WOJCIECH WIERCIOCH - PRZEWODNIK

 


Poniżej znajdziecie spis treści książki Wojciecha Wierciocha "Krótka historia głupoty i mądrości. Przewodnik i poradnik" (Miniatura, Kraków 2016). Spis jest bardzo rozbudowany, ale tym sposobem bardzo przejrzysty - wiadomo czego się spodziewać w danej części dzieła. Układ haseł jest chronologiczny.

Zachęcamy do lektury całego poradnika! 😉


SPIS TREŚCI

PRZEDMOWA

GŁUPOTA I GŁUPIEC – MĄDROŚĆ I MĘDRZEC


1. STAROŻYTNOŚĆ

PREHISTORIA

            Bajka, przysłowie, mit

SZAMANIZM

U ŹRÓDEŁ AFORYZMU

            Ptah-Hotep, Meri-Ka-Re, Amen-Em-Hat, Ani, Amen-Em-Opet

STARY TESTAMENT

            Mojżesz, Dawid, Salomon

LITERATURA SAPIENCJALNA

            Egipt, Mezopotamia, Izrael

MITOLOGIA GRECKA

LITERATURA GREKÓW

            Hezjod, Homer, Pindar, Simonides, Ajschylos, Sofokles, Eurypides, Ezop i inni

HISTORIOGRAFIA

            Herodot, Tukidydes, Ksenofont

SIEDMIU MĘDRCÓW GRECKICH

Kleobulos z Lindos, Periander z Koryntu, Bias z Prieny, Pittakos z Lesbos, Chilon Lacedemończyk, Solon Ateńczyk, Tales z Miletu

GENEZA FILOZOFII

PRESOKRATYCY

            Tales z Miletu, Empedokles, Demokryt z Abdery i inni

ELEACI

            Parmenides, Zenon z Elei

PITAGOREJCZYCY (Pitagoras z Samos)

HERAKLIT

SOKRATES

PLATON

ARYSTOTELES

NEOPLATONIZM (Plotyn)

SOFIŚCI I MEGAREJCZYCY

            Protagoras z Abdery, Gorgiasz z Leontinoi i inni

CYNICY I CYRENAICY

            Antystenes z Aten, Diogenes z Synopy, Arystyp z Cyreny

SCEPTYCYZM

            Pyrron z Elidy, Sekstus Empiryk i inni

EPIKUREIZM

            Epikur z Samos, Lukrecjusz

STOICYZM

            Zenon z Kition, Seneka, Epiktet, Marek Aureliusz

EKLEKTYZM. Wszystkie drogi do Rzymu

FILOZOFIA PRAKTYCZNA (Marek Tullius Cicero)

            Pedagogika

            Moralistyka

LITERATURA RZYMIAN

            Wergiliusz, Horacy, Owidiusz

RELIGIE I FILOZOFIE WSCHODU

            Hinduizm

            Konfucjanizm

            Taoizm

            Buddyzm

CHRZEŚCIJAŃSTWO (Jezus Chrystus)

            Apostołowie i ewangeliści

            Ojcowie Kościoła

            Ojcowie Pustyni

APOFTEGMAT

 

2. ŚREDNIOWIECZE

AUGUSTYN AURELIUSZ

BOECJUSZ

BENEDYKT Z NURSJI

FRANCISZEK Z ASYŻU

TOMASZ Z AKWINU

EZOTERYZM: GNOZA, MAGIA, MISTYKA

ISLAM

            Mahomet, Ali ibn Abi Talib, Al-Farabi, Awicenna, Awerroes

LITERATURA ŚREDNIOWIECZNA

            Dżalaluddin Rumi, François Villon, Geoffrey Chaucer

 

3. RENESANS

DANTE ALIGHIERI

FRANCESCO PETRARKA

GIOVANNI BOCCACCIO I INNI

ŻYCIE SPOŁECZNE

            Baltazar Castiglione, Niccolo Machiavelli

            Utopie

ŻYCIE NAUKOWE I ARTYSTYCZNE

Johann Gutenberg, Leonardo da Vinci, Mikołaj Kopernik, Mikołaj Rej, Jan Kochanowski, Giordano Bruno, Galileo Galilei, Paracelsus, Michał Anioł Buonarotti, Albrecht Dűrer, François Rabelais

HUMANIŚCI

            Marsilio Ficino, Giovanni Pico della Mirandola, Erazm z Rotterdamu

AFORYŚCI I ESEIŚCI

            Francesco Guicciardini, Michel de Montaigne, Francis Bacon, Jan Żabczyc

ŻYCIE RELIGIJNE

            Marcin Luter, Ignacy Loyola, Teresa z Avila, Jan od Krzyża

4. WIEK XVII

HISZPANIA

            Miguel Cervantes de Saavedra, Francisco de Quevedo, Baltasar Gracián

ANGLIA

William Shakespeare, John Milton, Thomas Hobbes, John Locke, Izaak Newton, Robert Burton, Thomas Browne

POLSKA I INNI

Baruch Spinoza, Gottfried Wilhelm Leibniz, Jakub Böhme, Wacław Potocki, Jan Chryzostom Pasek, Andrzej Maksymilian Fredro

FRANCJA

Jean de La Fontaine, Molier, René Descartes (Kartezjusz), Blaise Pascal, François de La Rochfoucauld, Jean de La Bruyère

 

5. WIEK XVIII

FRANCJA

Luc de Clapiers de Vauvenargues, Sebastien-Roch Nicolas Chamfort, Antoine Rivarol, Joseph Joubert, Monteskiusz, Wolter, Jan Jakub Rousseau, Denis Diderot

            Libertynizm

ANGLIA

            William Blake

            Narodziny powieści

                  Daniel Defoe, Jonathan Swift, Henry Fielding, Laurence Sterne

            Moralistyka

Joseph Addison, Richard Steele, Bernard de Mandeville, Samuel Johnson, James Boswell, Oliver Goldsmith, William Hazlitt

            Wojna racjonalizmu z empiryzmem

                  George Berkeley, David Hume

NIEMCY

Immanuel Kant, Fryderyk Schiller, Johann Wolfgang Goethe, Fryderyk Hölderlin, Christian Thomasius, Christian Wolf, Christian Garve, Adolf Knigge

            Fragment

Georg Christoph Lichtenberg, Friedrich Schlegel, Friedrich von Hardenberg (Novalis), Jean Paul Friedrich Richter (Jean Paul)

POLSKA I RESZTA ŚWIATA

Ignacy Krasicki, Wincenty Ignacy Marewicz, Alojzy Żółkowski, Emmanuel Swedenborg, Giambattista Vico

 

6. WIEK XIX

WIEK POWIEŚCI

LITERATURA FRANCUSKA

Françoic René de Chateaubraiand, Gérard de Nerval, Alfred de Musset, Wiktor Hugo, Stendhal, Honoriusz Balzak, Gustave Flaubert, Emil Zola, Guy de Maupassant, Charles Baudelaire, Artur Rimbaud

LITERATURA ANGIELSKA

Walter Scott, George Gordon Byron, Percy Bysshe Shelley, John Keats, Karol Dickens, Levis Carrol, Oscar Wilde i inni

LITERATURA AMERYKAŃSKA

Washington Irving, Nataniel Hawthorne, Edgar Allan Poe, Herman Melville, Walt Whitman, Emily Dickinson, Mark Twain

LITERATURA SKANDYNAWSKA

            Hans Christian Andersen, Henryk Ibsen, August Strindberg

LITERATURA NIEMIECKA

Bracia Grimm, Heinrich Heine, Christian Friedrich Hebbel, Ernst Theodor Amadeus Hoffman, Heinrich von Kleist

LITERATURA ROSYJSKA

Aleksander Puszkin, Michał Lermontow, Iwan Gonczarow, Mikołaj Gogol, Fiodor Dostojewski, Lew Tołstoj, Iwan Turgieniew, Michał Sałtykow-Szczedrin, Antoni Czechow

LITERATURA POLSKA

Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński, Cyprian Kamil Norwid, Aleksander Fredro

            Aforystyka polska XIX wieku

Karol Kazimierz Kurpiński, Kazimierz Brodziński, Ignacy Piotr Legatowicz, Stefan Witwicki, Jan Fedorowicz, Władysław Walenty Fedorowicz, Adolf Dygasiński, Jan Ignacy Niecisław Baudouin de Courtenay

FILOZOFIA

            Moraliści i amoraliści

Michał Wiszniewski, Cesare Lombroso, Johann Gottlieb Fichte, Georg Wilhelm Friedrich Hegel, Ludwik Feuerbach, Søren Kierkegaard, Artur Schopenhauer, Fryderyk Nietzsche, Giacomo Leopardi, Henri-Frédéric Amiel

            Utylitaryzm

                  Jeremy Bentham, John Stuart Mill

            Pragmatyzm

                  Charles Sanders Peirce, William James

            Transcendentalizm

                  Ralph Waldo Emerson, Henry David Thoreau

            Mesjanizm

                  Józef Maria Hoene-Wroński, August Cieszkowski, Bronisław Trentowski

NAUKI HUMANISTYCZNE

            Fryderyk Schleiermacher, Fryderyk Wilhelm von Schelling, Hipolit Taine

NAUKI SPOŁECZNE

            Absolutyzm (Napoleon Bonaparte)

            Pozytywizm

                  August Comte, Herbert Spencer

            Komunizm

            Anarchizm

                  Pierre Proudhon, Michał Bakunin, Piotr Kropotkin, Georges Sorel

            Konserwatyzm

                  Edmund Burke, Joseph de Maistre, Alexis de Tocqueville

            Indywidualizm

                  Gustave Le Bon, Max Stirner, Thomas Carlyle

PEDAGOGIKA

Jan Amos Komeński, Jan Jakub Rousseau, Johann Heinrich Pestalozzi, Friedrich Adolf Diesterweg, Friedrich Wilhelm August Fröbel, Johann Friedrich Herbart

NAUKI PRZYRODNICZE

Karol Darwin, Ludwik Pasteur, Gregor Johann Mendel, Alfred Nobel, Dymitrij Mendelejew, Wilhelm Conrad Röntgen, Thomas Edison, Jules Henri Poincaré, Paul Ehrlich

 

7. WIEK XX

POEZJA I PROZA FRANCUSKA

Guillaume Apollinaire, André Breton, René Char, Paul Valéry, Anatol France, André Gide, Marcel Proust, Louis Ferdinand Céline, Jean-Paul Sartre, Albert Camus, Antoine de Saint-Exupéry, André Malraux, François Mauriac, Georges Bernanos

POEZJA I PROZA ANGIELSKA

Joseph Conrad, James Joyce, Virginia Woolf, Herbert George Wells, John Galsworthy, William Somerset Maugham, Aldous Huxley, George Orwell, David Herbert Lawrence, Malcolm Lowry, Gilbert Keith Chesterton, John Ronald Reuel Tolkien, Clive Staples Lewis, Graham Greene, Thomas Stearns Eliot, William Butler Yeats

POEZJA I PROZA AMERYKAŃSKA

Ezra Pound, Robert Lee Frost, Henry James, William Faulkner, Ernest Hemingway, John Dos Passos, Francis Scott Fitzgerald, Truman Capote, Henry Miller, Vladimir Nabokov, John Steinbeck i inni

POEZJA I PROZA NIEMIECKA

Gustav Meyrink, Franz Kafka, Tomasz Mann, Herman Hesse, Alfred Döblin, Gottfried Benn, Arthur Schnitzler, Günter Grass, Winfried Georg Sebald, Rainer Maria Rilke, Robert Musil, Hermann Broch, Elias Canetti, Thomas Berenhard i inni

POEZJA I PROZA ROSYJSKA

Aleksander Błok, Włodzimierz Majakowski, Osip Mandelsztam, Nadieżda Mandelsztam, Anna Achmatowa, Maksym Gorki, Iwan Bunin, Borys Pasternak, Michał Bułhakow, Warłam Szałamow, Aleksander Sołżenicyn i inni

POEZJA I PROZA INNYCH NARODÓW

Fernando Pessoa, José Saramago, Jorge Luis Borges, Julio Cortázar, Ernesto Sábato, Gabriel Garcia Márquez, Mario Vargas Llosa, Carlos Fuentes, Giuseppe Tomasi Di Lampedusa, Dino Buzzati, Alberto Moravia, Italo Calvino, Umberto Eco, Oriana Fallaci, Kostandinos Kawafis, Jorgos Seferis, Jaroslav Hašek, Bohumil Hrabal, Milan Kundera, Sandor Marai, Yasunari Kawabata, Abe Kōbō i inni

POEZJA I PROZA POLSKA

            Satyra

            Krótka forma literacka

            Literatura non-fiction

            Proza

            Poezja (Zbigniew Herbert)

DRAMAT

Luigi Pirandello, George Bernard Shaw, Bertolt Brecht, Samuel Beckett, Eugène Ionesco i inni        

AUTOBIOGRAFIA, BIOGRAFIA, POWIEŚĆ (AUTO)BIOGRAFICZNA

            Irving Stone, Agneta Pleijel, Laura Pariani, Karl Ove Knausgård

DZIENNIK

Henri-Fredédéric Amiel, Stanisław Brzozowski, Karol Irzykowski, Andrzej Trzebiński, Andrzej Bobkowski, Miron Białoszewski, Józef Czapski, Witold Gombrowicz, Stefan Kisielewski, Leopold Tyrmand, Andrzej Kijowski, Gustaw Herling-Grudziński, Bronisław Malinowski, Ryszard Kapuściński, Henryk Elzenberg, Jerzy Prokopiuk, Virginia Woolf, Simone Weil, Thomas Merton, Ludwig Wittgenstein, Enzo Paci, Elias Canetti, Ernesto Sábato, Sándor Márai, Ernst Jünger, Mircea Eliade, Emil Cioran, Fernando Pessoa, Wasilij Rozanow, Mariusz Wilk

ESEJ

            Bolesław Miciński, Jerzy Stempowski, Stanisław Vincenz

GATUNKI DZIENNIKARSKIE

            Recenzja

            Reportaż

Egon Erwin Kisch, Truman Capote, Swietłana Aleksijewicz, Melchior Wańkowicz, Krzysztof Kąkolewski, Ryszard Kapuściński i inni

            Felieton

                  Stefan Kisielewski i inni

AFORYZM NA ŚWIECIE

Marie von Ebner-Eschenbach, Karl Kraus, Karel Čapek, Ambrose Gwinett Bierce, René Char, Emil Cioran, Ramón Gómez de La Serna, Dag Hammarksjöld i inni

AFORYZM W POLSCE

            Karol Irzykowski, Henryk Elzenberg, Stanisław Jerzy Lec i wielu innych

NAUKI PRZYRODNICZE

Maria Skłodowska-Curie, Albert Einstein, Niels Bohr, Alan Turing, Iwan Pawłow, Aleksander Fleming, Linus Pauling, Hans Selye, Jan Trąbka, Antoni Kępiński, Oliver Sacks i inni

FILOZOFIA

            Filozofia życia (Henri Bergson)

            Neopozytywizm

            Ludwig Wittgenstein

            Fenomenologia                                        

                  Edmund Husserl, Max Scheler i inni

            Martin Heidegger

            Hermeneutyka

                  Hans-Georg Gadamer, Paul Ricoeur

            Strukturalizm

                  Ferdynand de Saussure, Claude Lévi-Strauss i inni

            Egzystencjalizm

Miguel Unamuno, Karl Jaspers, Paul Tillich, Gabriel Marcel, Simone Weil, Jean-Paul Sartre, Albert Camus

            Postmodernizm

                  Jean-François Lyotard, Gilles Deleuze, Jacques Derrida, Richard Rorty

FILOZOFIA ROSYJSKA

            Wasylij Rozanow, Lew Szestow, Mikołaj Bierdiajew

FILOZOFIA POLSKA

            Stanisław Ignacy Witkiewicz, Leszek Kołakowski, Józef Tischner, Ryszard Legutko

RELIGIOZNAWSTWO I TEOLOGIA

Emmanuel Mounier, Jacques Maritain, Pierre Teilhard de Chardin, Romano Guardini, Etienne Gilson, Rudolf Bultmann, Karl Barth, Karl Rahner, Henryk Skolimowski, Włodzimierz Sedlak, Rudolf Otto, Mircea Eliade, William James, Thomas Merton

PSYCHOLOGIA I PSYCHIATRIA

            Psychoanaliza

                  Zygmunt Freud, Erich Fromm, Karen Horney, Alfred Adler, Carl Gustav Jung

            Behawioryzm

            Psychologia humanistyczna

                  Abraham Maslow, Charlotte Büchler

            Psychologia poza schematami

Viktor Frankl, Edward de Bono, Milton H. Erickson, Erik Erikson, Robert Cialdini, Stanley Miligram, Howard Gardner, Malcolm Gladwell, Daniel Goleman

SOCJOLOGIA I POLITOLOGIA

Georg Friedrich Eduard Simml, Max Weber, Vilfredo Pareto, Emil Durkheim, Talcott Parsons, Oswald Spengler, Arnold Toynbee, Marian Zdziechowski, Feliks Koneczny, Roman Dmowski, Florian Znaniecki, José Ortega y Gasset, Elias Canetti, David Riesman, Walter Benjamin, Herbert Marshall McLuhan, Antonio Gramsci, Teodor Adorno, Herbert Marcuse, Hermann Rausching, Karl Raimund Popper, Hannah Arendt, Ayn Rand

ANTROPOLOGIA I KULTUROZNAWSTWO

Edward Burnett Tylor, James Frazer, Ruth Benedict, Margaret Mead, Bronisław Malinowski

PEDAGOGIKA

Granville Stanley Hall, Wilhelm Dilthey, John Dewey, Edward Lee Thorndike, Maria Montessori, Helen Parkhurst, Janusz Korczak, Jean Piaget, Roger Cousinet, Celestyn Freinet, Adolphe Ferrière, Henryk Rowid, Georg Kerschensteiner, Lucjan Zarzecki, Bogdan Nawroczyński, Eduard Spranger, Theodor Litt, Friedrich Wilhelm Förster, Stefan Szuman

PSYCHOTERAPIA I ĆWICZENIA DUCHOWE

Michel Foucault, Pierre Hadot, Michał Heller, Lech Ostasz, Lou Marinoff, Tomasz Mazur, Stanisław Mika, Bartłomiej Dobroczyński, Dariusz Czaja

            Ezoteryzm

Rudolf Steiner, Georgij Iwanowicz Gurdżijew, Colin Wilson, Ken Wilber, Andrzej Wierciński, Jerzy Prokopiuk, Jan Tomkowski, Zenon Waldemar Dudek, Jacek Sieradzan, Aleksander Posacki

SZTUKA ŻYCIA

            Walter Muschg, Joseph Campbell, Christopher Vogler, Łukasz Trzciński

            Poradniki

Narcyz Łubnicki, Jarosław Rudniański, Maximilian Ehrmann, Stanisław Brzozowski, Ludwik Krzywicki, Jan Paweł Władysław Dawid, Wincenty Lutosławski, Tadeusz Gadacz, Zygmunt Bauman, Cyril Northcote Parkinson, Janusz Korwin-Mikke, Jerzy Wittlin, Krzysztof Kłopotowski, Robert Stiller, Alain de Botton, Tom Hodgkinson

            Historycy

                  Jerzy Topolski, Władysław Szumowski, Rens Bod

GŁUPOTA I MĄDROŚĆ – TEORIA I PRAKTYKA

José Antonio Marina, Matthijs van Boxsel, Jacek Dobrowolski, Hans Conrad Zander, Andrzej Zwoliński, Adolf Maria Bocheński, Aleksander Bocheński, Józef Maria Bocheński, Zbigniew Pietrasiński, Roman Zawadzki, Jacek Bolewski, Gabriel Marcel, Jacques Maritain, Krzysztof Rutkowski, Kai Nielsen, Józef Życiński, Władysław Tatarkiewicz, Jan Szczepański, George Steiner, Allan Bloom, Roger Scruton, Anselm Grün, Francesco Alberoni, Roberto Asagioli, Kazimierz Dąbrowski, Mihaly Csikszentmihalyi, Józef Kozielecki, Halina Romanowska-Łakomy, Paweł M. Socha, Aldous Huxley

POSŁOWIE


JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH - OPOWIADANIE

 


Jolanta Szymska-Wiercioch

TRZEJ BRACIA


Borys miał w sobie cuchnące zwierzę.

Brudne, zawszone, tak włochate, że oczu nie było widać.

Weszło w niego z całą swoją mocą.

Bestia wtargnęła, gdy jako piętnastolatek stanął w lesie nad podziurawionym ciałem wujka, którego podobno zabił sąsiad. Borys stał tam chyba pół dnia. Jak zahipnotyzowany wpatrywał się w zakrwawioną białą koszulę. Czerwone strużki żłobiące maleńkie doliny, wąwozy cienkie i długie niczym makaron, wiodące może do nieba, może do piekła. Patrzył tak długo, aż noc zabrała wszystkie barwy.

Pierwsza noc z Kudłatym.

Co jakiś czas Borys czuł go dotkliwie. Jak matka swoje dziecko w brzuchu. Kudłaty podkurczał nogi, by potem błyskawicznie je rozprostować. Łup – i Borys leżał. Czy to koło stodoły, na sianie czy na miedzy, którą akurat przechodził, albo w autobusie. W autobusie było najgorzej. Za każdym razem, tracąc przytomność, wzlatywał w bure chmury, a potem spadał, na łeb, na szyję, byle jak. Wracał. Czasem sam, czasem uderzany przez kogoś w twarz. Ale gdy już stał albo gdy leżał twardo na ziemi, czuł się Bogiem.

Bogiem karzącym, skazującym, nieprzytomnie surowym.

Starotestamentowym Bogiem unurzanym we krwi niewiniątek.

Innego Boga nie znał.

Bóg odszedł, gdy człowiek pierwszy raz zabił człowieka.

Gdy Borys leciał, nie było go, nie czuł niczego prócz ulgi. Mikołaj, jego brat starszy o pięć lat, miał zwyczaj walić go wtedy z całej siły, krzycząc: „Wróć do nas, Borysek, wróć”. A kiedy wracał, Miko narzekał, że braciszek zamiast pracować na gospodarce, liczy chmury. Lekarz był pewien swego, Borys jest fizycznie równie zdrowy jak Klarysa, trzyletnia klacz wyścigowa medyka. I że pewnie przeżyje wszystkich.

Podczas gdy Mikołaj wzdychał i próbował – jak mówił – złapać oddech po ocuceniu Borysa, ten wstawał i szedł do drewutni szukać siekiery. Długo dzierżył ją w dłoniach, aż w końcu rzucał w ciemny kąt. Doskonale wiedział, że steruje nim Kudłaty, że to on wskazuje mu drogę. Ale dokąd ona wiodła, Borys nie wiedział.

Nienawidził rodziny.

Ojciec bił go widłami i batem, matka poniżała przy dziewczynach, Miko zaś zwalał na niego całą robotę i wyśmiewał się z niego przy obcych. Nienawidził również Kudłatego. Ten z kolei walił go po głowie i odbierał rozum. We wsi byli też inni prześmiewcy. Gdyby mógł, Borys zabiłby wszystkich. Kudłatego także.

Musiał się bacznie kontrolować. Nie nosił niczego ostrego, niczego ciężkiego, niczego, czym można by zabić. Ale ręce przywykłe do ciężkiej pracy na roli wciąż miał silne niczym atleta. Rąk też musiał pilnować.

Nie oddałby swojej wolności za żadną kroplę krwi.

To przecież Kudłaty łaknął oczu wywróconych na wierzch, śmieszności bezradnego ciała, czerwieni pomidora rozlanej na piersiach, purpury skapującej z ramion bezradnie skręconych na trawie, sączącej się wolno jak keczup wyciekający z cheeseburgera. A Borys jedynie trawy, muzyki i świętego spokoju.

Ale gdy rozum śpi, budzą się demony.

 

♦ ♦ ♦

 

Już od godziny próbował poskromić wierzgającego Kudłatego, wpatrując się w swój martwy zegarek. Zegarek z klasą. Ponoć długowieczny.

Tego junghansa dał mu piętnaście lat temu brat. Przed swoim weselem, przed przeprowadzką nad morze. „Jak przestanie działać, przyjedź na mój pogrzeb. Zegarek prawdę ci powie, ha, ha, ha”. Te słowa Mikołaja zdziwiły Borysa, ale zachwyciły Kudłatego. Borys obiecał, że przyjedzie. Raz dane słowo było dla niego czymś świętym, inne święte rzeczy nie istniały. Kudłaty wciąż mu powtarzał, że ludzi przeżyją tylko słowa. Rodzice opowiadali, co mówili dziadkowie, dziadkowie o tym, co ich rodzice, a pradziadkowie o jeszcze wcześniejszych czasach. Najczęściej były to historie oblane krwią, epizody zakrzepłe w ludowym bełkocie, niczym kalafior opieczony w pomidorowym cieście. 

Bracia widzieli się w ciągu tego czasu tylko raz, dwanaście lat temu, gdy Mikołaj wraz z żoną przyjechali na pogrzeb rodziców/teściów, którzy zginęli w wypadku samochodowym, wracając z tygodniowej wizyty u starszego syna.

A zegarek chodził prostymi drogami. Raz na pięć lat wymiana baterii – i tyle. Borys czekał. Czekał również Kudłaty. Niecierpliwili się obaj.

Wreszcie stało się.

Zegarmistrz nie uratował junghansa.

Borys ogolił się, wyciągnął z szafy najlepszą marynarkę, wypastował buty. Na spód niewielkiej torby włożył siekierę i ruszył z domu, z Kudłatym kopiącym go po trzewiach. Miał do przebycia ponad dwieście kilometrów.

Już zmierzchało, gdy stanął przed domem brata, schowanym za ścianą dzikiego bluszczu, na obrzeżach miasta, jakiś kilometr od lasu. Zadzwonił. Zza uchylonych drzwi wyłonił się Mikołaj i dwójka dziesięcioletnich dzieciaków z borówkowymi ustami. Właściciel domu stał, dłuższą chwilę wpatrzony w brata, zupełnie bez słowa.

Na twarzy Borysa zarysował się cień uśmiechu, Kudłaty wrzasnął jak poparzone pokrzywą dziecko.

– Przyjechałem na twój pogrzeb. – Borys wskazał na pusty przegub ręki. – I cóż widzę? Ty żyjesz!

– Borys, Borys, kopę lat! – Uprzejmość rozlała się po ciele Mikołaja. – Nie wierzę, że w końcu cię widzę. Myślałem, że ten cholerny zegarek zepsuje się znacznie wcześniej i ruszysz dupsko z tej swojej wsi. Dobrze, że jesteś… – Rozwarł drzwi na oścież i gestem zaprosił Borysa do środka.

Ten postawił już nogę za progiem, gdy nagle, spojrzawszy na dzieci, zawahał się i cofnął.

– Nie, lepiej nie – rzekł ostro, ale zaraz złagodniał. – Ładnie tu u ciebie, przejdziemy się? Może do lasu?

– Jasne, może być do lasu. – Gospodarz był trochę zdziwiony, ale nie okazał tego po sobie. W końcu las zawsze był drugim domem Borysa. – Prawie Anielka dom trochę ogarnie, bo przy dzieciach nie sposób utrzymać porządku na dłużej niż godzinę. Zostaw tu torbę, nie zginie.

– Nie, wolę ją zabrać ze sobą. Lekka jest…

Przez całą drogę Mikołaj opowiadał o swoim życiu, rodzinie, pracy u teścia stolarza. Słowami chciał przysypać dziwne uczucie, że z Borysem wciąż jest coś nie tak. Chory umysł brata stanowił dla niego nie lada zagadkę. Matka ciągle powtarzała, że Borys walczy z demonem, a od demonów trzeba się trzymać z daleka. Nikt jej nie wierzył. A może jednak miała rację…

Mikołaj próbował odegnać fatalistyczne myśli i wzbierający niepokój.

Weszli w głąb lasu i stanęli w brzozowym zagajniku. Ściany zieleni wydawały się gęstnieć i ciemnieć z każdą sekundą, gdy gapili się na siebie, nie mówiąc ani słowa. Wzrok Borysa wkręcał się w ciało Mikołaja jak młot pneumatyczny w asfaltówkę. Poczuł, że znalazł się w pułapce.

Drżały rękawiczki drzew. Wiatr przybierał na sile.

Coś złego czai się obok – pomyślał. Jego serce zaczęło walić jak dobosz, a oczy lekko się zamgliły.

– Musisz mnie zabić, bo jeśli nie, ja zabiję ciebie – powiedział wreszcie, podając bratu siekierę zwróconą w jego stronę styliskiem. – Zabij Kudłatego, proszę…

Mikołaj zaczął się powoli cofać.

– Jaki Kudłaty?! Borys, postradałeś zmysły! Rodzonego brata zabijesz?! 

Ręka sumienia zacisnęła się na sercu Borysa. Na chwilę stracił pewność siebie.

– N-n-n-ie słyszysz?! Ku-kudłaty mó-mówi, że dziś powinieneś u-umrzeć… – Nieoczekiwanie i dla siebie samego, i dla brata młodszy zaczął się jąkać. – Powiedziałeś, że u-umrzesz, kiedy zepsuje się ze-zegarek. Musisz u-umrzeć!

– Jezus Maria, ty całkiem zwariowałeś! Chłopie, to był tylko żart!

Borys rzucił się z siekierą na brata, ten zrobił unik i ostrze siekiery wbiło się w pień brzozy. W tym samym momencie Mikołaj wdepnął w żelazną pułapkę i zawył z bólu.

Nagle obaj usłyszeli huk. Przypominał wystrzał z dubeltówki.

Borys osunął się na trawę.

Najpierw klęczał, potem upadł na lewy bok, patrząc z niedowierzaniem na brata.

Mikołaj, przeklinając i stękając, z trudem otworzył potrzask kłusownika i dokuśtykał do Borysa. W głowie starszego brata jedna myśl tłukła drugą. Kto? Dlaczego? Żyje? Umarł?

Odchylił postrzeloną marynarkę i spojrzał na pierś brata. Koszula oblała się rumieńcem, zwilgotniała i przywarła do ciała. W nagłym ataku paniki poderwał brata za klapy marynarki, lekko nim szarpnął i krzyknął:

– Nie umieraj, Borys, proszę cię, nie umieraj!

– Przestań, Miko, przestań… – Ryki Kudłatego były coraz cichsze.

– Masz komórkę? – Mikołaj ochłonął, zaczął racjonalnie myśleć. – Cholera, nie masz, wiem. Nigdy mieć nie chciałeś. Że też nie wziąłem swojej… Pójdę po pomoc. Czekaj tu na mnie, dobrze?

– Nie, nie trzeba. A to Kudłaty się zdziwił… – wymamrotał Borys, wskazując ranę i próbując się roześmiać. Ręka nieoczekiwanie opadła na trawę. Tracił siły. Dłonią poszukał w trawie ręki brata, a gdy ją znalazł, uścisnął. – Siekierą to specjalnie chybiłem…

Otuliła go zimna mgła. Przymknął oczy i zatrząsł się na chwilę jak epileptyk podczas ataku.

– Wreszcie będę mieć w głowie ciszę… – Zakrztusił się krwią i znieruchomiał, kierując szeroko otwarte oczy w stronę brata. Wychynął z nich przytłaczający spokój. Ciemna czeluść zwycięstwa.

Mikołaj położył się koło Borysa twarzą w twarz. Przygłaskał jego sterczące włosy i rozpłakał się jak bitem pasem dziecko.

W głowie szwendały się słowa starego wiejskiego proboszcza: „Ten, co w bezdenność duchy wieczne wpycha, rozkaże morzu i morze ucicha”.

Wiatr przysnął.

Oniemiały liści brzóz.


WOJCIECH WIERCIOCH - AUTOBIOGRAFIA CD.

 


Poniżej OSTATNI ROZDZIAŁ książki Wojciecha Wierciocha "Pamięć i fantazja. Autobiografia" (Miniatura, Kraków 2011), z księgi szóstej "Mag".


ĆWIERĆFINAŁ, PÓŁFINAŁ, FINAŁ 

Wkrótce skończę Pamięć i fantazję i rozpocznę najbardziej upokarzający etap pracy pisarza – szukanie wydawcy. Co zresztą będzie pewnie tematem na kolejną książkę. Bo w dziennikach będę zdawał relacje z tych poszukiwań.

Czytelnik, który nie próbował nigdy niczego napisać i wydać, nie ma w ogóle pojęcia, jak długa, kręta, stroma, kamienista, śliska i samotna jest droga krzyżowa literata – od stacji pierwszej, pierwszego błysku inspiracji, pierwszego wybuchu intuicji, poprzez opluwanie, biczowanie, cierniem koronowanie, upadek pierwszy, upadek drugi, upadek trzeci, aż po zdarcie szat i przygwożdżenie do drzewa hańby i chwały.

Nasze wady narodowe, tak często przeze mnie obnażane i piętnowane, nie są obce także kręgom wydawniczym. To też ludzie. Tylko ludzie. Ich słabostki są takie ludzkie, choć ich instynkty (zysk, zysk, zysk) są nieraz zwierzęce, bestialskie…

Tyle od siebie. Teraz oddam głos autorowi książki Jak wydać książkę. Paweł Pollak – tłumacz, autor powieści, wydawca – zna rzecz od środka, gdyż wielokrotnie walczył na pierwszej linii frontu. Pisze, bo wie…

Słuchajcie! Kabaret! Słuchajcie: „Kto jest najważniejszą osobą w wydawnictwie? Naiwnie można mniemać, iż autor, a zaraz po nim tłumacz. Ta odpowiedź jest z gruntu błędna, autor i tłumacz plasują się w hierarchii wydawnictwa daleko za sprzątaczką, jej miotłą i brudami, które ma zetrzeć. Wszyscy w wydawnictwie poza autorem i tłumaczem pracują na etat, mają zapewnioną stałą miesięczną pensję, ubezpieczenie emerytalne i zdrowotne i płatny urlop. Autor i tłumacz, twórcy produktu, ze sprzedaży którego wydawnictwo się utrzymuje i dzięki któremu w ogóle istnieje, mogą liczyć jedynie na gołe honoraria. Jak chcą stałej pensji i urlopu, mogą wziąć w wydawnictwie etat sprzątaczki. To tak jakby właściciel firmy zaproponował inżynierowi: «Wie pan, rozkręćmy interes, ja ten pana wynalazek będę sprzedawał, wszystko wskazuje, że świetnie na nim zarobimy, ale sam pan rozumie, że etatu nie będę mógł panu dać, bo to za drogie, etaty dla ludzi, którzy zajmują się obróbką pańskiego produktu, pochłoną majątek, zresztą, co będę panu mówił, sam pan wie, jakie są w Polsce koszty pracy, ale dostanie pan tantiemy, groszowe, bo groszowe, ale sam pan rozumie, że jak prowadzę firmę, to na te Bahamy muszę odłożyć, nie po to użeram się z ludźmi i urzędasami, żeby po tej mordędze wypoczywać w Ustce, no więc tantiemy panu dam, płatne nieregularnie, jak wpłynie kasa, no bo sam pan rozumiesz, etatowcowi muszę zapłacić w terminie, bo jego chroni prawo pracy, a z panem mam umowę o dzieło, to generalnie możesz mi pan skoczyć i pisać sobie pozew do sądu, który rozpatrzy sprawę za dwa lata, ale żadnej PIP-y pan na mnie nie naślesz». Każdy się zgodzi, że układ proponowany inżynierowi jest chory, a jednocześnie podobny wyzysk autorów i tłumaczy przez wydawnictwa uznaje się za coś oczywistego. Skoro autor i tłumacz są pariasami polskiego wydawnictwa, to kto jest w nim najważniejszy? Najważniejszy jest Bardzo Ważny Redaktor. Cerber, który stara się zniechęcić autora i tłumacza do kontaktów z wydawnictwem. Charakteryzuje go brak kultury i kompleks, że jest tylko redaktorem, a nie autorem. Niestety, nie da się go w żaden sposób ominąć, bo tekst przysłany do wydawnictwa musi przejść przez jego ręce”.

Po tym wprowadzeniu następują przykłady, po czym idą wnioski: „Pisząc lub tłumacząc książkę, trzeba mieć więc świadomość, że w większości wydawnictw przyjdzie nam się użerać z Bardzo Ważnym Redaktorem pokroju Katarzyny R. [to pseudonim – przyp. W.W.]. I albo przyjmiemy, że Bardzo Ważny Redaktor jest czwartą osobą boską i będziemy oddawać mu należną cześć, albo – jak w moim przypadku – możemy pożegnać się z wydaniem książki” (P. Pollak).

Autorzy, zwłaszcza ci na dorobku, przebijający się dopiero na szczyty, pozbawieni są wsparcia i pozostawieni sobie samym. Nikt nie staje się od razu chodzącą ni siedzącą doskonałością. Perfekcyjnie dopracowane dzieło jest zwykle dziełem całego zespołu ludzi. Wszyscy zaznajomieni z zakulisowymi rozgrywkami literackimi dobrze wiedzą, że teksty Andrzeja Stasiuka dopieszcza jego (była?) żona Monika Sznajderman, a taki Antoni Libera dopisywał nawet całe akapity i rozdziały w książkach Jerzego Pilcha. Wystarczy też spojrzeć na Biegunów Olgi Tokarczuk, by przekonać się, jak powstawała ta świetna powieść i jaka chmara ludzi miała w tym udział: jest tu redaktor prowadzący, trzyosobowy zespół redakcyjno-adiustacyjny oraz cztery korektorki. No!

Jak słaba – wobec powyższego – jest pozycja debiutanta, który sam dla siebie musi być autorem, redaktorem, korektorem, recenzentem… Jeśli – zdany tylko na siebie – prześle swój maszynopis do wydawnictwa, i nie będzie to rzecz dopracowana w najdrobniejszych szczegółach – nie ma co liczyć na publikację. Ba, nawet się nie dowie, jakie poprawki (formalne, fabularne) powinien do tekstu wprowadzić, żeby zwiększyć swoje szanse wydawnicze. Nic. On się niczego nie dowiaduje, a więc nie może się doskonalić. Żadnych recenzji wewnętrznych. Żadnej informacji zwrotnej!

Nie ma w Polsce organizacji, która wspierałaby pisarzy i broniła ich praw. SPP? ZLP? Wolne żarty! To „spady” i „zlepy”. To tylko kliki! Klika klikę kliką (i klaką) klika…

Na pomysł utworzenia fundacji, o której parokrotnie już była tu mowa, wpadłem, śledząc funkcjonowanie Muzycznej Owczarni w Jaworkach koło Szczawnicy. Gdzieś na końcu świata, za Wąwozem Homole, Wieńczysław Kołodziejski, plastyk z Nowego Targu, uratował budynki rozpadającej się owczarni i zrobił z niej galerię sztuki oraz salę koncertową, a potem zaczął organizować plenery malarskie i warsztaty muzyczne. Głucha wieś stała się mekką artystów, którzy zechcieli tam nie tylko dawać koncerty, ale również kupować działki, budować i mieszkać.

Nawiązałem kontakt z Wietkem Kołodziejskim, korespondowałem z nim, odwiedzałem jego Owczarnię i jego owce i trochę podpatrzyłem. Zazdroszcząc mu nieco – postanowiłem coś takiego stworzyć w Gorcach (dlaczego Pieniny miałyby być lepsze?). Marzy mi się więc Fundacja „Talenty” mająca swój dom pracy twórczej i pomagająca ludziom wchodzącym na górskie ścieżki sztuki. (Zresztą nie tyle mi się marzy, co właściwie już powstaje: wszystkie pomysły spisuję w specjalnym zeszycie. Można więc powiedzieć, że na razie jestem z fundacją w ciąży). Chciałbym, żeby otaczała pieczą młodych i początkujących (starszych) twórców, głównie literatów, i to na każdym etapie procesu twórczego i edytorskiego. Dla tych, którzy stawiają pierwsze kroki, byłyby wykłady i warsztaty. Ci, którzy już coś napisali, mogliby liczyć na współpracę ze strony doświadczonych korektorów i redaktorów oraz opinie znanych recenzentów. Fundacja odgrywałaby też rolę impresariatu i mecenatu artystycznego, miałaby swoich agentów literackich oraz działy promocji i PR.

„Miejcie nadzieję, nie tę lichą, marną” – to byłoby nasze przesłanie skierowane do autorów, którzy mieliby świadomość, że zawsze mogą na nas liczyć. Gdyby się nawet okazało, że ktoś nie ma talentu, tej tajemniczej iskry bożej, nie zostałby odrzucony, bo dzięki erudycji zdobytej ciężką pracą mógłby na przykład zostać korektorem albo rozwijać swój potencjał i odnaleźć swój prawdziwy talent (menedżerski, organizacyjny itp.) poprzez kontakt ze środowiskiem prawdziwie innowacyjnym, kreatywnym.

Tak nam dopomóż Bóg!

Jak Bóg da… stworzymy naszą małą utopię – Rezerwat Twórczości z widokiem na Tatry i Wieczność. „Wpisane jest w duszę człowieka wezwanie do nieśmiertelności. Wpisane jest ono w duszę artysty, gdy dziełem swego talentu, swego geniuszu, stara się przekroczyć granicę przemijania i śmierci” – tako rzecze Jan Paweł II.

*  *  *

Moja opowieść dobiega końca. Wkrótce się pożegnamy. Niech po naszym spotkaniu pozostanie dobre wspomnienie i trwały ślad.

Sztuka jest grą wieloznaczności, światłocieni, ale też często źródłem nieporozumień. Nawet tytuł powieści czy autobiografii może budzić dwuznaczne skojarzenia. Dlaczego Pamięć i fantazja?

Pomysł przyszedł podczas czytania wspomnieniowo-eseistycznej książki Jana Pawła II pod tytułem Pamięć i tożsamość. Pamięć jest źródłem i katalizatorem tożsamości człowieka, tak jak historia jest podstawą tożsamości narodu. Żeby być tożsamym ze sobą, wiernym sobie, trzeba pamiętać, czyli uczyć się na doświadczeniach przeszłości. Trzeba ćwiczyć pamięć i utrwalać pamięć o ludziach, rzeczach, zdarzeniach, ideach. Moje JA to pamięć o meandrach mojego życia. To oczywiste – zwłaszcza w kontekście autobiografii, prozy wspomnieniowej.

Więcej niejasności budzi drugi człon tytułu – FANTAZJA. Tak, mowa jest źródłem nieporozumień, jak mawiał Exupéry. Zdarza się, że znajomi (na przykład D. P. Klimczak) pytają mnie, czy te moje wspomnienia zawierają wymyślone zdarzenia i postaci. Odpowiadam wprost i z naciskiem: NIE!

Napisałem prawdę, samą prawdę (no, może widzianą trochę subiektywnie, ale obiektywizm jest tylko niedościgłym ideałem); ale nie zawarłem tu całej prawdy, musiałem przeprowadzić ostrą selekcję (poza mimowolną selekcją, której dokonała sama moja pamięć). To też powinno być jasne, wyraźne i oczywiste. Na opisanie całego życia byłaby potrzebna cała wieczność…

Fantazja to zdolność do wyobrażania sobie czegoś, do przedstawiania sobie sytuacji, zdarzeń niespotykanych, mało realnych, zadziwiających, to zdolność będąca istotnym warunkiem wszelkiej twórczości – nie tylko literackiej, plastycznej, muzycznej, ale także naukowej. Życie jest grą i walką, a sukces zawdzięczamy pewnym predyspozycjom, o których ciekawie pisze w swej książce Jak życie naśladuje szachy Garri Kasparow, największy szachista, arcymistrz wszech czasów: „To, co nazywamy «talentem», jest w rzeczywistości zestawem pewnych cech, nie zaś pojedynczą zaletą pojawiającą się i znikającą na zawołanie. Pianista koncertowy musi charakteryzować się fizyczną zręcznością oraz dobrym słuchem i wyczuciem rytmu. Większość uzdolnień da się podzielić na takie zbiory umiejętności. Zastanówmy się, jakie warunki trzeba spełniać, aby być dobrym menedżerem, dobrym generałem albo dobrym ojcem czy matką. Szachy nie są tu wyjątkiem i osiągnięcie w nich doskonałości wymaga syntezy rozwiniętego talentu i nabytej wiedzy. Może wydawać się to niezwykłą parą, jednak jako najważniejsze wrodzone zalety wymieniłbym pamięć i fantazję. Najwięksi gracze dysponują obfitymi ich zasobami”.

Słowo „fantazja” ma wiele znaczeń. Fantazja to także pewność siebie, animusz, odwaga, a nawet zuchwałość. Mówi się o kawalerskiej, ułańskiej fantazji. Takie twórcze męstwo powinno charakteryzować każdego, kto chce się trwale zapisać na kartach dziejów. Żeby zbudować coś wielkiego i niezniszczalnego, należy iść za głosem serca i nie sprzeciwiać się powołaniu, należy robić wszystko dla fantazji i robić to zawadiacko, z brawurą i wyobraźnią. By się coś mogło zdarzyć – trzeba marzyć. Francuski pisarz Anatol France, mistrz i przyjaciel Marcela Prousta, pouczał jego i nas: „Aby dokonać rzeczy wielkich, musimy nie tylko działać, ale i marzyć”.

Fantazja to również kaprys, dziwactwo, wybryk, zachcianka. Każdy z nas ma swoje osobliwości, śmiesznostki, słabostki. Niektórzy z nas muszą dogadzać czyimś fantazjom, a nawet znosić, tolerować dzikie fantazje bardziej lub mniej bliskich osób. Takie jest życie – dałem temu wyraz w tej autobiografii, historii upojnych spotkań i upiornych rozstań…

„Fantazja” to także termin muzyczny i oznacza utwór instrumentalny o swobodnej budowie, oryginalne dzieło oparte na kilku kontrastujących ze sobą tematach. Słucham Fantazji f-moll Chopina i pytam Ciebie i siebie: Czy ta autobiografia ekscentryka nie jest fantazją, splotem motywów i melodii operowych, operetkowych, ludowych?

Kończę. Jeszcze kilka taktów… ostatni akord… po którym zalegnie cisza – cisza oczekiwania na aplauz, na bisy i owacje. Tego pragnie próżność i pycha…

Jest taka dyrektywa prakseologiczna: Wyczekując najlepszego, przygotuj się na przyjęcie najgorszego. Pisze o tym na zakończenie Siedmiopiętrowej góry – swojej genialnej młodzieńczej autobiografii – Thomas Merton: „Wszystkie rzeczy wokół ciebie uzbroją się przeciw tobie, aby się wyrzec ciebie, aby cię ranić, aby ci sprawić ból, a przez to doprowadzić cię do osamotnienia. Ich wrogość sprawi, że pozostaniesz wkrótce zupełnie sam. Wyrzucą cię precz, opuszczą cię, odrzekną się ciebie i będziesz samotny”.

Odrzucą maszynopis… Ale nigdy nie należy tracić nadziei… Nadejdzie godzina prawdy. I sukces – ulotny, dwuznaczny. Bo droga do prawdziwej wielkości to podróż do gwiazd: długa, samotna, w chłodzie i ciemnościach, nasączona goryczą i zwątpieniem. Tak mówił Chrystus do autora Siedmiopiętrowej góry – żarliwej odysei duszy: „Ludzie będą cię chwalić, ale ich pochwały staną się dla ciebie płonącym stosem – pokochają cię, lecz to tylko uśmierci twoje serce i zawiedzie cię na pustynię. Otrzymasz wiele darów i załamiesz się pod ich ciężarem. Doznasz wielu słodyczy w modlitwie, ale one zbrzydną ci i uciekniesz od nich. A gdy zażyjesz już trochę sławy i trochę miłości, odbiorę ci wszystkie twoje dary i pochwały, i przywiązania i będziesz całkowicie opuszczony i zapomniany, aż staniesz się niczym, rzeczą martwą, odrzuconą. I wówczas dopiero przyjdziesz do posiadania tej samotności, której tak długo pragnąłeś. A twoja samotność wyda wielkie plony w duszach ludzi, których nigdy nie zobaczysz tu na ziemi. Nie pytaj, kiedy ani gdzie, ani jak to się stanie. Czy na jakiejś górze, czy w więzieniu, czy na pustyni, czy w obozie koncentracyjnym, czy w szpitalu, czy też w Gethsemani. To nie ma znaczenia. Nie pytaj mnie więc, bo ci i tak nie odpowiem. Nie będziesz wiedział, dopóki się tam nie znajdziesz”.

W drogę, Drodzy Moi!

SIT FINIS LIBRI, NON FINIS QUAERENDI.

Niech będzie koniec książki, nie koniec szukania!

 

Wojciech Wiercioch

Kraków, maj 2007 – kwiecień 2010

ZŁAP AFORYZM NA LITERĘ K

 


WOJCIECH WIERCIOCH - AFORYZMY

·   Każda kobieta jest na swój sposób nielogiczna. Byłoby wspaniale, gdyby te nielogiczności miały jakiś wspólny mianownik.

·   Każda kobieta jest niebezpieczna: piękna bywa często głupia, głupia nieczęsto bywa mądra, mądra nierzadko bywa mało kobieca.

·   Każda reklama jest dobrą reklamą. Każda antyreklama jest dobrą reklamą.

·   Każda skrajność jest błędem – ale błądzić jest rzeczą ludzką (a człowiek to brzmi dumnie). Bądź ekstremistą, a zbłądzisz pod strzechy.

·   Każda twórczość jest owocem osobistych przeżyć. Dlatego aforyści podejrzewani są o posiadanie ograniczonych (na miarę długości sentencji) horyzontów umysłowych.

·   Każda wielka miłość jest pomyłką. Albo ta, która wydawała się prawdziwą, skończyła się nieporozumieniem. Albo ta, która zaczęła się jako żart i absurd, skończyła się...

·   „Każdemu według jego zdolności”. Czy więc wszystko tym, którzy są zdolni do wszystkiego?

·   Każdy chce być na świeczniku, ale nie każdy chce się spalać.

·   Każdy chce cudze wady potępiać. Ja jestem inny. Mnie wystarczy, gdy wychwalam własne zalety.

·   Każdy jest moralny, ale nasze moralności są często przeciwnych znaków.

·   Każdy kłopot ma swoją dobrą stronę. Zwłaszcza gdy dotyka kogoś innego – i gdy możemy definiować pojęcie „dobry”.

·   Każdy ma prawo do szczęścia – więc dlatego traktuje je jak obowiązek?

·   Każdy ma swoją cenę, ale niektórzy mają podrabiane metki.

·   Każdy ma swoją cenę... A mimo to ceni się... I ocenia innych...

·   Każdy ma to, czego nie chce, a to, czego chce, mają inni” – czy to jest zasada działania tego świata? Chyba tak – z jednym wyjątkiem, którym jest... Rozum.

·   Każdy mężczyzna powinien całować wiele żab. Pojawienie się królewny nie zależy od światopoglądu żabki, lecz od stanu konta bankowego (i – oczywiście garnituru... – genów) zoofila.

·   Każdy może zachwycać się pięknem podróży w obce kraje. Ale tylko nieliczni zazdroszczą pisarzom zachwycających podróży w głąb siebie, w krainę wyobraźni.

·   Każdy mój aforyzm jest dobry – tylko że, od czasu do czasu pojawia się tak obszerny (wodolejstwo czy szerokie horyzonty?), że w głowie się nie mieści.

·   Każdy początek jest łatwy. Dopiero prawdziwy początek rodzi trudności.

·   Kobiety malują sobie paznokcie, żeby drapać nas subtelniej.

·   Kobiety mogłyby być sympatyczniejsze, gdyby nie chciały być tak sympatyczne.

·   Kobiety nie są materialistkami – pieniądze stanowią ich potrzebę duchową.

·   Kobiety potrafią tworzyć, gdy nie mogą rodzić. Anioły mogą rodzić, gdy nie potrafią tworzyć.

·   Kobiety są bezgranicznie oddane miłości. Kochają z całych sił – per fas et nefas.

·   Kobiety są jak samoloty. Najczęściej pisze się o upadłych.


WOJCIECH WIERCIOCH - AUTOBIOGRAFIA CD.

 


Na załączonym obrazku: zestaw fotografii pochodzących z archiwum rodzinnego Wojciecha Wierciocha, umieszczonych na wewnętrznych stronach okładki jego autobiografii.

Poniżej PIERWSZY ROZDZIAŁ książki Wojciecha Wierciocha "Pamięć i fantazja. Autobiografia" (Miniatura, Kraków 2011):


KSIĘGA PIERWSZA 

NIEWINNY

Lata życia: 0–7

  

ŚRODOWISKO

Urodziłem się w czwartek, 15 września 1966 roku w Nowym Targu. Była urodzajna, urodziwa pogoda: złota podhalańska jesień…

Ale to nie tego dnia wyłoniłem się z nicości. Przecież – wcześniej – przez dziewięć miesięcy pływałem sobie w wodach płodowych… A nad wodami unosił się Duch.

Swoją egzystencję rozpocząłem (załóżmy – w przybliżeniu – dla lepszego efektu) w dniu Świętego Mikołaja. Na Księżycu miała miejsce próba miękkiego lądowania: sonda Łuna 8 nie wykonała zadania. Natomiast na Ziemi…

„Żałuję, że mój ojciec albo moja matka, albo raczej oboje, ponieważ oboje jednako byli do tego zobowiązani, nie pomyśleli, co robią, kiedy mnie poczynali… Gdyby bowiem zastanowili się we właściwy sposób, jak wiele zależy od tej ich czynności: że tyczy ona nie tylko wytworzenia istoty obdarzonej rozumem, lecz przypuszczalnie również szczęśliwego ukształtowania i konstytucji jej ciała, a być może talentów i typu umysłowości, oraz – chociażby o tym nie wiedzieli – że skłonności i humory, jakie w nich wówczas górowały, mogą wpłynąć na przyszłość całego rodu tej istoty… Gdyby to należycie zważyli i przemyśleli, i postąpili zgodnie z wynikiem swych rozumowań, najgłębiej jestem przekonany, że ukazałbym się światu w postaci zgoła innej niż ta, w jakiej ujrzą mnie zapewne czytelnicy”. Tak wspominał i fantazjował Laurence Sterne.

Zaistniałem (niewidocznie) w wyniku połączenia się gamety męskiej i żeńskiej. Stałem się zygotą zwycięzcą: pokonałem stan wewnętrznego rozdwojenia; dwie komórki, tęskniące do siebie jak mityczne stworki Platona, zlały się w jedno. Mój pierwszy sukces miał też inny wymiar (i rozmiar): wygrałem w wyścigu plemników, który jest dopiero pierwszym etapem wyścigu szczurów… Zakładając koszulkę (błonę komórkową) lidera, mogłem powtórzyć za świętym Pawłem: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, Sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali przyjście Jego”. Wiarę ustrzegłem? – zapyta ktoś. Tak, wiarę w sens istnienia!

Z nadzieją i miłością zacząłem się dzielić – bruzdkować. Powoli stawałem się zarodkiem…

Czy już wówczas byłem człowiekiem? Cóż, nie pamiętam, wszystkie powyższe fakty to wiadomości z drugiej i trzeciej ręki… Wiarę ustrzegłem! Do dzisiaj wierzę, że już wówczas miałem godność dziecka Bożego… i dumę dziecka moich skromnych rodziców. Nie, zdecydowanie nie byłem jakimś zlepkiem komórek!

Już wówczas byłem wyjątkowy, choć (a może właśnie dlatego) tak bardzo przypadkowy – jako wypadkowa nieprawdopodobnych spotkań i splotów długiego szeregu pokoleń… Wyłoniłem się – jak wygrana w Dużym Lotku – z olbrzymiej liczby możliwości, prawdopodobieństw i zbiegów okoliczności. Wylosowany z nicości, powołany do istnienia i spełnienia, równie dobrze (a nawet lepiej) mógłbym nigdy nie zaistnieć, nie stać się bytem jednostkowym i świadomym. Mógłbym też być zupełnie inny… Ale wtedy nie byłbym sobą.

O roli przypadków i wypadków ciekawie pisze w swoim Dzienniku Jean Guitton (francuski filozof i teolog): „W niewoli zabawialiśmy się dla spędzenia czasu, opowiadając sobie, w jakich okolicznościach nasi ojcowie poznali nasze matki. Zapamiętałem niektóre okoliczności niezwykle dziwne: jakiś pukiel włosów, jakiś żart, jakaś znaleziona rękawiczka, pociąg, na który się spóźniono, jakieś pozory… Niedługośmy się tak bawili, gdyż każdy z nas poważniał, uświadamiając sobie z przerażeniem, od jakiego spiętrzenia przypadków zależał. A jednak istnienie, to smakowite i rozkoszne istnienie, jest utkane z nieprawdopodobnych nici. W moim pojęciu to właśnie nadaje mu cechy dziwaczności i migotliwego blasku”. 

*  *  *

Miejsce i czas akcji: restauracja „Zdrojowa” w Szczawnicy; noc sylwestrowa, zwieńczenie 1961 roku. Powiatowy Związek Gminnych Spółdzielni sprezentował swoim pracownikom bilety. I planistka z Nowego Targu zabrała na zabawę planistę z Jabłonki Orawskiej. Nie zaplanowali jednak tego, że na imprezie pojawi się tubylec, niejaki Jan Wiercioch, pracownik Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Robót Wodnych i Kanalizacyjnych. Ponieważ każdy kogut jest odważny na własnej kupce śmieci – tubylec zaczął (ponoć nieźle) tańczyć z przyjezdną. Marysia tak mu się spodobała, że poprosił ją o adres. Gdy jednak nie uzyskał jednoznacznej i ścisłej informacji, zadeklarował z niezwykłą dla siebie stanowczością: „I tak się z panią ożenię”.

Z oficjalnych życzeń noworocznych dowiedział się, gdzie Maria, panna, pracuje. A zadzwoniwszy do miejsca pracy, poznał jej nazwisko – Jeziorczak – które zapewne mu się nie podobało, bo postanowił je zmienić.

Dwudziestoczteroletnia panna urzędniczka została 7 lipca 1963 roku panią Marią Wiercioch. Ślub odbył się w kościele pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Targu, a wesele – w domu panny młodej, na osiedlu Oleksówki, które zupełnie nie przypominało osiedla, była to raczej maleńka wioska, położona na szlaku turystycznym Nowy Targ – Turbacz…

Geny moich rodziców połączyły się. Wyszły z królestwa przypadku i stworzyły cesarstwo chaosu. Gdy się urodziłem (a nawet wcześniej – vide: psychologia prenatalna), rozpoczęły się zabiegi urabiania, kształtowania i wychowywania mnie. A jednak – jak to powiedział pewien mędrzec – edukacja dziecka zaczyna się już kilkadziesiąt lat przed jego urodzinami, zaczyna się od wychowania jego rodziców… Ale proces kształcenia tych rodziców ma swój początek jeszcze wcześniej… I tak dalej… Itd…

Każdy z nas jest dynamicznym systemem – niestabilnym połączeniem genów i memów (mem jest analogiczną do genu jednostką informacji, która wpływając na przebieg określonych wydarzeń, przyczynia się do powstania swoich kopii w umysłach innych ludzi). Można kreślić drzewa genealogiczne, można badać rodowody – i coś z tego wynika (przynajmniej dla niektórych), ale niewiele. Wiele tajemniczych zdarzeń i zagadek egzystencji dałoby się wyjaśnić po prześledzeniu niezliczonych ścieżek, którymi podążały memy. Niestety, zwykle jest to zadanie niewykonalne. Można tylko zbierać poszlaki, domysły, hipotezy i duchowe skamieniałości.

Są rody, których wzloty i upadki da się zidentyfikować. Ich historia biologiczna i duchowa jakoś się utrwaliła: pozostały po niej pałace, pomniki ogrodowe i nagrobne, meble i książki, kroniki rodzinne, diariusze, raptularze. Członkowie tych rodów zapisali się w dziejach ojczyzny czy regionu, w dziennikach i kwartalnikach.

Niestety, historię mojej rodziny spowiła mgła entropii… Ludzie odeszli, groby zniknęły. Została ziemia, gnijące i rdzewiejące na niej (i w niej) przedmioty, które niegdyś służyły przetrwaniu, ciężkiej, monotonnej walce o byt i nędzne promyki zadowolenia.

Co z tym ulotnym dziedzictwem zrobić? Trzeba dać świadectwo – iść za radą Herberta? Należy – jak Proust – starać się odzyskać utracony czas? Albo – jak nauczał Mikołaj Fiodorow – naszym obowiązkiem jest nie tylko tworzenie (w łóżku) potomków, ale i wskrzeszanie (w książce) przodków?

Po moich pradziadkach (by już nie brnąć dalej) nie zostało nic. Tylko cisza. I szum gorczańskich i pienińskich lasów. I niemy szept Kowańca i Grajcarka. Po moich dziadkach nieco zostało. Babka i dziadek ze Szczawnicy snują się teraz między cmentarnymi nagrobkami i zaglądają do swego drewnianego domku. Natomiast babcia i dziadek z Nowego Targu wyrywają sobie z głów coraz bardziej siwe włosy, spoglądając z zaświatów na pola i zabudowania, o które toczy się braterska i siostrzana wojna domowa. W wielkim trudzie budowali swój mały (choć mający ponad pięć hektarów) świat i ich życzeniem było, by nadal trwała tam wieś spokojna, wieś wesoła, by ich dziedzina pozostała trwałym i szanowanym dziedzictwem. A teraz ich dzieci i wnuki wyrywają sobie – pazurami i paragrafami – tę czarną (choć kamienistą) i piękną (choć bezwzględną) ziemię jak postaw czerwonego sukna.

Starzy górale mawiali: „Dutki przycyniajom ślebody”. Młodzi wykrzykują: „Dutki dutków przycyniajom”. I chcą – po wyrwaniu jak największej części spadku – sprzedawać, dzierżawić, budować, niszczyć dorobek (materialny i duchowy) swych przodków, bezcześcić imiona tych, którzy dali im życie i którzy pragnęli dać wychowanie i szacunek dla pewnych – Pewnych, Nieśmiertelnych! – wartości. Starsze pokolenie chciało z Oleksówek uczynić oazę pracy i modlitwy, a nowa generacja zamierza na tych uroczych miejscach hodować kurę znoszącą złote jajka.

À propos drobiu. Zacznijmy AB OVO, czyli od jaja Ledy, z którego wykluła się Helena – powód (czy raczej: powódka) wojny trojańskiej.

Jak już wspomniałem, nie mam do dyspozycji kronik rodzinnych, więc do jajka się raczej nie dostanę. Gdy w drugiej klasie liceum postanowiłem ukradkiem zapełniać dziennik, zacząłem od reminiscencji. Rozmowy z mamą i babcią dały mi tylko bardzo pobieżny przegląd dziejów moich protoplastów…


PSYCHIATRA I DEMONY - CD. - WOJCIECH WIERCIOCH, JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH

 


Przed Wami fragment powieści "Psychiatra i demony. Powieść o profesorze Antonim Kępińskim".

Autorzy: JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH, WOJCIECH WIERCIOCH





AKTUALNOŚCI

RECENZJA

  AUTORZY POWIEŚCI O CHOPINIE:  JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH & WOJCIECH WIERCIOCH AUTORKA RECENZJI: ANNA STASIUK „Zaklinacz dźwięków. Powie...