wysoką ogólną kulturę poznawczą, połączoną z obszerną wiedzą o życiu. W tym ujęciu jest to ideał stopniowalny, który może przyświecać pojedynczym decyzjom albo całej drodze człowieka. Minimalna dieta umysłowa, dostępna wszystkim jako warunek poprawy jakości sądów i decyzji jest taka: próbować własnych rozwiązań, patrząc z kilku perspektyw, a następnie sięgać po kompetentne rady ze świadomością, że z początku będzie się w nich szukać stronniczo potwierdzenia własnych konkluzji. [...] Jak dotąd – PRZEDMIOTY FORMUJEMY JAKO EKSPERCI, UMYSŁ I OSOBOWOŚĆ – ZBYT CZĘSTO JAKO AMATORZY. Kiedyś zostanie to może uznane za kolejny przejaw barbarzyństwa”.

Sapere aude! Odważ się być mądrym!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

NIECH ŻYJE KULTURA I ETYKA SŁOWA!

AKTUALNOŚCI

RECENZJA

  AUTORZY POWIEŚCI O CHOPINIE:  JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH & WOJCIECH WIERCIOCH AUTORKA RECENZJI: ANNA STASIUK „Zaklinacz dźwięków. Powie...