SZKIC O BIERDIAJEWIE - WOJCIECH WIERCIOCH

 


SENS WOLNOŚCI

     

Mikołaj Bierdiajew urodził się 19 marca 1874 roku w Kijowie. Ponieważ należał do arystokracji, już w dzieciństwie został zapisany do korpusu paziów. Wychowywał się jednak w Kijowskim Korpusie Kadetów. W kolektywnej atmosferze szkoły wojskowej był zdecydowanym indywidualistą; uczył się przeciętnie i uważał się za mało zdolnego – a domowy korepetytor stwierdził z rezygnacją, że jest mu trudno zajmować się tak tępym uczniem.

            Młody Mikołaj nie potrafił przystosować się do szkolnych szablonów oraz narzuconych treści i form nauczania. Swoje powołanie filozoficzne uświadomił sobie już w dzieciństwie; dużo czytał i wcześnie zaczął rozmyślać nad sensem życia. O swoich intelektualnych predyspozycjach pisał: „Moje zdolności ujawniały się jedynie wtedy, kiedy proces umysłowy był moim osobistym udziałem, kiedy byłem w aktywnym i twórczym stanie, nie mogłem natomiast ujawnić zdolności, kiedy wymagane było pasywne przyswojenie i zapamiętanie, kiedy nie był to aktywny proces”. Kupowanie książek sprawiało mu wielką radość. Czytał intensywnie i twórczo; dobrze pamiętał nie tyle treść przeczytanej książki, co myśli, które aktywizowały się podczas lektury.

            Życie traktował jako walkę o wolność – był anarchą (nie mylić z anarchistą): potrafił zachować niezależność myśli zarówno w samotności, jak i w konfrontacji z rzeczywistością społeczną. Miał trzeźwe poczucie bytu – a zarazem uważał, że marzenie jest często bardziej realne niż świat fizyczny. Entuzjazm unosił go ponad materię i dawał mu twórcze ekstazy. Ułomna powszedniość dręczyła go – więcej radości czerpał ze wspomnień i marzeń o życiu. Był introwertykiem i outsiderem: „Mój świat wewnętrzny jest bardziej autentyczny niż świat zewnętrzny”. Przyznawał, że silnie odczuwa działanie sił irracjonalnych i dlatego nie potrafi działać zgodnie z rozsądkiem. Miał świadomość wielkiej siły swojego ducha i poczucie wewnątrzsterowności, ale w codziennym życiu czuł się stłamszony przez nieuporządkowany napór emocji. Nie godził się na przeciętność; był człowiekiem sporów. Dla obrony przed światem nosił maskę: „Moja skrajna skrytość rodziła błędne opinie na mój temat. Najbardziej odczuwałem samotność właśnie wśród ludzi, w kontaktach z ludźmi. Samotni ludzie zwykle bywają kontemplacyjni, a nie społeczni”.

     Wcześnie owładnęła nim pasja pisania. W Autobiografii filozoficznej wyznaje: „Mam nieprzezwyciężalną potrzebę zrealizowania swego powołania w świecie, pisania, pozostawienia swojej myśli w tym świecie”. Był zakochany w twórczości (kult kreatywności), którą traktował jako wędrówkę ku nieskończoności. Sztuka była dla niego zanurzeniem się w innym świecie niż świat powszedni. Twierdził, że właśnie transgresja – pragnienie transcendencji – stanowi magię sztuki.

            Bierdiajew mówił o sobie, że jest filozofem wolności. Niektórzy oponenci nazywali go jednak „niewolnikiem wolności”. Nie chciał być człowiekiem zależnym – choć wiedział, że niezależność jest wyzwaniem i często rodzi cierpienie: jest mocą twórczą... choć stan wyboru może dawać poczucie stłamszenia, niezdecydowania, a nawet zniewolenia. Patos wolności stwarzał w nim wewnętrzny konflikt – i zmuszał do buntu, metafizycznej rewolty. Potrzeba duchowej niepodległości wyznaczała też jego stosunek do spraw i sprawek Erosa: „Kiedy widziałem szczęśliwą parę zakochanych, doświadczałem śmiertelnego bólu. Miłość nie zna spełnionych nadziei. Niekiedy zdarza się dość szczęśliwe życie rodzinne, ale jest to szczęśliwa powszedniość”.

            Rosyjski myśliciel przeżywał chwile objawienia, odrodzenia, duchowej przemiany, rewolucji wewnętrznej. Czytanie, rozmyślanie, pisanie – były to okresy preparacji, przygotowywania podstaw systemu myślowego. Później przychodził czas inkubacji, bierności, depresji, zniechęcenia – czas pozornej bezczynności: pracy podświadomej mózgu. Potem jednak – nieoczekiwanie – następowała erupcja sił twórczych: ekstaza, iluminacja! „Pewnego razu, na progu młodości, wstrząsnęła mną następująca myśl: Niech nawet nie znam sensu życia, ale poszukiwanie sensu już nadaje sens życiu, więc poświęcę swoje życie na poszukiwanie sensu. Był to autentyczny przewrót wewnętrzny, który zmienił całe moje życie. Przeżyłem go z entuzjazmem”. „W wyniku przeżytego wewnętrznego przewrotu poczułem wielką siłę wewnętrzną”. Bierdiajewa można więc określić pojęciem: homo mysticus.

            W myśli Bierdiajewa widoczny jest kult herosów, szacunek dla arystokratyzmu ducha, chęć współtworzenia elity wartości (w odróżnieniu od elity władzy). Podczas czytania książki Carlyle’a o bohaterach doświadczył wstrząsu. Odtąd z żarliwością pochłaniał biografie słynnych ludzi; tragizm i heroizm ich losu pogłębiał jego wiarę w możliwość własnej wielkości. Postanowił zostać genialnym filozofem – ale inspirację czerpał nie tylko z dzieł gigantów myśli: „Niekiedy dla mego procesu poznania ogromne znaczenie miała rozmowa, film, w których nie było nic z filozofii, albo też lektura książki. Cały plan jednej z mych książek przyszedł mi do głowy, gdy siedziałem w kinie. Z zewnątrz otrzymywałem jedynie pobudzające impulsy, ale wszystko ujawniało się wewnątrz nieskończoności we mnie” (również Wittgenstein odnawiał się duchowo przed płótnem ekranu).

            Bierdiajew był indywidualistą, nonkonformistą, osobowością wewnątrzsterowną. Całe życie żywił niechęć do opinii publicznej i wszelkiego rodzaju kolektywizmów. Awersja do polityki nie skłoniła go jednak do odejścia od świata, ale do chęci przemienienia rzeczywistości społecznej. Dlatego przystąpił do grupy marksistów-socjaldemokratów. Rewolucyjna działalność stała się przyczyną aresztowania i usunięcia go z uniwersytetu. W 1901r. został zesłany do Wołogdy, a w 1903 r. do Żytomierza.

            Jako aktywista – poniósł klęskę; fiaskiem zakończyła się też próba propagowania marksizmu. A jednak ten okres życia sprzyjał moralnemu formowaniu się jego osobowości – i spowodował zerwanie z ideologią komunistyczną: „W tym okresie krytyka brała we mnie górę nad pozytywną twórczością. Dążyłem do poezji życia i piękna, ale w życiu dominowała proza i kalectwo. Jakiś demon niszczył we mnie piękno, które tak lubiłem. Czułem rosnący dysonans między mną i tym kręgiem, z którym byłem związany, natomiast nie znalazłem jeszcze nic nowego. Był to okres pustki, w którym nie było interesujących dla życia wewnętrznego kontaktów z ludźmi, nie było też wielkich osiągnięć w dziedzinie myśli”. Powoli jednak stawał się wyznawcą poglądu chrześcijańskiego i zaczął przechodzić na pozycje ezoteryki (magia, gnoza, mistyka) i filozofii religijnej. Zrozumiał, że jego autentycznym powołaniem i zadaniem jest rewolucja ducha, a nie próby przekształcania stosunków społecznych.

            Od 1901 r. zaczął publikować pierwsze znaczące książki; w 1918r. został wiceprzewodniczącym Moskiewskiego Związku Pisarzy, a w rok później założył Wolną Akademię Kultury.

            Zaczął walczyć myślą i słowem – broń ta okazała się bardzo niebezpieczna dla sowieckiego totalitaryzmu. W 1921r. został więc aresztowany; podczas rozmowy z Feliksem Dzierżyńskim usłyszał znamienne słowa: „Jest pan dla nas bardziej niebezpieczny niż cała biała dywizja”. W następnym roku został zmuszony do opuszczenia Rosji... Udał się do Berlina, nawiązał kontakt z Schelerem i Spenglerem, założył Akademię Religijno-Filozoficzną. W 1924 r. przeniósł się do Paryża, został redaktorem naczelnym wydawnictwa YMCA-PRES i założył czasopismo filozoficzne Put’. Wygłaszał wykłady i odczyty, organizował spotkania prawosławno-katolicko-protestanckie i cotygodniowe dyskusje filozoficzne w swoim domu.

            Poza swoją ojczyzną, poza własnym kręgiem społecznym, w świecie zaniku wrażliwości na wartości wyższe, w epoce totalitarnych ideologii – czuł się wyalienowany; czuł, że musi samotnie walczyć o nową, wolną, duchową rzeczywistość: „Nigdy nie czułem się autentycznie obywatelem świata, społeczeństwa, rodziny, profesji lub jakiejkolwiek grupy związanej jednością losu. Gotów jestem uznać się wyłącznie za obywatela królestwa wolności. Pod tym względem nie jestem człowiekiem współczesnym. Żyję w epoce, w której triumfuje siła wroga patosowi wolności, nienawidząca indywidualizmu, pragnąca podporządkować człowieka bezgranicznej władzy kolektywu, państwa, narodu”.

            Filozofia Bierdiajewa zbudowana jest na fundamentalnej opozycji natury i kultury, ciała i ducha. Głównym problemem ontologicznym i etycznym jest dla człowieka wolność; jej prazasadę stanowi nicość; oznacza to prymat wolności nad bytem. Osoba – jako kategoria duchowa – jawi się jako wartość najwyższa (bo jest obdarzona obrazem i podobieństwem Bożym). Wolna osoba jest potencjałem, możliwością – jej aktualizacją i spełnieniem jest twórczość, kontynuowanie dzieła stworzenia. Dlatego twórczość powinna być sensem i celem życia człowieka.

            Mikołaj Bierdiajew był publicystą znakomitym, obdarzonym niezwykłym darem syntezy. Dążył do maksymalnej lakoniczności wypowiedzi, stąd też niektóre jego myśli – wyrwane z kontekstu – stały się aforyzmami. Bardzo cenił tę formę wypowiedzi: „Moja maniera pisania jest aforystyczna, chociaż ta właściwa mi forma nie jest dostatecznie wypracowana i nie jest konsekwentna. Aforyzm jest według mnie mikrokosmosem myśli, w nim, w skrótowej formie obecna jest cała moja filozofia, dla której nie istnieje nic cząstkowego i odrębnego. Jest to filozofia konkretno-integralna. Całe życie piszę. Pisanie jest dla mnie higieną duchową, medytacją i koncentracją, w każdych warunkach i w każdym stanie ducha”.

            Forma pism Bierdiajewa wypływała z treści jego myśli – a zarazem na nie wpływała. Miało to związek ze skłonnością do myślenia antynomicznego, paradoksalnego, irracjonalnego. Pisze o tym w swojej autobiografii intelektualnej: „Mój światopogląd filozoficzny jest bardzo zcentralizowany, wszystkie jego elementy są ze sobą powiązane, a mówiąc ściślej, nie ma w nim żadnych części, ale równocześnie ma pochodzenie intuicyjne i formę aforystyczną. Inaczej nie mogę myśleć. Równocześnie muszę dodać, że mój światopogląd jest wieloplanowy i być może z powodu owych wielu planów jestem oskarżany o sprzeczności. W mojej filozofii są sprzeczności wynikające z samej jej istoty, które nie mogą i nie powinny być zlikwidowane”.

            Człowiek to istota powołana do tworzenia świata – a więc również do formowania własnej osobowości. Mikołaj Bierdiajew może być dla nas mistrzem, przewodnikiem na drodze do doskonałości. Jego paradoksy dają nam do myślenia, wyrywają nas z błędnego kręgu bezmyślnego powtarzania gotowych formułek, zmuszają do rewizji bądź uzasadnienia podstaw naszych systemów postrzegania i interpretowania świata. Natchnione wypowiedzi rosyjskiego mędrca przenoszą nas w wyższą, tajemniczą, jaśniejszą, duchową rzeczywistość.

 

                                                                                           Wojciech Wiercioch

Kraków, kwiecień 2005  


WOJCIECH WIERCIOCH - PRZEWODNIK I PORADNIK

 


                                                        Ilustracja: projekt wygenerowany przez AI (Canva.com)


Poniżej znajdziecie POSŁOWIE z poradnika "Krótka historia głupoty i mądrości"

Autor: Wojciech Wiercioch


POSŁOWIE

Żeby uprzedzić krytykę, muszę sam siebie nieco skrytykować (i usprawiedliwić)... Krótka historia głupoty i mądrości to jednym słowem książka, którą pragnąłem (i powinienem) przeczytać trzydzieści lat temu, a ponieważ nikt dotychczas takiej nie napisał, postanowiłem sam to zrobić.

1. Porwałem się na zadanie niewykonalne – z całą tego świadomością. Dlatego dzieło to nie jest doskonałe. Materiał – zbyt bogaty, by go wyczerpać i odpowiednio uporządkować (stąd nieraz układ chronologiczny przeplata się z porządkiem tematycznym). Z tego też powodu trudno jest tę książkę sensownie krytykować – wszak nikt na tym terenie nie przecierał szlaków; nie ma żadnych punktów odniesienia, żadnych wzorców. A do tego jest ona efektem osobliwego stylu pracy: bez internetu, bez korzystania z zasobów Wikipedii. I bez szperania w bibliotekach. Opierałem się wyłącznie na moim prywatnym księgozbiorze, jest to więc dzieło wybitnie osobiste. Przyjąłem zasadę, żeby temat potraktować subiektywnie, nie licząc się z autorytetami naukowymi. Stąd proporcje – ilość materiału poświęcona poszczególnym mędrcom i badaczom mądrości – są nieobliczalne: niektórzy klasycy, zajmujący w podręcznikach filozofii całe rozdziały, zostali tu potraktowani bardzo pobieżnie; wyszedłem z założenia, że kosztem bardziej znanych myślicieli warto wyeksponować niektórych zapoznanych i zapomnianych geniuszy. Zbyt często i zbyt obficie cytowałem. Sądzę, że lepiej jest przytoczyć jakąś zwięzłą i celną myśl wybitnego pisarza, niż opisywać jego poglądy własnymi słowami. Niekiedy skupiałem się na jednym z wątków jego refleksji, zamiast dawać przegląd całego światopoglądu. Świadomie pominąłem niektóre interdyscyplinarne nauki (jak choćby liczne teorie komizmu, estetykę, memetykę czy retorykę) – bardzo ważne dla wiedzy o mądrości – gdyż poświęciłem im sporo uwagi w innych swoich książkach. Tematyka ta pojawi się w nowych, poszerzonych (i poprawionych) wydaniach tej historii głupoty i mądrości: druga edycja będzie nosić tytuł Dzieje i nadzieje głupoty i mądrości, a trzecia – Historia ludzkiej głupoty i nieludzkiej mądrości.

2. Moja twórczość – proza, poezja, aforystyka, eseistyka, literatura faktu – koncentruje się wokół centralnego tematu, którym jest głupota-mądrość; a ponieważ o wielu mędrcach już pisałem w innych książkach, tutaj nie chciałem się powtarzać, stąd osobliwe proporcje pomiędzy poszczególnymi pisarzami-myślicielami (tymi, których i cenię, i lubię). Czego nie ma tutaj, a jest istotne, zapewne można to znaleźć w innych pozycjach, jak: wstępy do moich tomików aforyzmów i haiku oraz do mojej powieści czy do kilku antologii anegdot; wiele zagadnień poruszyłem w wielokształtnej księdze pt. 44 wybory, czyli 77 udręczeń i ukojeń. Wielokształtne bogactwo materiału jest też w mojej autobiografii Pamięć i fantazja oraz w moich dziennikach (częściowo w rękopisach, częściowo na twardym dysku laptopa); ponadto w kilku zeszytach prowadzę aforystyczne notatki, które nie mają charakteru klasycznych maksym czy sentencji, są raczej zwięzłymi rozważaniami dotyczącymi nurtujących mnie problemów. Gdyby jednak ktoś chciał w miarę wiernie odczytać mój światopogląd i poglądy na wiele innych spraw, musiałby przejrzeć wszystkie moje rękopisy (księgi cytatów, schematów, szkiców; rozpoczęte a poniechane książki; terminarze; stare dzienniki, które postanowiłem na zawsze pozostawić w rękopisie); pliki w naszych domowych komputerach oraz wpisy na różnych stronach internetowych; maszynopisy w różnych teczkach; musiałby też przejrzeć wszystkie moje książki, przeanalizować znajdujące się tam podkreślenia, dopiski na marginesach i okładkach. Są też dzieła, które istnieją tylko w moich myślach, jak choćby Księga opowieści – historia ludzkości opowiedziana na nowo za pomocą prozy poetyckiej, opowiadań, anegdot, aforyzmów...

3. Czy jestem mędrcem? Nie. W swoim życiu popełniłem wiele nieodwracalnych błędów i grzechów, dokonywałem niewłaściwych wyborów, potykałem się o góry i kretowiska, to byłem głupio ufny i po frajersku naiwny, to zaś niepotrzebnie podejrzliwy i dziwacznie przebiegły. Niektóre z moich młodzieńczych pomyłek długo wprowadzały destrukcję w moje życie, kilka natomiast wciąż jeszcze jest źródłem mojej udręki. Paradoksalnie, także moje najszczersze i płynące z najczystszych, najzdrowszych i najlepszych źródeł pragnienia i dążenia stawały się u swych ujść mętnymi rzekami niezrozumienia i bólu. Gdyby jednak nie te wszystkie słodko-kwaśnie przeżycia i gorzko-słone doświadczenia, nie miałbym wiele do powiedzenia na temat głupoty i mądrości.

4. PODZIĘKOWANIA. Zadziwia mnie taki oto fakt (nieco generalizuję): Książki autorów amerykańskich czy brytyjskich kończą się często rozbudowanymi podziękowaniami, w których pisarze wyrażają wdzięczność swoim agentom literackim, redaktorom, wydawcom, przyjaciołom, rodzicom, małżonkom, dzieciom oraz innym autorom; piękne są te przejawy wdzięczności, mądre są te próbki pokazania elementarnego faktu, że książka – jak każde dzieło sztuki czy ludzkiej myśli – jest produktem wielu osób, dla jej powstania niezbędne jest współdziałanie batalionu odważnych i roztropnych dusz, które kierują się w swoim życiu czymś więcej niż chęć używania i zabijania czasu. Na antypodach tych cywilizowanych standardów plasują się nieraz książki polskich twórców, którzy nie dziękują – jakby chcieli udowodnić, że dzieło jest wyłącznie ich dziełem, że nie mają żadnych długów wdzięczności; a w swych komentarzach zdają się sugerować, że ich dzieła nie są wynikiem długoletniej – cierpliwej i wytrwałej, trudnej i wymagającej wyrzeczeń – pracy, tylko efektem wrodzonego talentu i przypadkowych natchnień. Śmieszne to i smutne, po prostu głupie. Ale i po trosze prawdziwe: kapitał społeczny to nie jest polska specjalność. W naszym kraju najciekawsze przedsięwzięcia artystyczne czy intelektualne są zazwyczaj wytworem udręczeń i ukojeń Samotnych Wilków.

Jestem wdzięczny. Chcę podziękować. Czuję się dłużnikiem wielu moich „sióstr i braci w duchu” – tych wszystkich geniuszy przeszłości i szaleńców historii, dzięki którym rodziła się, rozwijała i utrwalała kultura. A ponieważ moja książka po części dotyczy głupoty... No właśnie. I tu pojawia się dylemat: Czy powinienem dziękować wszystkim głupcom, których spotkałem na drogach swojego życia, i wszystkim miernotom, dla których moje poszukiwania mądrości były przejawem lenistwa, dziwactwa, szaleństwa, niestety, i głupoty? Czy bakteriolog może – musi – być wdzięczny drobnoustrojom, dzięki którym zaraził się, ale i wyleczył, znajdując surowicę czy szczepionkę? Czy demonolog winien wdzięczność demonom, które rozszarpywały mu duszę, albo myśliciel – wampirom emocjonalnym, dążącym do wyssania z niego resztek energii, wiary, miłości, nadziei? Trudna sprawa. Spotkałem w swoim życiu wielu głupców – w realu (rodzina, znajomi, współpracownicy, pacjenci, przygodnie spotkani ludzie wszelakich profesji) i wirtualu (trolle i inne gady; na Facebooku nawet osobnicy uchodzący za autorytety okazują się zbyt często prostakami, prymitywami, pajacami, psychopatami, wystarczy tylko zadać im jedno trudne prowokujące pytanie). Bez nich nie byłoby tej książki. W niej jednak mało jest tak zwanych CHARAKTERÓW, portretów półgłówków i ćwierćinteligentów, do głupoty podchodziłem tu raczej teoretycznie, filozoficznie; natomiast mądrość traktowałem narracyjnie, anegdotycznie, dając próbki żywotów twórców, oraz dyskursywnie, aforystycznie, prezentując wycinki ich myśli. Podsumowując, można rzec tak: mądrość czerpałem z ksiąg, głupotę – z życia (choć historia polityczna jest niewyczerpywalną skarbnicą głupich myśli i uczynków rozlicznych aktywistów i historyków); kto chciałby znaleźć plastyczne ilustracje do żywotów głupców, powinien zajrzeć do mojej autobiografii i moich dzienników.

Przez kilkanaście lat wzrastałem w głupocie i mądrości, a potem przez trzydzieści lat badałem te zjawiska duchowe bardziej lub mniej systematycznie, metodycznie. I oto teraz, o Święty Paradoksie i Święta Naiwności, popełniłem największą głupotę swego życia – napisałem książkę o głupocie. Ci, którym najbardziej byłaby przydatna, i tak jej nie przeczytają; bo głupcy albo w ogóle niczego nie czytają, albo czytają wyłącznie to, co może im zapewnić karierę i forsę, niekiedy też to, co ma ich utwierdzić we własnej mądrości i głupocie wszystkich innych. Zaś mędrcy wszystko to już wiedzą, więc po co mają studiować coś, co przyrządził jakiś tam skromny prowincjonalny humorysta-sadysta? Głupotą jest badanie głupoty i wymądrzanie się o mądrości: nie przynosi to ani sławy, ani pieniędzy, ani szacunku, ani posłuchu. Pisanie o tych wszystkich sprawach odbiera nam zdrowie i życie, czyli wartości, dzięki którym możemy wzrastać w latach i mądrości. A jednak – wierzę w to głęboko – bez analizy życia i syntezy bytu, bez tego całego ciągłego myślenia i pisania o sprawach najwyższych, najważniejszych i najmniej oczywistych egzystencja człowieka jest tylko zwierzęcą walką instynktów, nieświadomym dążeniem do nie-wiadomo-czego-i-po-co. Z drugiej jednak strony głupotą jest zapominanie o życiu i życie tylko w czytanych i pisanych książkach. Stąd nieśmiertelne są dyrektywy mędrców: kieruj się umiarkowaniem, szukaj złotego środka, staraj się łączyć przeciwności, przeciwieństwa i otwieraj się na przemianę wewnętrzną.

Książki piszemy (my, mądrzy, he-he) nie tylko po to, żeby wyrazić myśli, które już znamy, ale głównie w tym celu, by dowiedzieć się czegoś, o czym nigdy byśmy nie pomyśleli, gdybyśmy nie napisali tego, cośmy napisali. To wielka wartość, wielki dar (od kogo, dla kogo?). Jeśli nawet nie zainspiruję tą książką tłumów (bestsellery to przecież kołysanki dla mas), a nawet nie zmienię życia tych „kilku szczęśliwców” – na pewno nie powinienem żałować trudu włożonego w stworzenie Krótkiej historii głupoty i mądrości. Gdybym nawet napisał to dzieło wyłącznie dla siebie – tylko sam wierzył, że tkwi tam i błyszczy remedium na wszelkie boleści, eliksir życia i mądrości, kamień filozoficzny – nie trawiłem czasu nadaremno. Księga ta już zmieniła moje życie. I będzie zmieniała nadal. Czuję jej magiczną moc. Dzięki niej wszystkie głupoty mojego życia (popełnione przeze mnie i przeciwko mnie) zostaną przeanielone, przemienione w chleb i wodę życia. W Ciało i Krew Śmierci, bez których nie można się odrodzić do Nowego Życia. Nie tylko tego przyszłego, zagrobowego, ale i tego tu-i-teraz, tego powszechnego i powszedniego. Takie są prawa rozwoju TEGO-CO-PRAWDZIWE-DOBRE-PIĘKNE: najpierw Białe Góry i Zielone Doliny – z ich kamieniami, drzewami, strumieniami, kwiatami, barwami, dźwiękami, zapachami, smakami, szorstkościami i jedwabistościami – są tylko górami i dolinami, potem przestają nimi być i są nie-górami i nie-dolinami, aż wreszcie ponownie stają się Górami-Dolinami. Najpierw są rzeczy, potem te rzeczy zmieniają się w litery i słowa, a na koniec znów pojawiają się Rzeczy (nie przestając być Słowami). Coś trzeba stracić, by zyskać Coś. Nie zawsze jednak wiadomo, co trzeba zrobić, by dokonała się Przemiana. Bowiem Duch wieje, kędy chce. Moc ma swoje ścieżki, drogi.

Niech Moc będzie z wami. Dobra Moc. Wielka Noc.

Dobranoc! 

Wojciech Wiercioch

Kraków, 16 lipca 2016


ZŁAP AFORYZM NA LITERĘ L

 


WOJCIECH WIERCIOCH - AFORYZMY


·   Ludzie chcą dóbr, a nie dobra.

·   Ludzie lubią zrzucać na kogoś odpowiedzialność za swoje czyny. Gdy trudno jest znaleźć kozła ofiarnego – winą obarcza się szatana.

·   Ludzie typowi otaczają się przedmiotami nietypowymi. Ludzie nietypowi otaczają się nietypowymi ideami.

·   Ludzie uwielbiają lub niszczą to, czego nie rozumieją. Dlatego geniusze kończą na tronie lub krześle... Elektrycznym.

·   Ludzie z marginesu często nie mieszczą się w tym marginesie – więc znajdują się w centrum uwagi mediów (nie zawsze tych marginalnych).

·   Ludzką głupotą da się wyjaśnić wszystko. Ale czym wytłumaczyć głupotę?

·   Ludzkość to nie suma ludzi: to coś więcej, a zarazem coś mniej.

·   Lustro – ideał przewrotności: niby niczego nie zmienia, ale niczego nie pozostawia na swoim miejscu. Dlatego znany nam krajobraz, odbity w lustrze, wydaje się nam piękniejszy i bardziej tajemniczy.

·   Lustro zawiera parodię prawdy.

·   Lwia część zostaje zdobyta, gdy ma się lwi pazur – choć zazwyczaj wystarczy lwia grzywa.

·   Lekarz, ksiądz, nauczyciel, sędzia i żona zawsze mają rację. W ich ustach wiarygodne stają się nawet najbardziej nieprawdopodobne historie.

·   Leniuch to taki człowiek, który nie udaje, że pracuje – on wie, że szczytem lenistwa jest wstawać o piątej rano tylko po to, by móc dłużej nic nie robić.

·   Liche ludziki muszą usiąść na wysokich stołkach, by stały się widoczne. A wielcy są widoczni gdziekolwiek usiądą – bo to nie miejsce robi z nich osoby znaczące, to oni opromieniają miejsce, w którym się znaleźli.

·   Liberalizm to libacja swobody.

 

WOJCIECH WIERCIOCH - KRÓTKA HISTORIA GŁUPOTY I MĄDROŚCI

 


Przedmowa do książki "Krótka historia głupoty i mądrości. Przewodnik i poradnik"

Autor: Wojciech Wiercioch

PRZEDMOWA

            Dlaczego i dla kogo postanowiłem napisać tę książkę?

Dla siebie. Ostentacyjny altruizm zawsze pachnie podejrzanie – nie tylko dla mistrzów podejrzeń (vide: Marks, Freud, Nietzsche). Wiele najwspanialszych odkryć naukowych, systemów filozoficznych i dzieł sztuki – to efekt rozkosznie heroicznej pracy różnych zapaleńców (zwanych też przez pospólstwo szaleńcami). Najbardziej odrażających zbrodni często zaś dokonywali złotouści psychopaci, próbujący niestrudzenie przekonać innych i siebie, że są zbawcami ludzkości. Dlatego piszę – dla siebie. Chcę robić to, co lubię, licząc przy okazji, że kogoś to zafascynuje bądź zainspiruje.

Od wielu lat interesuje mnie mądrość, czyli ten rodzaj wiedzy, która pomaga nam żyć. Przez kilkadziesiąt lat przeczytałem kilka tysięcy mądrych książek; niektóre z nich warte są przeczytania i przeanalizowania. To one i ich autorzy są bohaterami tej historii nieludzkiej mądrości i ludzkiej głupoty. Zajmuję się tym, jak już wspomniałem, dla siebie – żeby powtórzyć sobie, utrwalić i uporządkować całą tę obfitą porcję informacji o wszystkim, co najistotniejsze, by człowiek mógł żyć w sposób wolny, godny i szczęśliwy. By jego życiem kierowały podstawowe wartości: piękno, prawda, dobro.

Człowiek nie jest samotną wyspą ani odizolowaną monadą – potrzebuje więzi społecznych, przyjaźni, drożnych kanałów informacyjnych. Niektórzy ludzie nie poprzestają na wzajemnym dzieleniu się ciekawostkami, plotkami czy dowcipami; niektórzy czują, że rośnie w nich coś, co domaga się ekspresji, może to być jakaś koncepcja albo jakaś wizja (artystyczna, metafizyczna, mistyczna), która powinna zostać utrwalona i przekazana rodzinie, znajomym, sąsiadom, narodowi, ludzkości...

          Wartości (ale również rzeczy, sytuacje, relacje, pomysły, stany ciała i ducha, style życia, idee, doświadczenia, wspomnienia, fantazje) wzbogacają nas. Materia jest niepodzielna – w znaczeniu: ta konkretna złotówka może w tym konkretnym momencie spoczywać na dnie tylko jednej jedynej kieszeni; mogę ją ofiarować żebrakowi, automatycznie przestając być jej właścicielem; ten akt wzbogaca tego biednego człowieka i czyni mnie uboższym o złotówkę. Na tym polega piękno działalności charytatywnej: dobroczynność to odbieranie sobie tego, czego potrzebuje ktoś inny. Takie są elementarne prawa świata materii. Świat ducha rządzi się radykalnie odmiennymi prawami: na przykład dając komuś dobrą radę, nie pozbywamy się tym samym jej dobroczynnej mocy. Duch jest niepodzielny. Jedną myślą możemy obdzielić spore grono osób. A złotą myślą możemy uszczęśliwić całe pokolenia. Ofiarowując wartości duchowe, nie tracimy ich, a ponadto zyskujemy nowe (składając w ofierze cząstki materii, zbieramy okruchy ducha). Prawdziwe, piękne i dobre w działalności naukowej czy artystycznej jest to, że im więcej dajemy, tym bardziej jesteśmy bogaci (duchowo, a nieraz i materialnie). Dlatego piszę. Nic nie tracę (poza marnowaniem czasu na śledzenie erotycznych przygód celebrytów), a zyskać mogę wiele. Niestety, jest też druga strona medalu: dając komuś kilogram złota, mogę liczyć na jego dozgonną wdzięczność, natomiast ofiarowując mu tysiąc złotych myśli... nie mogę liczyć na nic. Ale to już inna bajka.

          Postanowiłem spisać dzieje mądrej głupoty i głupiej mądrości (vide: Erazm z Rotterdamu), żeby podzielić się swoimi uwagami (na temat myśli najwybitniejszych osobowości w historii ludzkości) i z najbliższymi mi ludźmi, i z najbardziej potrzebującymi, a zwłaszcza z tymi, od których zależy los naszego narodu. To jest mój dar dla Polski, to jest wyraz mojego patriotyzmu. Teraz nie musimy już walczyć z bronią w ręku; teraz nasza siła rażenia zależy od giętkości i logiczności języka polskiego, od zawartych w nim idei, marzeń i pragnień. To oczywiście nie znaczy, że jestem jakimś dzikim, nienawistnym, szalonym szowinistą. Nasza kultura rodziła się i rozwijała w kontakcie z różnymi kulturami i cywilizacjami, dlatego jesteśmy bezgranicznie wdzięczni wszystkim wielkim nacjom: Żydom i Arabom, Grekom i Rzymianom, Chińczykom i Japończykom, Francuzom i Anglikom, Hiszpanom i Portugalczykom, Niemcom i Rosjanom, Amerykanom...

         Jak możemy się odwdzięczyć Europie, która przez wieki stymulowała – przez rozkosze i rozpacze – naszą pamięć i tożsamość? Na pewno nie poprzez tworzenie kultury europejskiej, bo coś takiego nie istnieje (samo w sobie). Są tylko języki i kultury narodów europejskich, a Europa to jedynie wspólny mianownik. Dlatego z naszej miłości do Europy musimy budować niezależną i silną Polskę – Polskę bogatą i mocną duchem.

        Nasza potęga tkwi w naszej przeszłości, w jej blaskach i cieniach. Nasza przyszłość zależy od wychowania naszych dzieci i wnuków. Tyle jednak patologii trawi polskie społeczeństwo, że nie potrafi ono wypracować spójnej wizji edukacji. Więc tkwimy w permanentnym kryzysie szkolnictwa (niewyedukowane elity nie są zdolne zreformować instytucji kształtujących naród).

     Stąd moja książka. Nie ma w niej uniwersalnych recept na wszystko. Jest to tylko zaproszenie do refleksji i debaty.

 

          Jaka to jest książka?

        Cóż, mam nadzieję, że macie przed sobą pierwsze wydanie tego dzieła – każde następne będzie poprawione i poszerzone. A zatem jest to niejako wstępny szkic. Przewodnik i poradnik.

       Przewodnik – na wzór różnych bedekerów – ma zachęcić do podróży i pomóc w jej zaplanowaniu. Jak mapa nie jest terytorium, tak również najlepszy nawet przewodnik nie zastąpi podróży i osobistego kontaktu z obcymi, egzotycznymi krajami (ale bez przewodników i map jesteśmy skazani na zgubienie i zagubienie). Przewodnik po lekturze i literaturze pozwala zorientować się w rozległości nieznanych terytoriów i pomaga w samodzielnym zdobywaniu wiedzy. Bryk czy streszczenie powieści to tylko zestawienie głównych tematów dzieła; żeby jednak dzieło wzbogaciło czytelnika, musi zostać... przeczytane, przemyślane, przeżyte i utrwalone. Nie istnieją na tym terenie królewskie drogi na skróty.

          Niektórzy myśliciele, moraliści pisali o głupocie i mądrości wprost, więc poświeciłem im więcej uwagi; inni zaś tworzyli dzieła, które tylko pośrednio nawiązują do tego tematu, tych potraktowałem pobieżnie, sygnalizując jedynie  ich istnienie w dziejach ludzkiej myśli (mam nadzieję, że nie przedstawiłem ich w sposób encyklopedyczny, czyli zdawkowy, nieciekawy, suchy i banalny). Jak na mapie muszą się także – dla ogólnej orientacji w terenie – znaleźć wsie i miasteczka, w których nie ma niczego szczególnego do zwiedzania, tak i w moim przewodniku starałem się nie zostawiać zbyt wielu białych plan. Wprawdzie te fragmenty dzieła mogą przypominać szablonowy leksykon, ale – moim zdaniem – są niezbędne, by nie stracić historycznych proporcji (wyrafinowany czytelnik może przedrzeć się przez nie metodą czytania fotograficznego).

          Poradnik jest od tego, by dawać (dobre) rady. Nie musi odwoływać się – explicite – do innych książek; po prostu ma być ekstraktem praktycznej wiedzy, mądrością w pigułce (pigułkami nie da się żywić, ale od czasu do czasu mogą być zdrowymi suplementami diety). W poradnikach zbędnym balastem są szczegóły biograficzne i bibliograficzne, stąd starałem się je tutaj zredukować do niezbędnego minimum, koncentrując się na informacjach, które można od razu wykorzystać w praktyce codzienności.

          Czym ta książka na pewno nie jest? Rozprawą naukową, stąd brak przypisów, wykresów i innych akademickich ekscesów. Ponieważ nie jest ona kierowana do mędrców ani erudytów, postanowiłem napisać ją językiem prostym, zwięzłym, bezpośrednim, osobistym, z delikatnymi ambicjami artystycznymi (toteż momentami przypomina esej, no, powinna być do niego zbliżona). Z drugiej jednak strony tekst ten nie jest podręcznikowym wykładem dla uczniów i studentów, dlatego – tak mi się marzy – mógłby zainteresować specjalistów z różnych dziedzin; wszak jest on oparty na badaniach interdyscyplinarnych, które mogą wzbogacić ludzi nauki, tych wszystkich, którym się zdarza grzeszyć jednostronnością zainteresowań.

       Ta pozycja (paranaukowa?) to coś więcej niż esej, to również antologia najmocniejszych i najcelniejszych cytatów. Stąd pełno w niej przysłów, aforyzmów, anegdot, fragmentów i innych elementów wyrwanych z dzieł starych bądź zapomnianych.

          Nie zamierzałem i nie zamierzam silić się na obiektywizm – subiektywnie i egocentrycznie, i świadomie promuję swoich mistrzów: tych pisarzy, lekarzy, psychologów, socjologów, filozofów i teologów, którzy w największym stopniu ukształtowali mój światopogląd. Efektem – pozornie chaotyczna struktura całości oraz zmienność stylów (o różnych osobowościach i zjawiskach duchowych staram się mówić w odmienny sposób, by najprecyzyjniej oddać specyfikę tych osobliwości kulturalnych). Szczególny nacisk pragnę położyć na niszowe gatunki literackie, bowiem często najwięcej mądrości tkwi w dziełach moralistów, w diarystyce i epistolografii, we wspomnieniach i reportażach, w felietonach i fraszkach. Ba, dziełka i działka satyryków i humorystów tchną większym rozsądkiem niż artykuły wielu „intelektualistów” i „autorytetów” moralnych. Tak, paradoksy intelektualne i prowokacje artystyczne szybciej prowadzą do prawdy niż argumenty i przykłady mainstreamowych dziennikarzy i publicystów. Prawda często, bardzo często tkwi w komizmie życia i sztuki.

          Reasumując, ma to być książka inna niż inne.

          Jak czytać te dzieje i nadzieje ludzkiej głupoty i nieludzkiej mądrości? 

    Nie piszę dla głupców, zatem nie muszę podawać instrukcji obsługi książki. A jednak pewne informacje powinienem przekazać niezorientowanemu czytelnikowi, którego mogą dziwić niektóre moje wybory autorskie i redaktorskie. Czytelnik cały czas – oddając się lekturze tej pozycji – ma mieć świadomość, jak obszerny jest temat: kilka tysiącleci, najważniejsze zagadnienia artystyczne, naukowe i duchowe, jakie podejmowała ludzkość na różnych kontynentach, setki, tysiące koncepcji i antykoncepcji prawdziwych geniuszy i mędrców dobrych i złych czasów. Jak zatem czytać? Cóż, najlepiej po kolei, choć traktowanie tej książki tak jak się podchodzi do encyklopedii czy leksykonu nie będzie grzechem śmiertelnym. Z drugiej jednak strony pewne zjawiska – a tę naturę mają także idee – rozwijają się, wędrując przez czasy i umysły, więc lepiej zapoznać się z tym rozwojem we właściwym porządku, czyli czytając po kolei. Ale to – z trzeciej strony (byty duchowe są wielowymiarowe) – nie znaczy, że trzeba czytać wszystko. Lepiej jest przelecieć książkę, dobierając sobie odpowiednie, odpowiadające nam (z różnych przyczyn) rozdziały, podrozdziały, strony, akapity, niż czytać wszystko po bożemu (po kolei, dokładnie) i w pewnym momencie ulec znużeniu... i odłożyć lekturę na później, czyli na wieczne niedoczytanie.

          Podczas pisania tej historii mądrości byłem zmuszony dokonywać ostrej selekcji, rezygnując w ogóle z przytaczania pewnych ważnych nazwisk i zjawisk, by książka nie stała się odrzucającą cegłą, albo redukując pewne zagadnienia do niezbędnego minimum. Dlatego pewne rozdzialiki (hasła tego chronologicznego kompendium) musiały jedynie zaznaczać temat (przypomnieć go erudytom albo poinformować o nim mniej wyrobionych czytelników). Choć starałem się w miarę ciekawie przedstawiać sylwetki kreatywnych osób (historycznych), trudno mi będzie zachęcić do przeczytania krótkiej notki na przykład o Szekspirze czy Kafce kogoś, kto tym osobom poświęcił pracę magisterską czy rozprawę doktorską. Ale to przecież oczywiste.

       Każdy czytający powinien też pamiętać, że kierowało mną przekonanie, iż nie warto w tak zwięzłej pracy poświęcać wiele miejsca postaciom, o których informacje można znaleźć w pierwszym lepszym podręczniku szkolnym czy skrypcie akademickim, w encyklopedii czy Wikipedii.  Stąd szczególnie radykalnie potraktowałem literaturę polską... Każdy, kto choćby przebrnął przez maturę, jakoś tam zapoznał się z naszymi czołowymi poetami i prozaikami, więc nie ma sensu powielanie i powtarzanie tych treści; ale nikt nie powinien sadzić, że skoro pobieżnie potraktowałem naszą poezję, uważam ją za mało istotne zjawisko kulturowe (mój osobisty pogląd jest taki: polska poezja należy do najlepszych na świecie).

Główny zamysł, którym się kierowałem przy pisaniu tej książki, to przewartościowanie wartości: położenie nacisku na te obszary i zakątki filozofii czy literatury, które we współczesnej kulturze są marginalizowane; dlatego stosunkowo dużo miejsca poświęciłem pewnym niszowym gatunkom literackim, jak esej, aforyzm (fraszka, haiku – w mniejszym stopniu), zwłaszcza że – przykładowo – aforystyka polska należy do bardzo cenionych na całym świecie, ale bardziej znana jest poza granicami Polski niż u nas. Stad znalazło się tu trochę nazwisk, o których zapewne przeciętny czytelnik nigdy nie słyszał. I właśnie również dlatego ta rzecz wydawała mi się warta napisania.

         

GŁUPOTA I GŁUPIEC; MĄDROŚĆ I MĘDRZEC 

            Zacznijmy od początku, od podstaw, czyli od definicji. Czym jest głupota? Mały słownik języka polskiego definiuje tautologicznie: „zespół cech charakterystycznych dla człowieka głupiego; brak rozumu, rozsądku, naiwność, bezmyślność”. Zaś czterotomowy Uniwersalny słownik języka polskiego podaje trzy znaczenia tego słowa, nas interesuje (teraz) tylko znaczenie pierwsze: „brak wiedzy, rozumu, bystrości; bezmyślność, tępota”. A głupiec? To człowiek „mało inteligentny, nierozgarnięty, bezmyślny, naiwny, ograniczony; dureń, debil, idiota, głupek”.

          Czy język daje nam wskazówki, co robić, by nie być głupcem? Cóż, bardzo ogólnikowe: stale wzbogacać wiedzę, ćwiczyć inteligencję, kreatywność, zdobywać doświadczenie życiowe itp.

          Skoro słowniki są tak ubogie, zajrzyjmy do encyklopedii. Siedmiotomowa Nowa encyklopedia powszechna PWN nie zawiera w ogóle takiego hasła; jest „głuchota”, są ptaki „głuptaki”, ale interesującego nas słowa nie ma. Trudno – się mówi. I szuka się dalej. Nie będę udawał, że nie wiem, iż antonimem do słowa „głupota” jest „mądrość”, a miłośnikami mądrości byli (są?) filozofowie, wiec należałoby przejrzeć słowniki oraz encyklopedie ułatwiające poruszanie się po terytorium tej właśnie dyscypliny. Szukajmy, a być może znajdziemy.

          Słownik filozofii (Didier Julia) – nic. Słownik pojęć filozoficznych pod redakcją Władysława Krajewskiego – zero. Mała encyklopedia filozofii – niestety.

          Z przykrością muszę stwierdzić, że książek o głupocie jest jak na lekarstwo. Erazm z Rotterdamu napisał Pochwałę głupoty, ale to było dawno (i nieprawda?). W 1999 roku Matthijs van Boxsel wypuścił w świat Encyklopedię głupoty, pisząc, że głupota manifestuje się w każdej dziedzinie, u każdego człowieka i w każdym czasie: „Z jednej strony Encyklopedia prezentuje etymologię, fenomenologię i teorię głupoty, z drugiej – stanowi próbę wypracowania metody ujawniającej głupotę naszego myślenia. Cel jej stanowi jednolita teoria, zdolna w optymalnym przypadku podsunąć oryginalne ujęcie spraw oczywistych”. Głupota jest tak wszechobecna i tak wielokształtna, że trudno jest skonstruować i podać jej jednoznaczną definicję.

          Jacek Dobrowolski, autor Filozofii głupoty, analizuje kryzys zaufania do filozoficznego sposobu myślenia i pyta: czy filozofia, zanim zacznie przekonywać, jak możliwy jest rozum lub mądrość, nie powinna wpierw zająć się głupotą? „Istnieje wątek głupoty w historii filozofii, choć często nienazywany po imieniu. Istnieje, ściśle, historia jej nieobecności; jej problematyzacji i jej wykluczenia (a nawet gestów jej negacji). Zresztą oba te aspekty historii filozofii głupoty, jak zobaczymy, są dla jej idei równie istotnymi momentami hermeneutycznymi. Nie tylko bowiem, jak to już doskonale rozumiemy dzięki filozofii archeologicznej, ważne jest, jak głupota była rozumiana, ale i to, jak była nierozumiana, może być znaczące i warte zbadania. Głupotę zazwyczaj pomijano. Mimo jej znaczenia i wpływu, stawiano ją zwykle na marginesie, jeśli nie wręcz poza nim” – wyjaśnia Dobrowolski.

Na razie wystarczy tych przyciężkawych rozważań na temat niezrozumiałej nieobecności głupoty w dziełach miłośników mądrości. Teraz pobieżnie prześledzimy śladowe ilości tej tematyki w tekstach źródłowych.

Wypisy z ksiąg filozoficznych. O mądrości, o głupocie – to dzieło Tadeusza Gadacza, wyjątkowego erudyty. We wstępie do cytatów sapiencjalnych i morozoficznych krakowski historyk filozofii daje krótki przegląd tematyki.

Głupota jest niebezpieczna (Bias z Prieny), gdyż jest jawnym brakiem kojarzenia i przewidywania, nieumiejętnością rozeznania co do poziomu swej wiedzy (Sokrates). Charakteryzuje ją praktyczna nieumiejętność dobrego postępowania jako rezultat braku rozeznania co do dobra i zła (Platon); cechuje ją również ubieganie się o dobra przemijające, a nie o wartości wieczne (Arystoteles). Głupota jest wrzaskliwa i ekspansywna; ledwie liźnie wiedzy, a już chce być nauczycielką ludzkości (Epiktet); ocenia człowieka na podstawie pozorów, jest niespokojna i pozbawiona samokrytycyzmu (L.A. Seneka). Jest nieszczęściem, gdyż tylko mądrość prowadzi do szczęścia (Cyceron). To nie zwykła wiedza, ale wiedza szkodliwa, występna (św. Augustyn).

Głupota wychwala samą siebie, jest pyszna i zarozumiała; żywi nienawiść do wiedzy i wykształcenia (Erazm z Rotterdamu). Nie jest zdolna do zdziwienia (Kartezjusz); nie ciąży temu, kto jest głupi (T. Hobbes).

Głupota nie potrafi zrozumieć oczywistości: nie każdy, kto nie stracił rozumu, tym samym bezspornie dowodzi, że go posiada (S. Kierkegaard).

Przeciwieństwo mądrości to niezdolność do bezpośredniego uchwytywania związków miedzy przyczyną a skutkiem, to brak bystrości myśli i potęgi wyobraźni, takie upośledzenie fantazji sprawia, że obciążony tą wadą osobnik boi się samotności, nudzi się sobą samym; ciągle narusza prywatność innych, gdyż potrzebuje towarzystwa, widowisk, ciągłych zmian miejsca (A. Schopenhauer). A ponadto głupota jest podejrzliwa i złośliwa (F. Nietzsche).

Głupota jest śmiała i nieustannie aktywna; z naiwnym prostactwem narzuca się innym. To banalna przeciętność, która nie tylko odrzuca wzniosłe idee, ale i chce swoją płaskość uczynić normą dla wszystkich (J. Ortega y Gasset).

Głupota jest bardziej niebezpieczna niż zło, gdyż trudno ją zwalczać, bo nie działają na nią żadne racjonalne argumenty; przekonywanie głupca jest bezsensowne i niebezpieczne (D. Bonhoeffer).

Satis. Teraz mądrość.

Mały słownik języka polskiego: „wiedza o świecie i ludziach, umiejętność jej stosowania; to, co się wie, umie; rozum, rozsądek”. A więc suma wiedzy teoretycznej i praktycznej, nabytej przez naukę i doświadczenie. Właściwość duszy mylona z jej podróbką, czyli sprytem życiowym, przebiegłością, przemyślnością. Często również mędrca myli się mędrkiem. Pisał o tym Henryk Elzenberg: „W żadnym innym języku nie znam wyrazu, który by odpowiadał polskiemu «mędrek». Czyżby to tylko Polacy zdobyli się na to, żeby z mądrości zrobić wadę, i to ośmieszającą?”

„MĄDROŚĆ (gr. sophia, łac. sapientia) [1] Rozumienie bytu wg jego zasad, a zarazem znajomość drogi osiągania tego rozumienia, zakładająca umiejętność rozróżniania faktu i złudzenia, dobra i zła, piękna i brzydoty. Cnota uzdolniająca człowieka do bycia w prawdzie. Umiejętność ta znamionuje duchowy rozwój (dojrzałość) człowieka. Ujawniana jest stopniowo, a manifestowana w myśli i czynie. [2] Jedna z dianoetycznych cnót – nabytych i trwałych sprawności doskonalących intelekt – różna od cnoty moralnej” (Krzysztof Kosior w Małej encyklopedii filozofii).

„MĄDROŚĆ: wiedza i cnota. Mądrość jest celem filozofii. Jednoczy ona poznanie teoretyczne z realizacją ideału praktycznego: mędrzec różni się od uczonego tym, iż żyje zgodnie ze swą doktryną; jego życie samo w sobie jest realizacją i świadectwem prawdy. Ideał mędrca był najwyższym ideałem Starożytności; Siedmioma Mędrcami Grecji, których radzili się możni i którzy jako jedyni ludzie posiedli całą wiedzę epoki, byli: Tales, Pittakos, Bias, Solon, Kleobul, Myzon i Chilon (Platon cytuje ich w swoim dialogu Protagoras). Doktryna stoicka odsłania nam cechy charakterystyczne antycznego mędrca: szczególnym wyróżnikiem było życie w harmonii ze światem, wszystkie prawa «kosmosu» znajdowały w nim swoje odbicie. W wyobraźni starożytnych mędrcem był przede wszystkim ten, kto kontemplował rozgwieżdżone niebo i odczuwał głębokie przekonanie o porządku i racjonalności wszechrzeczy. W znaczeniu bardziej nowoczesnym mędrcem jest ten, kto żyje w harmonii z ludzkością, kto w sprawach ludzkich rozumie wszystko, chociaż sam wszystkiego nie przeżył. Ta kosmiczna albo etyczna definicja mędrca jest z pewnością najbardziej ścisła: mądrość to, w znaczeniu antycznym, intuicyjna znajomość praw świata, a w sensie nowoczesnym rozumienie problemów innych ludzi. Potocznie mądrość to pojęcie moralne, oznaczające «równowagę osobowości», «roztropność» (Platon) albo umiarkowanie w zaspokajaniu pragnień. W tym znaczeniu mądrość przeciwstawna jest namiętności oraz głupocie. Ma podobny zakres znaczeniowy, co «rozwaga»” (Didier Julia, Słownik filozofii).

W zasadzie cała filozofia jest – albo raczej: powinna być – nauką (metanauką) o mądrości; jednak bibliografia jest w tym zakresie równie uboga co w przypadku głupoty. Sytuacja jest tym bardziej paradoksalna, że autorami książek z mądrością w tytule nie są zazwyczaj filozofowie. Na polskim gruncie naszym tematem zajmuje (zajmowało) się kilku psychologów, np. Kazimierz Dąbrowski, Zbigniew Pietrasiński, Stefan Garczyński, Jarosław Rudniański, Józef Kozielecki, Kazimierz Obuchowski, Bartłomiej Dobroczyński, Roman Zawadzki.  

„Do takich pojęć, bez których nie potrafimy się komunikować i opisywać otaczającego nas świata, a których zdefiniować w sposób naukowy nie potrafimy, należy mądrość. Właśnie dlatego studium poświęcone mądrości daje nam szczególną okazję, aby postawić pytanie o to, czy zajmując się nauką, poznajemy to, co rzeczywiście jest nam potrzebne, aby żyć i funkcjonować w świecie. Można rozważania takie wykorzystać jako okazję do zastanowienia się, czy nasza wiedza, fundament naukowego spojrzenia na świat, jest dostatecznym lub adekwatnym fundamentem życia i postępowania. Jeżeli wiedza nie wystarcza, jeżeli potrzebujemy do życia czegoś więcej niż ona, to gdzie szukać tego, co podstawowe, skoro systemy edukacyjne uczą nas tylko tego, co jest wiedzą zobiektywizowaną, czyli sprowadzoną do wiedzy o materialnej stronie rzeczywistości?” – pyta Waldemar Linke we wstępie do książki Mędrzec w szatach błazna i szaleńca Romana Zawadzkiego. Autor przedmowy analizuje związek między mądrością a pobożnością i przypomina, że według Biblii Bojaźń Boża jest początkiem mądrości, a mądrość ludzka bywa głupstwem w oczach Boga. Mądrość to twórcze szukanie słuszności w dynamicznie zmieniających się sytuacjach; jest to więc kreatywność w poznawaniu prawdy i umiejętność tworzenia dobra. Mądrość jest więc sztuką przekraczania siebie – własnych ograniczeń, wad, grzechów – lecz nie drogą na skróty (jak to wyobrażają sobie autorzy niektórych głupkowatych poradników o tym, jak w kilka dni zdobyć miłość, bogactwo i szczęście). Mądrość to świadome kształtowanie talentów w mozolnym sięganiu po to, co wyższe.

Cała twórczość Zbigniewa Pietrasińskiego jest wytrwałym dążeniem do zrozumienia fenomenu mądrości, o czym może świadczyć problematyka jego kolejnych książek: Sztuka uczenia się; Myślenie twórcze; Czego dowiedziałeś się za późno; Rozwój człowieka dorosłego; Mądrość, czyli świetne wyposażenie umysłu; Ekspansja pięknych umysłów. Nowy renesans i ożywcza autokreacja.

„Człowiekowi wiedza jest potrzebna szczególnie w dwóch dziedzinach: w zawodzie i w kierowaniu własnym życiem. W dziedzinie pierwszej ludzie są często starannie wykształconymi fachowcami, w drugiej – amatorami, i to w dodatku takimi, którzy mają się za absolutnych znawców. Gdy chcemy coś produkować, musimy wykazać się wiedzą. Aby robić rzecz trudniejszą, jaką jest wychowanie własnych dzieci, wystarczy akt prokreacji i przekonanie o własnej kompetencji. Jaki jest efekt tej nierównowagi przygotowania? NA PRACOWNIKÓW WYCHOWUJĄ NAS FACHOWCY, NA LUDZI – DYLETANCI” – pisze Pietrasiński, po czym wstępnie definiuje interesujące nas zjawisko duchowe: „Mądrość rozumiem tu po nowemu – jako wysoką ogólną kulturę poznawczą, połączoną z obszerną wiedzą o życiu. W tym ujęciu jest to ideał stopniowalny, który może przyświecać pojedynczym decyzjom albo całej drodze człowieka. Minimalna dieta umysłowa, dostępna wszystkim jako warunek poprawy jakości sądów i decyzji jest taka: próbować własnych rozwiązań, patrząc z kilku perspektyw, a następnie sięgać po kompetentne rady ze świadomością, że z początku będzie się w nich szukać stronniczo potwierdzenia własnych konkluzji. [...] Jak dotąd – PRZEDMIOTY FORMUJEMY JAKO EKSPERCI, UMYSŁ I OSOBOWOŚĆ – ZBYT CZĘSTO JAKO AMATORZY. Kiedyś zostanie to może uznane za kolejny przejaw barbarzyństwa”.

Sapere aude! Odważ się być mądrym!

"OPOWIEŚCI O POWIEŚCI" - SZKIC - WOJCIECH WIERCIOCH

 


Przed Wami szkic zamieszczony 

w powieści "Iluzjonista" Wojciecha Wierciocha (szkic jego autorstwa)


OPOWIEŚCI O POWIEŚCI

Przy pisaniu powieści obowiązują trzy zasady. Niestety, nikt nie wie jakie”.

                                                                                  SOMERSET MAUGHAM

1.    DEFINICJE

Powieść to utwór prozą o swobodnej kompozycji, rozbudowanej fabule i różnorodnej tematyce. Sformułowanie jednak ogólnej, jednoznacznej definicji nastręcza trudności, gdyż każda próba określenia granic tego gatunku literackiego –  jego cech konstytutywnych – natychmiast natrafia na przeszkodę w postaci licznych wyjątków.

Nie będę się tu silił na rozważania teoretyczno-literackie. Dlatego przytoczę definicję ezoteryczną: „Powieść służy wprowadzeniu w trans, opowiadanie – oświeceniu” (Olga Tokarczuk). Powieść stwarza dla nas rzeczywistość alternatywną, nowy kosmos, świat realnej fikcji, prawdziwej iluzji. Wejście w tę magiczną realność odcina czytelnika od codzienności, przenosi go w świat ducha, wywołuje stany quasi-mistyczne. Natomiast opowiadanie jest błyskiem nowej prawdy, gwałtowną iluminacją, odkryciem osobliwego aspektu rzeczywistości, zdobyciem nowej perspektywy, rozjaśnieniem egzystencji.

2.    CECHY GATUNKU

„Spośród wszystkich gatunków literackich powieść odznacza się relatywnie największą pojemnością poznawczą, co wiąże się ze stosunkowo niskim stopniem jej konwencjonalizacji i schematyzacji. Forma powieściowa w niewielkiej tylko mierze podlega kanonizowanym w tradycji ograniczeniom, jest elastyczna i z łatwością przystosowuje się do roli, jaką powieści przypisał Stendhal w znanej formule, mówiącej, że jest ona «zwierciadłem przechadzającym się po gościńcu»” (Janusz Sławiński).

Powieść jest gatunkiem niezmiernie zróżnicowanym: żyje w licznych odmianach. „Odmiany powieści nie są zjawiskami od siebie izolowanymi, wzajemnie na siebie oddziaływają, mają niekiedy wiele punktów zbieżnych” (Michał Głowiński). Dlatego podział na odmiany nie ma charakteru zamkniętego i ostatecznego – powstają więc wciąż nowe odmiany.

Powieść spełnia wiele funkcji i przyjmuje wszystkie właściwości, które charakteryzują literaturę jako całość.

3.    ANTYPOWIEŚĆ

Powieść jest tak pojemnym gatunkiem, że niekiedy przechodzi w antytezę, autoparodię – staje się antypowieścią.

            Cechą antypowieści jest podważanie zastanych konwencji, doprowadzanie ich do absurdu, eksperymentowanie z różnymi elementami struktury.

            Ponieważ właściwością autentycznej twórczości jest przełamywanie schematów myślowych i szablonów językowych – tego rodzaju eksperyment literacki stwarza szansę na odnowienie powieści: stworzenie czegoś nowego, odkrywczego, rewolucyjnego. Tylko to nosi znamiona kreatywności; tylko to stanowi wyróżnik wybitnego twórcy.

4.    „ILUZJONISTA”

Moja powieść jest próbą, eksperymentem, walką ze stereotypami, podróżą ku nowym lądom (treści i formy), odkrywaniem tajemnic ludzkiej duszy. Każda wyprawa badawcza jest ryzykiem; każde doświadczenie artystyczne czy egzystencjalne może zakończyć się żałosną porażką. Ale bez odwagi, determinacji, nadziei, poświęcenia... nie może powstać nic nowego, wartościowego, oryginalnego, wielkiego... Memetyczny wędrowiec może się przewrócić, ośmieszyć, zranić, skompromitować; może zwariować, ulec depresji, utopić się w chaosie i absurdzie...

5.    ALCHEMIA SŁOWA

Jan Parandowski pisał: „Literatury, nawet wielkie, żyjące przez dłuższy okres w odosobnieniu, w obojętności wobec cudzych myśli i w pogardzie dla form, których same nie stworzyły, narażają się na sklerozę i dopiero nagłe wtargnięcie obcego ducha czasu wraca im siły i odświeża”. Literatura musi więc wychodzić poza własne getto, musi szukać inspiracji w zjawiskach odległych (w czasie i przestrzeni), musi otworzyć się na to, co inne, nowe, niezwykłe, niezrozumiałe, tajemnicze, ukryte...

        Pisarz musi być alchemikiem: musi mieszać z sobą różne substancje, przeprowadzać rozmaite reakcje, stosować inhibitory i katalizatory; musi łączyć i rozdzielać, podgrzewać i oziębiać, przelewać i destylować, skraplać i sublimować, rozcieńczać i zagęszczać, zabarwiać i odbarwiać; musi obserwować, słuchać, wąchać, smakować, dotykać; musi analizować i syntetyzować; musi wierzyć, że możliwe jest stworzenie złota, kamienia filozoficznego i eliksiru młodości-mądrości.

        „Iluzjonista” jest mieszaniną, z której powinien się wytrącić metal szlachetny. Jest związkiem różnych odmian powieści...

        POWIEŚĆ AUTOBIOGRAFICZNA (np. L. Tołstoj). Protagonista – alchemik, szaman, błazen, mistyk, ezoteryk, iluzjonista – jest sobowtórem autora, stanowi literacką transformację osoby twórcy. Fabuła osnuta jest na wydarzeniach z życia pisarza – ale nie ogranicza się do nich: występują w niej elementy fikcji literackiej.

        POWIEŚĆ-DZIENNIK (np. H. Sienkiewicz). Częściowo narracja „Iluzjonisty” kształtowana jest na wzór dziennika: naśladuje nieład właściwy temu gatunkowi. Element fabularny ograniczony jest na rzecz analiz i rozważań; twórca dziennika zajmuje postawę refleksyjną wobec przedmiotu swojej relacji. „Dziennik Mistrza” jest formą autoanalizy i autokreacji (być może przeznaczony jest dla adeptów Towarzystwa Ezoterycznego).

        POWIEŚĆ-PAMIĘTNIK (np. T. Mann, H. Broch). Narrator – Łukasz Twardowski – odrywa się od relacjonowania aktualnych wydarzeń i odbywa podróż w poszukiwaniu straconego czasu: opowiada historię swojego życia; analizuje przeszłość, by zrozumieć teraźniejszość i przyszłość; powraca do epizodów, które zabarwiały jego dzieciństwo, kształtowały osobowość i były drogowskazami w wędrówce przez życie.

        POWIEŚĆ W LISTACH (np. P. Choderlos de Laclos, J. J. Rousseau, J. W. Goethe). Listy i SMS-y bohatera są nie tylko relacją o zdarzeniach; pełnią także rolę dramatyczną (sam fakt napisania listu zmienia sytuację fabularną); mają charakter analityczny, refleksyjny i perswazyjny (wpływają na sposób myślenia i styl działania postaci drugoplanowych).

        POWIEŚĆ KRYMINALNA (np. C. Doyle, A. Christie, W. Faulkner, G. Simenon, M. Butor). Bohater „Iluzjonisty” jest osobą prowadzącą dochodzenie (tajemnicza śmierć Mariolki, dziwne uwikłania Aziza i Boruty, dwuznaczne zachowania Jolanty). Śledzi i jest śledzony. Te uwarunkowania kształtują dominujący wątek powieści (spoista i dynamiczna akcja). Zasadniczą kwestią jest próba rozwiązania zagadki.

        POWIEŚĆ PSYCHOLOGICZNA (np. M. Proust, R. Musil). Uwaga czytelnika koncentrowana jest na wspomnieniach, przeżyciach i wyobrażeniach protagonisty. Jest on outsiderem (introwertykiem) poddającym analizie powikłania i sprzeczności świata wewnętrznego (vide: monolog wewnętrzny). Strumień świadomości oświetla doznania, które zatopiły się w ciemnościach duszy.

        POWIEŚĆ SPOŁECZNO-OBYCZAJOWA (np. H. Balzak, L. Tołstoj, B. Prus). „Iluzjonista” czerpie tematy ze współczesnego życia codziennego; próbuje rozjaśnić motywy bohaterów w świetle uwarunkowań społeczno-historycznych. Maluje obraz Polski (Kraków, Podhale) z początków XXI wieku (vide: powieść z kluczem).

        POWIEŚĆ POETYCKA (np. W. Scott, G. Byron, J. Słowacki). Dzieje Mistrza Twardowskiego nawiązują do ukształtowanego w okresie romantyzmu gatunku poezji narracyjnej; łączą elementy epickie i liryczne. Fabuła powieści nasycona jest momentami dramatycznymi, odznacza się silnym zsubiektywizowaniem opowiadania i opisu; ma luźną i fragmentaryczną kompozycję; jest pełna niedomówień i zagadkowości; jej przyspieszony tok obfituje w wyraziste spięcia, luki i zakłócenia chronologii zdarzeń (inwersja czasowa fabuły). Łukasz Twardowski – to typ bohatera romantycznego (bajronicznego). Cechuje go tajemnicza biografia. Jest skłócony ze światem, owładnięty silnymi namiętnościami (vide: intensyfikacja składnika lirycznego)...

        POWIEŚĆ Z TEZĄ (np. I. Krasicki). Świat przedstawiony i sposób rozwijania narracji podporządkowane są przyjętym przez autora założeniom ideologicznym (światopogląd aforystyczny); mają służyć demonstrowaniu ich słuszności oraz popularyzacji. W usta (i pióra) bohaterów wkładane są dyskursy o charakterze publicystycznym.

        POWIEŚĆ POLIFONICZNA (np. F. Dostojewski). Narrator nie poddaje jednoznacznej ocenie wypowiedzi i poczynań postaci; ogranicza się do konfrontacji rozbieżnych i sprzecznych stanowisk.

6.    PRAWDA – FIKCJA

„Wszyscy wiemy, że Sztuka nie jest prawdą. Sztuka jest kłamstwem, które sprawia, że zaczynamy sobie uświadamiać prawdę, a przynajmniej tę prawdę, którą dane jest nam rozumieć” (Pablo Picasso).

        Arystoteles twierdził, że literatura jest bliższa filozofii niż historii. Istnieje bowiem prawda faktów (prawda historii: szczegółów umiejscowionych w czasie i przestrzeni) oraz prawda filozoficzna (pojęciowa, dyskursywna, ogólna). Wytwór wyobraźni pisarza nie jest prawdą historyczną, a więc (w pewnym sensie) jest fikcją, kłamstwem. Ale ten fałsz jest – z drugiej strony – bardziej prawdziwy niż „prawda” (zbiór przypadkowych, szczegółowych, jednostkowych wydarzeń)... Ursula LeGuin pisze: „Artyści to ludzie, których nie interesują fakty, tylko prawda. Fakty pochodzą z zewnątrz. Prawda pochodzi z wnętrza”. Fakty to fenomeny (pozory); fikcje to noumeny (istota rzeczy). Oto paradoks życia i sztuki!

        R. Wellek i A. Warren przekonują, że realizm i naturalizm oraz romantyzm i nadrealizm – to tylko różne koncepcje rzeczywistości, a więc różne formy złudzenia, iluzji: „Realność fikcji literackiej – tzn. złudzenie rzeczywistości, wrażenie, jakiemu czytelnik ulega, że się oddaje przekonywającej lekturze życia – nie koniecznie i nie w sposób zasadniczy jest synonimem rzeczywistych okoliczności, autentyzmu szczegółów albo potocznego doświadczenia”. Konkluzja: nie tylko autor (i bohater) „Iluzjonisty” jest iluzjonistą...

        Każdy twórca deformuje rzeczywistość – tworzy antyświat, dzięki któremu możemy wyraźniej zobaczyć i zrozumieć świat (vide: H. M. McLuhan). Sztuka przedstawia to, co typowe, powszechne (a nie – wyjątkowe, jednostkowe, przypadkowe)... Artysta – idealizując – potęguje poczucie życia: przedstawia casus – ilustrację lub egzemplifikację jakiegoś zjawiska powszechnego. Powieść jest więc mikrokosmosem, w którym odbija się makrokosmos.

        Świat fikcyjny jest prawdziwszy niż świat naszego doświadczenia (świat mniej systematyczny, bardziej chaotyczny). Kosmos powieściowy jest zorganizowaną strukturą, harmonijnym układem elementów, spójnym systemem.

7.    STRUKTURA NARRACYJNA

W powieści rozróżnia się trzy nawzajem determinujące się składniki: strukturę narracyjną, charakterystykę postaci, tło (atmosferę, tonację). Współzależności tych elementów przedstawia Henry James: „Czymże jest postać, jeśli nie określeniem wydarzenia? Czym jest wydarzenie, jeżeli nie ilustracją postaci?”

            W przeciętnej powieści (np. sensacyjnej, melodramatycznej) istnieje tylko następstwo czasowe: najpierw zdarzyło się to, później – tamto. Przygody są sekwencją odrębnych incydentów...

        „Iluzjonista” – to powieść wyrażająca głębszy światopogląd; dodaje więc do chronologii strukturę przyczynową. Ukazuje zmiany w otoczeniu protagonisty – zmiany prowokujące jego wewnętrzną przemianę (jej efektem jest potrzeba wywoływania kolejnych zmian).

        Akcja musi zawierać konflikt, który jest czymś dramatycznym, sugerującym przeciwstawność, antagonistyczność działających sił. Konflikt to działanie (teza) i przeciwdziałanie (antyteza)...

        „Iluzjonista” jest opowieścią o człowieku, który pragnie zmienić siebie – i poprzez tą zmianę wywrzeć wpływ na losy świata. Bohater wierzy w „efekt motyla” – ma nadzieję, że nawet niewielkie zmiany (trzepot skrzydeł motyla) w jednym punkcie Ziemi mogą wywołać potężne przekształcenia (burza i „Burza”) w miejscu odległym o kilometry i lata. Ale ludzie to mechaniczne lalki i pajacyki – toteż pojawienie się wśród nich osobowości wolnej i twórczej wywołuje reakcję, przeciwdziałanie, a w rezultacie: konflikt. Łukasz Twardowski wplątuje się więc w sieć nieporozumień i konfliktów, z których wyzwala się, popadając w jeszcze większe tarapaty: wywołuje reakcję łańcuchową, której nie potrafi powstrzymać. Chce dobrze zagrać swoją rolę – a oskarżany jest o nieczyste intencje i destrukcyjne dążenia. Pragnie być niepowtarzalną indywidualnością – i zapomina, że społeczeństwo stosuje mechanizmy „równania w dół”. Tak więc wszystkie zasługi i zalety protagonisty wracają do niego – jak bumerang („efekt bumerangowy”) – i stają się siłami wymierzonymi w jego najpiękniejsze ideały i dążenia.

        Najmniejszy element struktury narracyjnej – to epizod, motyw. Kompozycja powieści jest systemem epizodów – a więc projekcją motywacji (wynikającą z przyjętej teorii psychologicznej, socjologicznej bądź filozoficznej). Kompozycja obejmuje metodę narracji, która musi wzmagać „złudzenie rzeczywistości” (fabuła jest sumą wszystkich motywów).

8.    CHARAKTERYSTYKA POSTACI

Najprostszą formą charakteryzowania postaci jest wybór nazwiska (animizacja, indywidualizacja, alegoryzacja). W „Iluzjoniście” narratorem i głównym bohaterem jest Twardowski – potomek legendarnego alchemika (porównaj: Faust), który zaprzedał duszę diabłu. W otoczeniu protagonisty grają swoje dwuznaczne role osobowości demoniczne: Bies, Boruta, Rokita...

        Sposób charakteryzowania postaci odbiega od wzorów dziewiętnastowiecznych (brak szczegółowych opisów wyglądu zewnętrznego). Charakterystyka aktorów powieściowego dramatu nie jest statyczna i jednowymiarowa – jest dynamiczna: stopniowo ujawnia (jak w sztukach Ibsena), jak dana postać stała się tym, kim jest. Przedstawia więc punkty zwrotne akcji (wzrost dynamiki) i wynikającą z tego przemianę wewnętrzną (transformację) bohatera i postaci drugorzędnych.

        Charakteryzacja (metoda literacka) jest w sposób naturalny powiązana z charakterologią (teorią charakteru, typów ludzkich). Często literackie typologie charakterologiczne opierają się na wiedzy potocznej i zdroworozsądkowej lub antropologii ludowej. Tego rodzaju powieści pseudopsychologiczne powielają stereotypową wiedzę o ludzkich zachowaniach, o motywach kierujących postępowaniem bohaterów i antybohaterów.

        Autor „Iluzjonisty” nie ogranicza się do powierzchownej wiedzy o tajemnicach ludzkiej duszy – wykorzystuje dokonania najwybitniejszych (choć często zapomnianych) polskich psychologów i psychiatrów: Michała Wiszniewskiego, Kazimierza Dąbrowskiego i Antoniego Kępińskiego.

        Łukasz Twardowski jest introwertykiem i outsiderem – osobowością wewnątrzsterowną. Strumień jego świadomości skierowany jest na świat wewnętrzny. Introspekcyjna metoda badania rzeczywistości daje odkrywcze rezultaty – ale też stwarza barierę między bohaterem a światem. Stąd niezrozumienie i nieporozumienia, niepewność i niejasność. Łukasza bardziej zajmują sprawy ducha niż wydarzenia świata zewnętrznego, materialnego. Kieruje się busolą świadomie wybranych wartości (duchowych i transcendentnych) – kosztem zdroworozsądkowego, praktycznego stosunku do rzeczy i ludzi. Taka alienacja zawsze (jeśli się nie jest mnichem) mści się – wywołuje sytuacje rywalizacji i konfrontacji... Świat odrzuca i niszczy tych, którzy nie chcą mu sprzedać swojej duszy.

9.    TŁO (ATMOSFERA, TONACJA)

R. Wellek i A. Warren piszą: „Tło może wyrażać ludzką wolę. Natura, użyta jako tło, może być projekcją tej woli. Amiel, mistrz introspekcyjnej autobiografii, mówi, że «pejzaż jest stanem duszy»”. „Tło może być ponadto materialnym czynnikiem determinującym – środowiskiem rozumianym jako narzędzie przyczynowości fizycznej lub społecznej, nad którą jednostka panuje w nieznacznym tylko stopniu”. Ale tło może być również wyblakłe, wypełnione mgłą – a więc może okazać się ekranem wyświetlającym iluzje i urojenia bohaterów; może także stać się papierową scenografią, na której toczy się bosko-ludzka komedia omyłek (np. Szekspir niektóre „sceny” pozostawia całkowicie nieokreślone co do miejsca)...

        „Iluzjonista” wykorzystuje różne gry językowe: niekiedy opis ma na celu stworzenie i utrzymanie nastroju (struktura narracyjna i charakterystyka postaci są podporządkowane pewnej tonacji, zamierzonemu efektowi); niekiedy zaś opis ma pozory dokumentalności, służącej wywołaniu złudzenia, iluzji (tylko po to, by zaraz narrator mógł się bawić rozwiewaniem wszelkich urojeń czytelnika)...

10.  LABIRYNT PROWOKACJI

„Iluzjonista” to powieść rozwojowa – powieść o formowaniu się charakteru (temperowanie temperamentu) bohatera: przedstawia dzieje protagonisty do chwili, kiedy staje się on Wielkim Mistrzem – w pełni skrystalizowana osobowością. Rozwój Mistrza Twardowskiego – na tle obyczajów epoki (vide: „Wilhelm Meister” Goethego) – przebiega paralelnie do ewolucji powieści (jako gatunku literackiego)...

        „Przodkami powieści są niefikcyjne formy narracji: list, dziennik, pamiętnik, biografia, kronika, historia. Można powiedzieć, że wywodzi się ona z dokumentów; używa stylu podkreślającego reprezentatywne szczegóły, zasadę mimesis w jej wąskim rozumieniu” – R. Wellek i A. Warren: „Narracja może mieć formę listów albo dziennika. Może też rozwijać się z anegdot. Opowiadanie ramowe, które mieści w sobie inne opowiadania, było etapem ewolucyjnym jako pomost między anegdotą i powieścią. Dekameron łączy poszczególne człony w grupy tematyczne. W Opowieściach kanterberyjskich takie grupowanie według tematów (jak np. małżeństwo) jest efektownie uzupełnione stopniowym zarysowywaniem się sylwetki narratora oraz szeregu postaci, rozmaicie powiązanych między sobą reakcjami psychologicznymi i socjalnymi”.

        Powieść jest bardzo pojemną strukturą literacką; rozwinęła się z wcześniejszych i prostszych struktur, jak żart, przysłowie, anegdota, list (jej akcja jest więc strukturą struktur)... Powieść eksperymentalna – powieść przyszłości – musi niekiedy wracać do źródeł, musi także czerpać soki z innych gatunków literackich i paraliterackich (publicystycznych i użytkowych).

        Doskonaląc swój warsztat pisarski – od wielu lat eksploruję różne sfery literatury. Muszę więc przyznać, że na kształt „Iluzjonisty” wpłynęli moi mistrzowie i ulubieni autorzy. Pozwolę tu sobie wyliczyć istotniejsze źródła moich inspiracji: esej (M. Montaigne, F.  Bacon, M. Bierdiajew, R. Steiner), felieton (B. Prus, A, Słonimski, S. Kisielewski, A. Kijowski, J. Urban, S. Michalkiewicz, R. A. Ziemkiewicz), reportaż (M. Wańkowicz, R. Kapuściński), dziennik (A.-F. Amiel, W. Gombrowicz, H. Elzenberg, L. Tyrmand, S. Kisielewski, A. Kijowski), pamiętnik (J. J. Rousseau, św. Augustyn), anegdota (Chamfort), aforyzm (F. de La Rochefoucauld, Chamfort, B. Pascal, F. Nietzsche, G. Ch. Lichtenberg, A. Schopenhauer, O. Wilde, L. Wittgenstein, K. Kraus, K. Irzykowski, S. Kisielewski, H. Elzenberg, S. J. Lec), poezja (R. M. Rilke, T. S. Eliot), dramat (W. Szekspir, Molier, H. Ibsen, A. Strindberg, S. Beckett, E. Jonesco, S. I. Witkiewicz), dialog filozoficzny (Platon, Erazm z Rotterdamu, P. Walèry), powiastka filozoficzna (Wolter, Diderot).

        Nie będę wymieniał moich fascynacji prozatorskich – zbyt długa byłaby to lista... Nie mogę jednak pominąć geniuszy, którzy wywołali w moim umyśle rewolucję kulturalną. Są to: Gogol, Tołstoj, Dostojewski, Czechow, Bułhakow, Rabelais, Stendhal, Zola, Balzak, Maupassant, Flaubert, Proust, Camus, Goethe, Mann, Hesse, Broch, Musil, Kafka, Sterne, Dickens, Joyce, Faulkner, Hemingway, Woolf, Poe, Conrad, Twain, Byron, Scott, Wilde, Cervantes, Pessoa, Borges, Cortazar, Marquez...

        Mam nadzieję, że moja powieść jest nowatorska, inna, oryginalna... Być może moja próba jest eksperymentem chybionym... Nie wiem. Tego nie wie nikt. W ocenie dzieł sztuki mylą się nie tylko przeciętni odbiorcy; również  najwybitniejsi (ponoć) krytycy ulegają stereotypom, sugestiom, iluzjom...

        Cóż mi pozostaje? Wierzyć, że ten ogromny wysiłek, który włożyłem w napisanie powieści, zostanie kiedyś doceniony. Wierzę, że moje słowa przetrwają wiele lat, że w jakimś stopniu wpłyną na historię literatury polskiej. Wierzę, że stworzyłem dzieło niezwykłe... Dlaczego wierzę? Bo muszę wierzyć! Bo mogę się podpisać pod zdaniami Jana Parandowskiego: „Słowo jest potęgą. Utrwalone w piśmie, zdobywa nie dającą się obliczyć ani przewidzieć władzę nad myślą i wyobraźnią ludzi, panuje nad czasem i przestrzenią. Tylko myśl pochwycona w sieć liter żyje, działa, tworzy. Wszystko inne roznosi wiatr. Każdy postęp w rozwoju umysłu ludzkiego, wszystkie jego zdobycze narodziły się kiedyś wśród tych wątłych badylków, wschodzących na karcie papieru. Krople atramentu biegną w żyłach kultury. Zły to pisarz, który o tym nie pamięta – zły, jeśli życie swego dzieła mierzy przelotną chwilą – zły, jeśli sądzi, że chwila nie nakłada tych samych obowiązków i tej samej odpowiedzialności co stulecie. Kto nie pracuje nad swym dziełem, widząc je aere perennius, kto się sam rozbraja przekonaniem o znikomości tworów ludzkich, nie powinien brać pióra do ręki, ponieważ jest siewcą plew”.

                                                                                                                       W. Wiercioch


AKTUALNOŚCI

RECENZJA

  AUTORZY POWIEŚCI O CHOPINIE:  JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH & WOJCIECH WIERCIOCH AUTORKA RECENZJI: ANNA STASIUK „Zaklinacz dźwięków. Powie...