JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH - WIERSZE

 


Kłótnia

zachód uczucia

soczyste słońce wpada do laptopa

myszka drży

 

Deszcz

stukają obcasy kropel

z chmury ścieka makijaż

obudziła się perkusja liści

 

Klown

nieodporna na psotne myśli cisza

pozostawia mu małą lukę powagi

tam wdziera się łzawa otucha

i podlizuje sercu

nadzieja na błazeńską

dojrzałość Stańczyka

 

Lek na schizofrenię

schizofrenię można leczyć

tylko miłością

ale i ta musi mieć w sobie

coś z cierpienia za miliony

 

musi być ściśnięta w kłębek

zapakowana w pled

i postawiona przy kominku

w którym wyświetlane są bajki

 

(śmiech to luka, pułapka)

 

Mała kronika szczęśliwych wypadków


Gdy pozwolicie powstać tamtemu, co jest w was, wtedy to, co macie, uratuje was. Jeśli nie istnieje tamto, co jest w was, wtedy to, czego nie macie w sobie, uśmierci was.

(Ewangelia według św. Tomasza)

rozpoznałam w sobie człowieka

to głód sprawił ten cud

bo

widzę dokąd idę

słyszę co mówię

dotykam bo czuję

czuję co tracę

myślę że myślę

czytam piszę

wariuję

 

i bardzo głodna

coraz szczęśliwsza

żyję

w toksycznej chwili

zmarszczonych powiek

 

to gra w domino

płytka za płytką

słowo za słowem

 

czasami brakuje kamienia

czasami któryś się przewraca

czasami oczko płata figle

czasami zdarzają się cuda

 

sznur kamieni już długi

droga wciąż otwarta

mam szczęście

 

Mimoza

myślałam że przyjaźń jest nieśmiertelna

że z czasem wypiła bruderszaft

że zna dialektyczne prawdy

że na piętach ma podkowy szczęścia

tymczasem jednej było brak

 

dzisiaj już wiem

że na przepraszam

dla mimozy jest zawsze

o jeden dotyk

za późno

 

Narodziny

świt wyszedł z kokonu

bielinek rozpostarł skrzydła

na liściu paproci

 

Ósme niebo

w ósmym niebie

nie ma niebiańskich traktów

i krokusów zapomnienia

w ósmym niebie rozdają liście figowe

i stoi tam okrągły stół

stół na wariackich papierach

piwa nie podają

ósme niebo to przystanek

karczma RZYM dla tych

którzy święcą każdy środek

w ósmym niebie na stole

dowody biją po oczach

błyszczą partyzanckie ostrza

Makbetowskich noży

stępionych na marzeniach

o siódmym niebie

zbyt blisko stąd do piekła

zbyt daleko z tego nieba

do nieba

 

Paradoks

noszę z sobą swój dom

puszkę prowokacji

wokół której fruwają motyle


ZŁAP AFORYZM NA LITERĘ E

 


WOJCIECH WIERCIOCH - AFORYZMY

Zatrzymajcie się na chwilę nad słowami Wojciecha: 😊😉

·   Egoizm najpiękniej rozkwita pod postacią altruizmu.

·   Einstein zadawał sobie pytanie: co by było, gdyby było możliwe to, co jest niemożliwe (gdyby na przykład mógł się poruszać z prędkością światła). Te fantastyczne założenia doprowadziły go do fantastycznych rezultatów.

·   Einstein: „Masa ciała jest miarą jego energii”. Dlatego masywnych i energicznych kobiet boję się jak bomby atomowej.

·   Ekonomia myślenia doprowadza do genialnych odkryć lub wybitnej bezmyślności.

·   Ekspresjonizm może być groteskową ironią lub katastroficzną wizją; przejawem kryzysu wartości lub poszukiwaniem sensu; dramatyzmem manii lub spokojem depresji.

·   Ekspresjonizm: przerobić damę z łasiczką na lwicę z dziewczynką?

·   Elegia. Tu... spoczywają nasze złudzenia. Na szczęście – i nieszczęście – rodzą się nowe iluzje.

·   Elita nie jest zaułkiem narodu – jest jego wieżą obserwacyjną i basztą obronną: musi więc wznosić się ponad poziom przeciętności. „Naród wyraża swoje powołanie w świecie w swoich wielkich twórcach, a nie w bezosobowym kolektywizmie” – pisał Mikołaj Bierdiajew.

·   Elokwentny. Lał wodę, rzucając słowa na watr. Nie rozpętał burzy mózgów...

·   Emocje mogą promieniować chaotycznie (irradiacja uczuć) lub konstytuować się w struktury, których zewnętrznym przejawem są symbole (vide: Jung – archetypy). J.S. Bolen: „Gdy w określonej sytuacji nastąpi aktywizacja archetypowej warstwy nieświadomości, towarzyszy temu duża intensywność emocji oraz tendencja do nadania jej wyrazu symbolicznego. Wówczas zachodzi zmiana na poziomie doświadczenia codziennego: czujemy się natchnieni, otoczeni atmosferą «magii»; mamy poczucie uczestnictwa w krucjacie”.

·   Epigramat: aforyzm, który niedostatek treści kompensuje kunsztownością formy. Zresztą każdy wiersz charakteryzuje się hipertrofią formy (by ukryć atrofię treści).

·   Epileptyk był kiedyś opętanym (patos), obecnie jest chorym (etos), a kiedyś będzie zdrowym inaczej (paradoks).

·   Epitafium dwuznaczne: „nie żałuję”. Krótka praca – wieczne odpoczywanie...

·   Epopeja: sposób ekspresji megalomanii autora.

·   Erotoman i erotuman mają podobne zainteresowania...

·   Erystyka: nie mam racji, ale mam argumenty. Retoryka: nie mam argumentów, ale mam rację.

·   Erystyka: niejedna teza ma zeza!

·   Estetyzm (na przykład Oscara Wilde’a): preferencje dla chwastów... Jeśli są ładniejsze od zboża.

·   Etiologia depresji (z perspektywy paradoksalnej). Próby poprawienia humoru smutnej osobie mogą się przyczynić do zmiany przejściowego przygnębienia w przedłużający się stan depresji. Dlatego psychoterapeuta powinien być satyrykiem: smutnym błaznem.

·   Etykietka (element etykiety) determinuje zachowanie człowieka (na zasadzie samospełniającej się przepowiedni). Zrywaj więc z siebie brzydkie i niskoprocentowe etykietki – i przyklejaj je innym!


ZŁAP AFORYZM NA LITERĘ D

 


WOJCIECH WIERCIOCH - AFORYZMY

Zatrzymajcie się w swym biegu życia i podumajcie sobie nad słowami Wojciecha: 😊😉


·   Długi wdzięczności podlegają prawom lichwy.

·   Do kieszeni można włożyć ręce lub rękawiczki. Tak jak w notatnik można wcisnąć myśli lub pokrowce na myśli.

·   Do świadomości niektórych ludzi możemy się wedrzeć... Jedynie wbijając im siekierę w głowę.

·   Dobra kobieta jest jak dobra teoria: weryfikować ją można ciągle i trudno ją sfalsyfikować...

·   Dobra nowina: żeby nie umierać, musimy tylko umrzeć.

·   Dobra pamięć jest zwykle zaletą intelektu, ale często bywa wadą charakteru.

·   Dobre imię nie zawsze pasuje do wyrobionego nazwiska.

·   Dobre imię nie zrekompensuje złego nazwiska.

·   Dobre słowo mało kosztuje, a wiele waży. Jak wielki kamień – pointuje ironista.

·   Dobro nie budzi zaufania, bo jest podejrzewane o słabość (także: słabość do zła).

·   Dobry człowiek powinien być – by pokonać zło – inteligentny jak diabli.

·   Dobry mąż poświęca się dla swej dobrej żony. Jednak dobra żona nie powinna mu na to pozwolić.

·   Dobry pisarz to martwy pisarz!!!

·   Dojenie krowy: petting zoofila.

·   Dom spokojnej starości: kontynuacja domu niespokojnej młodości.

·   Domysły bywają wymysłami lub pomysłami. Wszystko zależy od metody myślenia.

·   Don Kichot XXI wieku będzie walczył z komputerami, wyobrażając sobie, że rywalizuje z robotami.

·   Doświadczenie trzeba kupić, żeby je odsprzedać z zyskiem. A czy można je pożyczyć?

·   Doświadczenie uczy szybko i bezbłędnie, ale na błędach, więc nikt się nie chce uczyć.

·   Dowcip: siła słabych. Powaga: słabość silnych.

·   Dowód osobisty jest wyjątkowym dowodem miłości.

·   Dozgonną miłość może zagwarantować tylko tragiczny wypadek podczas nocy poślubnej.

·   Dramat życia tym się charakteryzuje, że tekst poboczny (didaskalia) ważniejszy jest od tekstu głównego.

·   Droga do szczęścia jest prosta jak promień słońca. I tak długa.

·   Droga kobieta jest drogą. Ale nie jest mostem.

·   Drzewo – dryfujące na fali – ma wrażenie wolności i kpi sobie z konserwatyzmu. Za karę i w nagrodę zostanie przerobione na figurę Chrystusa frasobliwego.

·   Drzewo genealogiczne jest zawsze drzewem życia; ale tylko wyjątkowo – drzewem wiadomości.

·   Drzewo genealogiczne kwitnie często kwiatami zła, by rodzić piękne i zdrowe owoce... Zakazane.

·   Drzewo poznaje się po deskach – sentencja producenta boazerii.

·   Drzewo wiadomości – to dla mnie choinka: wpatruję się w nią, porządkując stare i tworząc nowe informacje.

·   Drzewo wiadomości dobrego i złego: świerk oblepiony plakatami wyborczymi.

·   Drzwi bez klamek są oknem na świat; kaftan bezpieczeństwa jest garniturem niepokoju.

·   Dumny człowiek musi protekcjonalnie klepać – po ramieniu – biedę.

·   Dusza może być kwitnącą łąką... zrytą przez dzikie świnie. Szukały cebulek, a znalazły tylko perły.

·   Dwa razy daje, kto szybko daje. W dupę (tylko niezły wycisk, dobra szkoła życia – warunkiem sukcesu). Niech cię nie szokuje terapia szokowa!

·   Dwa razy daje, kto wolno daje: po raz pierwszy cieszy nadzieją, a za drugim razem raduje prezentem (który ponadto został rozsądnie wybrany – bo był czas na decyzję).

·   Dwa razy pomyśl, zanim niczego nie zrobisz. A zanim coś zrobisz – myśl nieskończoną ilość razy.


AUTOBIOGRAFIA

 


Przedmowa do książki Pamięć i fantazja. Autobiografia

Autor: Wojciech Wiercioch

(Wydawnictwo Miniatura, Kraków 2011)

  

Od dzieciństwa marzyłem o życiu pełnym przygód i podróży, bogatym w wydarzenia, inspirujące spotkania… Wiedziałem, że jego ukoronowaniem, puentą będzie autobiografia…

Zawsze przerażał mnie mętny strumień czasu, bezlitośnie pochłaniający każde zdarzenie, każde wspomnienie, każde marzenie, każde ludzkie istnienie. Miałem obsesję śmierci – lęk przed niebytem. Nie bałem się nawet najbardziej bezlitosnych i upokarzających przedśmiertnych cierpień – obawiałem się tego, że rozpłynę się w nicości.

Nigdy nie potrafiłem zrozumieć fascynacji dążeniem do stanu nirwany; wolałem już krążyć po tym świecie w zaklętym kręgu kolejnych wcieleń (choćby jako dżdżownica czy jaszczurka). Myślałem: Jeśli kiedyś będę się musiał rozpłynąć jak mgła nad Nowym Targiem lub chmury nad Turbaczem – to jaki ma sens moje życie? Jeśli znów stanę się prochem ziemi – to wszystkie moje wspomnienia, doznania, dążenia, marzenia są bez sensu! Jeśli kiedyś nie będę istniał – to już teraz moja egzystencja pozbawiona jest podstawy i uzasadnienia. Jeśli jestem jedynie piórkiem i listkiem na wietrze – to życie jest absurdem, złudzeniem, szaleństwem, przekleństwem. Choć wychowywałem się w rodzinie katolickiej i chciałem wierzyć w niebo i świętych obcowanie… nie mogłem się pozbyć wątpliwości… Pierwszy kryzys religijny przyszedł, gdy dowiedziałem się… że Święty Mikołaj nie istnieje. Rozwiało się wówczas misterium święta podarków. A na dodatek stałem się przedmiotem żartów (że tak długo wierzyłem w tę bajeczkę). Upokorzony i rozdrażniony jak lew, który rzucił się na antylopę z plastiku, myślałem: Jeśli okłamywali mnie rodzice, nauczyciele, księża – to gdzie są granice oszustwa? I kiedy wreszcie powiedzą mi, że cała Biblia to tylko zbiór bajeczek, które opowiada się młodszym i starszym dzieciom tylko po to, by były grzeczne i posłuszne? Nie mogę nikomu wierzyć; muszę sam wszystko sprawdzić.

Moja wiara (w życie wieczne) stała się krytyczna; a pragnienie nieśmiertelności – bezkrytyczne. Postanowiłem więc zbudować sobie pomnik trwalszy od spiżu. Miało to jednak nastąpić dopiero na emeryturze (wiedziałem już dobrze, że będę emerytem, ale nie miałem jeszcze pojęcia, kim będę wcześniej, jaki zawód będę wykonywał). Uświadomiłem sobie, że Potwór Nicości, zanim całkowicie nas pożre, już wcześniej rozpoczyna swoją destrukcyjną wojnę podjazdową, podgryzając nasze wspomnienia. Żeby nie tracić tych drobnych cząstek siebie, mając szesnaście lat, zacząłem prowadzić diariusz tudzież raptularz: zapisywałem na bieżąco i na gorąco wydarzenia z życia bardziej lub mniej prywatnego (nie wykazując przy tym większych starań o literacką formę przekazu). I czekałem, aż zdarzy się coś, co warto utrwalić…

Później – pod wpływem olśnienia, rewolucji wewnętrznej, deautomatyzacji – stałem się pisarzem. Nadal jednak odsuwałem spisywanie wspomnień w rejony bliżej nieokreślonej przyszłości, i to raczej dalszej niż bliższej. Co więc sprawiło, że właśnie teraz – gdy zacząłem życie po czterdziestce – postanowiłem zabrać się do układania i wykładania wyznań?

Rudolf Steiner, idąc śladem Solona, podzielił życie człowieka na siedmioletnie odcinki, które korespondują z fazami rozwoju fizycznego i duchowego; co siedem lat mają miejsce procesy inicjacyjne. W wieku dwudziestu jeden lat dochodzi do narodzin samoświadomej duszy, która uzyskuje pełną dojrzałość w czterdziestym drugim roku życia. Dopiero w tym okresie egzystencji jesteśmy naprawdę „obudzeni” i otwarci na PRAWDĘ.

Pamięć i fantazja to wspomnienia obejmujące czterdzieści dwa lata mojego życia, podzielone na sześć ksiąg i sto rozdziałów. Każda księga (mająca od kilku do kilkunastu rozdziałów) zawiera opis siedmiu lat życia i jest prezentacją jednego z etapów rozwoju osobowości; stanowi odzwierciedlenie archetypu sterującego – według C.G. Junga – danym okresem życia. Kolejne fazy biografii – kolejne księgi – następują po sobie w takim oto porządku: Niewinny, Sierota, Męczennik, Wędrowiec, Wojownik, Mag.

„Imam się przedsięwzięcia, które dotychczas nie miało przykładu i nie będzie miało naśladowcy. Chcę pokazać moim bliźnim człowieka w całej prawdzie jego natury; a tym człowiekiem będę ja. Ja sam. Czuję moje serce i znam ludzi. Nie jestem podobny do żadnego z tych, których widziałem; śmiem wierzyć, iż nie jestem podobny do żadnego z istniejących. Jeśli nie lepszy, w każdym razie jestem inny” – tak rozpoczął swoje Wyznania Jean Jacques Rousseau. Ja również postanowiłem opisać swoje życie, przebiegające wielotorowo i wielobarwnie. I chcę to zrobić w sposób oryginalny i ciekawy. Oczywiście – w przeciwieństwie do francuskiego filozofa i prozaika – nie zamierzam przekonywać, że moje dzieło będzie absolutnym ewenementem. Wprawdzie chciałbym wyrazić własną indywidualność i niepowtarzalność, ale mam przecież świadomość, że tego typu wspomnienia pisało już przede mną wielu autorów. Zagram więc w otwarte karty i wyznam, co było moją inspiracją i co chciałbym w twórczy sposób wykorzystać…

Postaram się zdobyć na maksymalną szczerość, choć nie zamierzam naśladować ekshibicjonizmu Rousseau (nie będę na przykład pisał o pewnych faktach, żeby nie ranić osób, z którymi chciałbym dalej żyć we względnej harmonii). Mam nadzieję, że uda mi się uniknąć histerycznego stylu autora Wyznań, choć miejscami pozwolę sobie na bardziej emocjonalny ton.

Bardzo cenię Wyznania świętego Augustyna, ale ich forma – rodzaj spowiedzi czy też rozmowy z Bogiem – niezbyt przystaje do trendów literackich XXI wieku (choć moje wspomnienia też będą miejscami przypominać rachunek sumienia, żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy). Nie zamierzam jednak gloryfikować swojej przeszłości, jak czynił to na przykład Salvador Dali (Moje sekretne życie).

Wprawdzie wydarzenia mojego życia przypominały nieraz fabułę powieści łotrzykowskiej – jednak nie będę ich przedstawiał w formie gawędy szlacheckiej (vide: H. Rzewuski, Pamiętniki Soplicy; J. Ch. Pasek, Pamiętniki; A. Fredro, Trzy po trzy). Co nie znaczy, że będzie to książka pozbawiona anegdot i humorystycznego spojrzenia na siebie i innych (mistrzem może tu być Mark Twain – jako autor Autobiografii).

Moim zamiarem nie jest mechaniczne przedstawienie wydarzeń; chciałbym, żeby zostały one uporządkowane i zinterpretowane w taki sposób, by mogły się stać zbiorem wskazówek i antyprzykładów dla inteligentnego czytelnika. Pisanie o faktach z życia autora ma sens jedynie wówczas, gdy zawarte jest w nich jakieś przesłanie, jakiś morał, jakaś konkluzja, nie zaś odstręczające moralizatorstwo. Moim zdaniem udało się to Beniaminowi Franklinowi w Żywocie własnym.

Życie jest nie tylko długim i poplątanym ciągiem zdarzeń i przygód. Prawdziwe życie jest ewolucją, rozwojem intelektualnym i duchowym. Podróż po koncepcjach i ideach może być bardziej fascynująca – a na pewno bardziej pouczająca – niż wycieczka krajoznawcza. A szczególnie intrygująca potrafi być analiza związków życia z twórczością.

Efektowne fajerwerki egzystencji przesłaniane bywają nieraz szarą mgłą monotonnej pracy intelektualnej – o czym w Autobiografii pisał Karl Jaspers: „Będąc dziełem ducha, filozofia związana jest w swoich motywacjach i inspiracjach z tokiem określonego życia indywidualnego. Związek ten zachowuje swą moc i wtedy, gdy życie, jak moje, było zwyczajne i ustronne, bez zdarzeń interesujących ogół, lub może interesującym na tyle, na ile interesującym bywa dla ludzi życie innego człowieka”.

Nad TRANSMUTACJONIZMEM – moim systemem filozoficzno-ezoterycznym – dane mi będzie, mam nadzieję, pracować jeszcze wiele lat. Nie jest on jeszcze dopracowany do ostatniej kropki i przedostatniego przecinka… Ale przebyłem już daleką drogę, mogę więc niekiedy wejść w rolę przewodnika po tajemniczych ezoterycznych światach. Nie doszedłem jeszcze do punktu Ω – moja książka to tylko „zapowiedź równonocy” (vide: M. Eliade).

Zdecydowałem się stworzyć reportaż z przebiegu pierwszej połowy maratonu…

„Zdecydowałem się zająć sobą nie tylko dlatego, że doświadczam potrzeby wyrażenia siebie, ale także dlatego, że może to sprzyjać postawieniu i rozwiązaniu problemu człowieka i ludzkiego losu, a także zrozumieniu naszej epoki. Odczuwam także potrzebę wyjaśnienia własnych sprzeczności. Tego typu książki wiążą się z tajemną mocą w człowieku, z pamięcią. Pamięć i zapomnienie przeplatają się. Wiele spraw zapominam na pewien czas, wiele znika z mojej świadomości, ale zachowuje się w głębi podświadomości. Zawsze prześladowało mnie zapominanie. Niekiedy zapominałem nie tylko wydarzenia mające znaczenie, ale zapominałem także ludzi, którzy odegrali rolę w moim życiu. Zawsze uważałem, że jest to coś niewłaściwego. W pamięci tkwi moc wskrzeszająca, pamięć chce zwyciężyć śmierć. Nadchodził moment, kiedy znowu przypominałem sobie to, co zapomniałem. Moja pamięć miała charakter aktywno-przemieniający. Nie należę do ludzi zwróconych ku przeszłości, jestem zwrócony ku przyszłości. Przeszłość ma dla mnie znaczenie jako brzemienna przyszłością. Nie znam stanów smutku, charakterystycznych dla ludzi zwróconych ku przeszłości. Właściwy jest mi raczej stan tęsknoty, który jest czymś całkowicie innym niż smutek. Jestem raczej człowiekiem dramatycznym niż lirycznym, co powinno odbić się w mojej autobiografii. Rozmyślając o swoim życiu, dochodzę do wniosku, że nie było to życie metafizyka w zwykłym sensie tego słowa. Było zbyt pełne cierpień i dramatycznych wydarzeń, osobistych i społecznych. Poszukiwałem prawdy, ale moje życie nie było mądre, nie panował w nim rozum, było w nim zbyt wiele spraw irracjonalnych. Świetliste okresy mego życia przeplatały się z okresami ciemnymi i dla mnie pełnymi cierpienia, okresy wzlotów przeplatały się z okresami upadków. Jednak nigdy, w żadnym z tych okresów nie przestawałem usilnie myśleć i poszukiwać. Chciałbym wskrzesić najbardziej świetliste i twórcze okresy mego życia. Chciałbym, żeby pamięć zwyciężyła zapomnienie w stosunku do wszystkiego, co jest wartościowe w moim życiu” – pisze Mikołaj Bierdiajew w Autobiografii filozoficznej.

I mówi to za mnie, w moim imieniu: „Marcel Proust, który poświęcił całą swoją twórczość problemowi czasu, w ostatnim tomie cyklu W poszukiwaniu straconego czasu napisał: «J’avais trop expérimenté l’impossibilité d’atteindre dans la réalité ce qui était au fond moi-même» [Zbyt długo doświadczałem niemożności osiągnięcia w świecie realnym tego, co kłębi się w moim wnętrzu]. Te słowa mogłyby być epigramem do mojej książki. To, o czym mówi Proust, było doświadczeniem całego mojego życia. Zamysł mojej książki jest sprzeczny dlatego, że najbardziej skryty człowiek próbuje siebie wyjawić. Jest to bardzo trudne. Dyskrecja nie pozwala mi mówić o wielu sprawach, które odegrały ogromną rolę nie tylko w moim zewnętrznym, ale także w moim wewnętrznym życiu”.

 

Wojciech Wiercioch

Kraków, 6 maja 20073 maja 2009 roku

 

 

 

 

W tejże książce jako motto znalazły się poniższe cytaty.

Pochodzą one z utworu Warunki i ograniczenia autobiografii

autorstwa Georges’a Gusdorfa, zamieszczonego w Autobiografii,

napisanej pod red. M. Czermińskiej

(przekład zbiorowy, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009)

 

 

„Człowiek podejmujący wysiłek opowiadania o sobie wie, że teraźniejszość różni się od przeszłości i że się nie powtórzy w przyszłości; staje się wrażliwy raczej na różnice niż na podobieństwa. W ciągłym odnawianiu się, w niepewności co do wydarzeń i ludzi, wierzy, że jest rzeczą pożyteczną i ważną utrwalić swój własny obraz, skazany w przeciwnym wypadku na zagładę, jak wszystko na tym świecie. Historia chce być pamięcią ludzkości na drodze ku nieprzewidywalnym przeznaczeniom; walczy przeciwko rozkładowi form i istnień. Każdy człowiek jest ważny dla świata, każde życie i każda śmierć; świadectwo, jakie każdy składa o sobie samym, wzbogaca wspólne dziedzictwo kultury”.

 

„Wyznanie, wysiłek przypomnienia jest jednocześnie poszukiwaniem ukrytego skarbu, ostatniego wyzwalającego słowa, ratującego w ostatniej instancji żywot, który wątpił w swoją własną wartość. Temu, kto podejmuje to przedsięwzięcie, chodzi o zawarcie traktatu pokojowego i jak gdyby nowego sojuszu z sobą samym i ze światem. Człowiek dojrzały lub stary, który ujmuje swoje życie w formie opowiadania, chce zaświadczyć w ten sposób, że nie istniał daremnie; wybiera nie bunt, lecz pojednanie i realizuje je w samym akcie zbierania rozproszonych elementów pewnego losu, o którym sądzi, iż był godny przeżycia. Dzieło literackie, dzięki któremu podaje siebie za przykład, jest środkiem uczynienia tego losu bardziej doskonałym i doprowadzenia go do szczęśliwego końca”.

 

„Znaczenia autobiografii należy więc szukać poza prawdą i fałszem, tak jak je pojmuje naiwny zdrowy rozsądek. Jest ona niewątpliwie dokumentem pewnego życia, a historyk ma pełne prawo zbadać jego wiarygodność i dokładność. Ale chodzi także o dzieło sztuki, a czytelnik ze swej strony jest wrażliwy na harmonię stylu czy piękno obrazów”.

 

„Uprzywilejowanie autobiografii polega więc koniec końców na tym, że ukazuje nam ona nie obiektywne etapy jakiegoś życia – ich dokładne zbadanie jest zadaniem historyka – lecz wysiłek twórczy, aby przekazać sens własnej legendy”.

 

„Każdy jest tutaj dla siebie samego życiową stawką w grze, której nie można ani całkiem przegrać, ani całkiem wygrać. Twórczość artystyczna jest walką z aniołem, w której twórca jest tym bardziej pewny klęski, że przeciwnikiem jest wciąż on sam. Walczy ze swoim cieniem, pewny jedynie tego, że go nigdy nie uchwyci”.

 

Georges Gusdorf 

AKTUALNOŚCI

RECENZJA

  AUTORZY POWIEŚCI O CHOPINIE:  JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH & WOJCIECH WIERCIOCH AUTORKA RECENZJI: ANNA STASIUK „Zaklinacz dźwięków. Powie...