UDZIAŁ WOJCIECHA WIERCIOCHA W KONFERENCJI AFORYSTYCZNEJ WE WROCŁAWIU

 


                                                                                       Kraków – Wrocław, 25 X 2025

Wojciech Wiercioch

AFORYŚCI I ANTOLOGIŚCI: AUTOPROMOCJA I PROMOCJA ORAZ RECEPCJA MAŁYCH FORM LITERACKICH

Szanowni Państwo!

Jestem obecnie aktywnym uczestnikiem Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie, dlatego fizycznie nie mogę być teraz we Wrocławiu, na I Międzynarodowej Konferencji Aforystycznej Magnum in parvo. Niestety, nie posiadłem umiejętności bilokacji, nie mogę przebywać jednocześnie w dwóch różnych miejscach, nie posiadam owych ezoterycznych nadprzyrodzonych darów charyzmatycznych. Ale dzięki technice zjawisko takie jest jednak możliwe. A dzięki plastycznym skojarzeniom i literackim asocjacjom ową sytuację można potraktować anegdotycznie, dobrze się bowiem ona wpisuje w temat mojego krótkiego, zwięzłego wykładu. Dość plastycznie pokazuje, jak złożone i kręte są ścieżki promocji, autopromocji czy recepcji małych form literackich.

Teraz tu, w Krakowie, obecny jestem zarówno jako prozaik, współautor świeżo wydanej książki pt. Zaklinacz dźwięków. Powieść o Fryderyku Chopinie, jak i jako antologista, współtwórca takich książek, jak Anegdoty z czterech stron świata, Polska w anegdotach, Dowcip i mądrość. Cytaty, paradoksy i aforyzmy od starożytności do XIX wieku czy Rozum i komizm. Cytaty, aforyzmy i paradoksy z XX i XXI wieku.  We wszystkich tych antologiach pomieszczone są moje eseje, w których zawarłem obszerne informacje z zakresu historii i teorii małych form literackich. Nie chcę tu powtarzać zawartych tam tez, argumentów, przykładów, po prostu sygnalizuję, że takowe teksty istnieją, czekając na czytelników i krytyków.

Dodam jeszcze, iż włączyłem aforyzm do szerszego dyskursu kulturowego, traktując aforystów równie poważnie jak prozaików, poetów, psychologów i filozofów – to niemalże niewykonalne zadanie usiłowałem zrealizować w dość obszernej syntezie, w książce pt. Krótka historia głupoty i mądrości. Przewodnik i poradnik.

We Wrocławiu obecny jestem duchowo jako aforysta, domorosły znawca tego gatunku literackiego oraz niestrudzony promotor polskiej aforystyki. Trochę to inna rola, niejako dopełniająca. Dlatego pozwolę sobie naświetlić temat od innej strony, bardziej osobistej. Z góry przepraszam za prywatę, ale wydaje mi się, że przedstawienie mojego punktu widzenia – na tle mojej przygody z literaturą – może zobrazować dość abstrakcyjny temat wystąpienia przed Szanownym Audytorium.

Aforyzmami czy fraszkami zainteresowałem się już w szkole średniej, a moim debiutem literackim był tomik aforyzmów. Ongiś łudziłem się, że zrobię międzynarodową karierę – jak to się udało Stanisławowi Jerzemu Lecowi. Niestety, brutalna rzeczywistość szybko sprowadziła mnie do parteru. Zrozumiałem, że pisząc wyłącznie aforyzmy, nigdy nie zbuduje się silnej marki osobistej, nigdy nie wejdzie się do literackiego mainstreamu, nigdy nie będzie się miało swojego tomu w kanonie literatury polskiej.

Aforyzm, niestety, zawsze będzie gatunkiem niszowym. Wprawdzie chętnie czytanym przez odbiorców o wyrobionym guście, ale też lekceważonym przez recenzentów, krytyków literackich, historyków i teoretyków literatury.

I to dlatego dobra rada dla potencjalnych aforystów może być wyłącznie taka: „Jeśli chcecie stać się rozpoznawalni na kulturalnej mapie Polski, Europy i świata – zapomnijcie o aforystyce, wybierzcie epikę. No, może jeszcze dramat. W ostateczności – lirykę”.

Brutalna to prawda. Właśnie dlatego skupiam się obecnie na tworzeniu powieści historycznych (wspólnie z żoną Jolantą), inkrustując je w miarę możności paradoksami, antytezami czy innymi konstrukcjami aforyzmopodobnymi. Właśnie w tej postaci aforyzmy dobrze się sprawdzają w narracji, dialogach, w tytułach rozdziałów oraz w przedmowach i posłowiach.

Ale na tym nie koniec. Jest wszakże jedno pocieszające (choć to uśmiech przez łzy)… zjawisko medialne: Aforyzmy – w dobie wszechobecnych memów – dobrze sobie radzą w internecie.

Słowo „mem” posiada dwa główne znaczenia: jest mem małą porcją informacji, odpowiednio wystylizowaną, potrafiącą niczym wirus zasiedlać kolejne umysły (tym się zajmuje memetyka). Funkcjonuje również mem w drugim znaczeniu, jako zjawisko ze sfery mass mediów i mediów społecznościowych – to myśl zespolona z obrazkiem; i ów mem internetowy staje się coraz bardziej popularny. To także jakiś ratunek dla elitarnej aforystyki. Lepszy rydz niż nic.

Jakie z tego wyciągam wnioski praktyczne? Staram się nasycać aforyzmami swoje powieści, eseje, felietony, a niektóre aforyzmy, które mają szansę przebić się do szerszych kręgów czytelniczych, wrzucam w media społecznościowe. Temu służy przykładowo moja grupa na Facebooku „Aforyzm, fraszka, anegdota, haiku”.

Rezultat… jaki jest… każdy widzi.

Aforysta strzela – Pan Bóg memy nosi!

Każda sfera kultury, a więc i każdy gatunek literacki, potrzebuje promocji, czyli rozpowszechniania, popularyzowania i podnoszenia rangi takiej czy innej niszy aktywności twórczej. Moim zdaniem świetnie się do tego nadają właśnie antologie. Wraz z żoną stworzyliśmy dwie księgi, wspomniane Anegdoty z czterech stron świata oraz Polskę w anegdotach, gdzie w poprzedzających je esejach, we wstępach, starałem się wskazać na różnice i podobieństwa występujące w ekskluzywnym świecie małych form literackich; a więc próbowałem przedstawić pokrewieństwo między anegdotą, apoftegmatem, aforyzmem, fraszką, limerykiem albo coraz popularniejszym w naszym kręgu kulturowym – wierszem haiku, wywodzącym się z Japonii. Taką samą metodę upowszechniania i popularyzowania zastosowaliśmy w poświęconych aforyzmom antologiach – obejmujących sentencje z okresu od starożytności aż po wiek XXI, od Alaski po Australię i od Japonii po Argentynę.

I to chyba działa – nasze antologie zbliżają się do statusu bestsellerów.

Pojedyncze tomiki aforyzmów – nawet najwybitniejszych polskich czy obcych „krótkodystansowców literatury”, twórców owych esejów w pigułce – sprzedają się w śladowych ilościach, a więc nie dotrą one do przeciętnego bywalca salonów Empiku czy księgarni internetowych. Ale już dany autor, pomieszczony w antologii, liczyć może na kilka tysięcy czytelników, a może nawet kilkanaście tysięcy (bo przecież w bibliotekach jedna książka może mieć wielu odbiorców).

Reasumując: Nie jest źle. Nie jest dobrze. Ot, paradoks taki. Klątwa połowicznego sukcesu!

Na koniec muszę się przyznać do pewnej porażki, na razie bez widoków na zwycięstwo w najbliższej przyszłości. W Japonii trzywersowe haiku – to niemal „sport narodowy”: klasycy gatunku są stale wydawani, w dużych nakładach, znawcy tematu poważnie traktują haiku, organizowane są festiwale tematyczne, konkursy, prowadzi się warsztaty pisania tych poetyckich miniatur, twórcom przyznaje się nagrody, stypendia. Piszący haiku mogą tam uczestniczyć w głębszym i szerszym nurcie obiegu informacji kulturalnych.

Haiku stanowi ważny, integralny element japońskiego soft power, czyli tej miękkiej siły, która niesie w świat historię, kulturę, literaturę tego narodu; jest jego wizytówką, zaraża pozytywnie inne nacje, niczym wirus umysłu – mem. Sprawia, że obraz Japonii jest coraz cieplej przyjmowany przez światową opinię publiczną…

Podobnie silnie zakotwiczony jest aforyzm w kulturze polskiej – i to trwa już od renesansu; każda epoka literacka wydawała u nas wybitnych aforystów. I nie koniec na tym, aforystyka istnieje również w Polsce na obrzeżach kultury w obecnym stuleciu. Choć, niestety, powierzchownym obserwatorom wydawać się może, iż ostatnim słowiańskim arcymistrzem tego gatunku był Stanisław Jerzy Lec. Tak przynajmniej wygląda to w świetle salonów Empiku, bo tylko autor Myśli nieuczesanych jest w nich obecny…

Ja zaś wydumałem sobie obraz przyszłej Polski jako… drugiej Japonii… kraju wykorzystującego na rynku wewnętrznym i rynkach zewnętrznych swoje dobro narodowe, którym są małe formy literackie. Niestety, moje działania, w tym integrowanie środowiska aforystów, organizowanie Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. Stanisława Jerzego Leca w Nowym Targu czy Festiwalu Literatury Niezależnej w Krakowie, tworzenie różnych antologii, pisanie o tej sferze kultury – wszystko to przyniosło znikome rezultaty.

Nie będę tu się bawił w dociekanie przyczyn tego stanu rzeczy, wyrażę jedynie radość, że oto na duchową mapę Polski wkroczył Wrocław ze swoją I Międzynarodową Konferencją Aforystyczną Magnum in parvo. Bardzo to cenna inicjatywa, choć przecież nie znajdzie się w świetle jupiterów, nie przyciągnie takiego zainteresowania mediów, jak choćby XIX Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina. Nie przyniesie – w tym roku. Ale wierzę, że po stu latach (czyli tylu, ilu potrzebowali wielbiciele i promotorzy Chopina, by dotrzeć do szerokiej i jasnej świadomości społecznej) także ta wrocławska konferencja stanie się zjawiskiem opiniotwórczym i kulturotwórczym.

Wierzę w to – jak w teorię chaosu.

Trzepot skrzydełek motyla w Australii może spowodować tornado w Ameryce Północnej. I niech ten „efekt motyla” sprawdzi się także w świecie aforyzmów, w tej dość egzotycznej niszy literackiej.

Duch wieje, kędy chce – jako prawi Pismo – wartości duchowe bywają trwalsze niż pomniki z marmuru i spiżu. Wartościowe dzieła, zwłaszcza tak skondensowane, skompresowane niczym pliki w komputerze – czyli magnum in parvo, wielkie w małym – skłonne bywają do rozprzestrzeniania się jak wirusy, memy.

Wartościowe słowa, ułożone w najwłaściwszym porządku, mają szansę przetrwać dla przyszłych pokoleń. Tak jak sentencje Ptah-hotepa czy innych egipskich mędrców sprzed kilku tysięcy lat.

Niech więc każdy aforysta powtarza sobie w duchu: Non omnis moriar!

NIE WSZYSTEK UMRĘ!


TROCHĘ NORWIDA

 


C.K. Norwid, fotografia obrazu Pantaleona Szyndlera 
(źródło: Polona.pl, domena publiczna)

Myśli Cypriana Kamila Norwida

Wybór: Wojciech Wiercioch

 

      ...można mieć w tym naszym świecie adoratorów, admiratorów, wspólników, znajomych. Ale – nad brakiem kochanków, przyjaciół, braci, współwyznawców, współtowarzyszy – każde czyste oko i szczere serce, jeśli nie wstydzi się mieć jeszcze trochę męstwa prawdy, zapłacze.

 

          Źle, źle zawsze i wszędzie,

          Ta nić czarna się przędzie:

          Ona za mną, przede mną i przy mnie,

          Ona w każdym oddechu,

          Ona w każdym uśmiechu,

          Ona we łzach, w modlitwie i w hymnie...


          Jak mało rzeczy pewnych jest na ziemi:

          Na każdę słodycz można rzucić prochy,

          Na boleść trudniej – lecz się złączy z niemi,

          Obiedwie córy z jednejże macochy,

          I obie ku nam lecą z uściśnieniem,

          Jak pokrewieństwo – czym? – niezrozumieniem.


Kocham kobietę, której wspomnienie jest mi silniejszym uczuciem niż miłość, przyjaźń i obecność realna drugich, a kocham dlatego, że to jest kochać.

Na to jest życie, by je wyżyć, lecz nie na to, by użyć.

Przesąd i zabobonność jest to egoizm wyobraźni: odnoszenie do siebie, co się w zewnętrznym świecie staje – tylko to jedna szkoda, że definicja nie jest jeszcze przekonaniem i sądem. Ale przesąd, czyli, jak powiedziałem, ten egoizm-fantazji, to za sobą mieć może, że jest jednym z dowodów indywidualnej naszej nieśmiertelności.

...oto nad przepaścią-siebie-samego się wstrzymałem – trzeba tak długiego, tak martwego, tak nieprzerwanego odosobnienia, w jakim żyję, żeby już przyjść do takich rezultatów. A trzeba będzie (czego rad bym) filozoficznej spokojności, żeby jeszcze i przepaść tę przestąpić...

Człowiek traci odwagę, wiele uderzeń naraz zniósłszy.

Człowiek jest nicość! 

Przechodziłem niezwykłe koleje i trudy nie znane ludziom i, nie oparty o nic krom prawdy, ile zasługuję na nią życiem, mogę często widzieć jasność rzeczy. Otóż widzę, że ilekolwiek zdarzyło mi się przyjaźnie widzieć kobiet, to o tyle tylko i tak tylko, ile odpromieniały mi słowem, życiem, stosunkiem, sprzecznością nawet, jedną i jedyną. 

O sobie pisać nie śmiem – jestem więcej niż samotny – więcej niż chory, bo stargany zupełnie – więcej niż...

...praca, epoka, myśl, nauczyły mię skąpstwa w mowie.

...mogę już oddać tylko wszystko, co jest niestety mniej niż mało – albo nic.

Spotkałem kobietę i oszukiwałem się w dni niewiele, jak zawsze, ile razy kobiecie jako kobiecie wierzyłem.

...człowiek może tylko tak kochać człowieka, jak samego siebie – lubo może czuć dla człowieka miłość stokroć większą od miłości siebie – ale kochać to nie jest tylko czuć-miłość. 

...wiekowi obecnemu nie tyle brak środków do wiedzenia o wszystkim, co na wiedzenie zasługuje, ile raczej zbywa na wyszczególnieniu moralnej ważności tego lub owego, co wiedzieć godzi się...

Są ludzie, którzy dla tego samego nie mogą mieć jednej żony, dlaczego inni mogą mieć niejedną. 

Estetyzm odepchnąć jest to czasem sparaliżować się – ale estetyzm przetrawić jest to wielki szczęścia fundament, który się bez czasu i pracy nie zakłada. 

Arystokracje, które się odnawiają i które straciły siłę obejmowania wszystkich wyższości w ciało swoje – przestawają być funkcjonującym ciałem. Są muzeum starożytności. Mogą być i są pełne indywiduów arcyniepospolitych, miłych, poświęconych, ale jako-ciało są nic... 

...socjalnie lekceważę te małżeństwa – zaś religijnie, to znowu, skoro wszystko oparte na rękojmiach natury (urodzenia, majątku, powierzchowności, humoru, rasy, koloru, skłonności, wyobrażeń etc.), kiedy wszystko na samej naturze oparte, kiedy wszystko na rękojmiach samej natury oparte, to – cóż wreszcie zostanie na Sakrament???... 

...jestem samotny na świecie jak nikt z ludzi, których znam. Tak samotny jestem.

Każda miłość w jakiejkolwiek bądź sferze i rodzaju, dlatego właśnie iż miłością jest, dopełnia się i harmonizuje drugą inną.


ANEGDOTA (RZYMSKA) WŁOSKA

 

                                            
Mona Lisa, Leonardo da Vinci (źródło: Wikimedia Commons)


"ANEGDOTY Z CZTERECH STRON ŚWIATA"

RED. JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH, WOJCIECH WIERCIOCH





JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH - WIERSZE

 


AUTORKA: JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH


                                    Spóźniona

                                                        Elce Guśpiel – koleżance po piórze, zmarłej

                                                         w lipcu 2010 roku, w wieku 38 lat

 

                            myślałam

                            że dopłynę na czas

                            choćby po twoje nowe słowa

                            nie zdążyłam


                            pusty brzeg

                            malutka łódź

                            dźwigająca przyjaźń


                            myślałam

                            że przegonię zegary

                            i stukniemy się kuflami piwa

                            nie zdążyłam


                            stoję nad cichym brzegiem

                            w ręce drży latawiec żalu

                            i twój wiersz o aniołach

                            przybierających imiona Ziemian


                            myślałam

                            że zdążę przed Panem Bogiem

                            nie zdążyłam

 

 

                                            Wieczne odczytywanie                            

                                                                        Elżbiecie Guśpiel

 

                            noc od bólu pożółkła

                            niczym sparzona słońcem trawa


                            pod tym wyschniętym kirem

                            miejsce dla siebie znajduje

                            każda materii nietrwałość

                            człowiek

                            kobieta nazbyt śmiertelna

                            jak gasnące pory roku

                            jak miesiączkowanie

                            jak ludzka skóra


                            krew na szybie okna:

                            non omnis moriar


                            rośnie młodym pędem

                            nieśmiertelność

                            nieśmiała

                            odurzająca

FERNANDO PESSOA - WOJCIECH WIERCIOCH

 



AUTOR: WOJCIECH WIERCIOCH


MELANCHOLIA I NADZIEJA

 

            Fernando Pessoa należy do najwybitniejszych pisarzy XX wieku. Miarą jego sławy może być fakt, że niektórzy uczyli się języka portugalskiego tylko po to, by móc go czytać w oryginale – między innymi zrobił to Samuel Beckett.

          Ponieważ Pessoa pozostawił wiele tekstów w rękopisach – recepcja jego twórczości przebiegała krętymi ścieżkami. W roku 1976 – 40 lat po śmierci poety – powstało Centrum Studiów Pessoańskich; dwa lata później zorganizowano pierwszy międzynarodowy kongres studiów pessoańskich; a dopiero w 1981 roku przygotowano do druku Księgę niepokoju, najwybitniejsze dzieło portugalskiego pisarza.

          Fernando Pessoa urodził się w Lizbonie 13 czerwca 1888 roku. Jako ośmioletni chłopiec udał się wraz z matką do Afryki Południowej (jego ojczym był konsulem w Durbanie). Uczęszczał do angielskiej szkoły i zaczął nawet pisać wiersze w tym języku. Bardzo dużo czytał (literatura piękna i filozofia). W 1905 roku wrócił do Lizbony i przez rok studiował filozofię. Przyjął posadę w firmie handlowej, prowadząc korespondencję w językach angielskim i francuskim. Urzędnikiem był do końca życia (praca pozostawiała mu sporo czasu na pisanie wierszy).

          Nie udało mu się założyć drukarni; bez powodzenia starał się też o stanowisko konserwatora w muzeum pałacu pewnego hrabiego. Ponoć zaszkodziły mu powiązania z angielskim magiem Aleisterem Crowleyem, który przyjechał odwiedzić go w Lizbonie i... zaginął w tajemniczych okolicznościach...

          Pessoa zgłębiał doktryny ezoteryczne, przeszedł inicjację okultystyczną, tłumaczył wiele książek z serii „Prace z Dziedziny Teozoficznej i Ezoterycznej”, a nawet chciał zostać astrologiem. Interesował się gnozą, mistyką, zen-buddyzmem, taoizmem, templariuszami, różokrzyżowcami; niektóre jego poematy były „dramatyczną interpretacją magii transgresji” (vide: J. Kozielecki).

          Za życia nie znany szerszej publiczności – był postacią popularną w środowiskach literackich. Można go było spotkać w uczęszczanych przez artystów kawiarniach; najchętniej jednak oddawał się pisaniu i samotnym medytacjom. Mawiano, że był nie przystosowanym do życia marzycielem. Maria Aliete Galioz tak go sportretowała: „Jeśli pominiemy cechy indywidualne, które w nim zresztą powiększały w najwyższym stopniu pewne jego potencjalne możliwości twórcze, spotykamy w Fernandzie Pessoa ten niezwykle ciekawy typ człowieka, w którego ocenie mylimy się tym bardziej, im bardziej wydaje się nam dobrze znany. Jest to typ człowieka zewnętrznie kruchego, o usposobieniu nierównym pod maską nieczułości, unikającego dla własnej wygody walki o sukcesy w społeczeństwie, niezdolnego, by dać się ponosić pospolitej ambicji, zmierzającego ku przewidzianym niepowodzeniom, nie przystosowanego do żadnego środowiska i zawsze nieco irytującego i niewygodnego dla bliskich, dla silniejszych, do których nigdy się nie dostosuje. Typ człowieka o niemal trudnej do zniesienia przewadze intelektualnej, trzeźwego, smutnego, o bogatej wyobraźni, uwikłanego w samotność i niepokój, rozgoryczonego, a jednak powstrzymującego się od jakiejkolwiek zadowalającej realizacji [...]. Ironicznego aż do wyzwania, do zuchwałości, do rozpaczy”.

          Pessoa był „samotnym wilkiem stepowym”. Najprawdopodobniej w jego życiu zaistniała tylko jedna kobieta: sekretarka Ofelia de Queirós. Miłosną przygodę przerwała depresja poety. Za sprawą bratanka Ofelii (wielbiciela Pessoa) ponownie zaczęli się spotykać i pisywać listy. Fernando zerwał jednak znajomość, wyjaśniając w ostatnim liście, że miłość jest uczuciem zbyt absorbującym, by mógł pogodzić je z tym, co uważa za najważniejsze w swoim życiu: z twórczością...

          Do końca życia walczył ze stanami lęku i melancholii. W listopadzie 1935 roku trafił do szpitala poważnie chory. Zmarł. Miał 43 lata...

     Dopiero po jego śmierci odkryto tajemniczy kufer, którego zawartość stanowiły rękopisy i maszynopisy – ponad 27 000 stron!!!

          Pisanie sprawiało mu przyjemność i było rodzajem psychoterapii. „Lepiej jest pisać niż odważać się żyć, choćby żyć nie było niczym innym jak kupowaniem bananów w słońcu, jak długo świeci słońce i są banany do sprzedania” – zwierzał się (sobie): „Piszę, bo to jest moim celem, szczytem wyrafinowania, kultywowaniem stanów duszy, poszukiwaniem wewnętrznej rzeczywistości”.

          Pessoa zasymilował tradycję liryczną swego narodu, zgłębił problemy i niepokoje własnej epoki, a jednocześnie – wolny od wpływów i stereotypów – wyprzedził czas. „Na czym polega jego oryginalność? Wynika ona z głębokiej filozoficznej refleksji na tematy, o których pisze. Z natury antydogmatyczny, nie akceptował prawd tradycjonalnych, komunałów narosłych w ciągu wieków, mitów pokoleń” – wyjaśnia Janina Klave.

          Poeta tworzy swój autonomiczny świat, wychodząc z „chaotycznej względności wszechrzeczy” – próbuje różnych dróg, by dojść do absolutu, syntezy, prawdy o człowieku. Pragnie „odczuwać wszystko na wszystkie sposoby” – wciela się więc w rozmaite typy ludzkie, w różne sposoby myślenia. Stąd – heteronimy: rozliczne style pisania i postrzegania świata (każdą wizję opatruje innym pseudonimem). Przyczyną powstawania heteronimów jest (jak twierdzi autor) histeryczna gra oraz tendencja do symulacji i mistyfikacji: „Główną cechą mojej osobowości jako artysty jest to, że jestem poetą dramatycznym; we wszystkim, co piszę, objawiam stale egzaltację wewnętrzną poety i bezosobowość dramaturga”. Te literacko-psychologiczne zabiegi były próbami demistyfikowania misterium życia: „Tajemnica rzeczy? Czy ja wiem, co to jest tajemnica! Jedyną tajemnicą jest to, że są tacy, co myślą o tajemnicy” – wyjaśnia... zaciemniając... mistrz wiedzy tajemniej.

          Pessoa wędrował po Lizbonie, notując różne spostrzeżenia i przemyślenia, analizując ludzi. Jego mistrzowska diagnoza stanowi przekaz i wskaźnik ludzkiego umysłu. Mistrz Fernando jest bowiem świetnym analitykiem stanów duszy, znaczonych smutkiem i fascynacją, wyrażonych w formie bardzo ekspresyjnej.

          Proza Pessoa odznacza się oszczędnością środków wyrazu, jest pozornie prosta i niepozornie głęboka. „Składają się na nią fragmenty, w których zawarte są niezliczone spostrzeżenia, uwagi, myśli, paradoksy, metafory, figury retoryczne i egzystencjalny niepokój” (J. Klave). Kraina eliptycznych obrazów i zagęszczonych sensów objawia się w błysku olśnienia, błyskawicy przecinającej esencję rzeczy. Skondensowane metafory i błyskotliwe aforyzmy ujawniają poznawcze ambicje pisarza-filozofa, który w chwili możliwie najkrótszej pragnie przeniknąć tajemnicę kondycji człowieka i zakamarki magicznych przedmiotów, nawet tych z pozoru trywialnych lub naładowanych iskrami absurdu.

          Epigramatyczna celność (ostrość widzenia) sytuuje portugalskiego mędrca w światłocieniu eksperymentalnej aforystyki XX wieku. Pessoa jest aforystą niepowtarzalnym – jego obrazy i myśli tańczą w zagęszczonych dawkach sensu... oraz oparach bełkotu, zastępujących dywizjom przeciętnych ludzi moc prawdziwej poezji. Aforyzmy są wszak środkiem artystycznej prowokacji i filozoficznej dekonstrukcji.

          Fernando Pessoa każdego dnia żył niecodziennie: esencją jego egzystencji było pisanie – tworzenie siebie: „Dawni żeglarze mawiali dumnie: żyć nie jest konieczne, żeglować jest konieczne. Wczuwam się w ducha tego zdania, zmieniając je tak, aby uczynić je moim: żyć nie jest konieczne, konieczne jest tworzyć. Nie zamierzam korzystać z życia. Chcę jedynie uczynić je wielkim, nawet jeśli moje ciało i moja dusza mają spłonąć w tym ogniu. Chcę uczynić je własnością ludzkości, nawet gdybym miał je stracić jako moje własne”.

         Pisanie to transgresja: przekreślenie śmierci, podkreślenie nieśmiertelności.

          Non omnis moriar!

 

Wojciech Wiercioch

Kraków, czerwiec 2005 r.


WOJCIECH WIERCIOCH - PROZA POEZJI

 


AUTOR: WOJCIECH WIERCIOCH

PROZA POEZJI

Kim jest poeta? W mniemaniu przeciętnego zjadacza chleba – jest to osobnik śmieszny, niepraktyczny, oderwany od rzeczywistości, żyjący marzeniami i mrzonkami, zajmujący się pisaniem nikomu niepotrzebnych wierszyków, nie potrafiący znaleźć dla siebie jakiegoś konkretnego (przynoszącego wymierne korzyści) zajęcia. Poeta postrzegany jest jako blady wymoczek, używający jakiegoś niezrozumiałego, patetycznego, osobliwego języka...

            A kim naprawdę poeta jest? I jaki powinien być? Louis MacNeice udzielił takiej odpowiedzi: „Poetę widziałbym jako człowieka krzepkiego, wymownego, czytającego gazety, zdolnego do litości i do śmiechu, zainteresowanego w ekonomii, lubiącego kobiety, wrażliwego na doznania zmysłowe”. Poeta powinien więc być człowiekiem żyjącym pełnią życia: osobowością bogatą, wielowymiarową.

            Pisarze – od początku istnienia literatury – byli ludźmi aktywnymi, ciekawymi świata, otwartymi na wszystkie barwy życia. W Alchemii słowa przepięknie o tym pisze Jan Parandowski: „W żadnej sztuce nie ma takiej rozmaitości typów i stanowisk ludzkich jak w literaturze. Są tam święci, papieże, cesarze, królowie, wodzowie, mężowie stanu, zdobywcy, pionierzy, awanturnicy, żołnierze, uczeni, artyści, każda warstwa społeczna, każdy zawód, każde rzemiosło znajdzie w niej swoich przedstawicieli”. „Dworacy i samotnicy, asceci i opoje, gołębie serca i dusze drapieżne mieszają się z postaciami heroicznymi, ludźmi szaleństwa lub występku, nie ma takiej odmiany charakteru, która by nie mogła się powołać na jakieś sławne lub znane nazwisko w literaturze”. „Jeśli się przyjrzeć uważnie, łatwo się przekonać, że w dziejach literatury jest nieporównanie więcej żywotów burzliwych, awanturniczych, urozmaiconych przygodami, walką, zmiennością zawodów i fortuny niż spokojnych egzystencji, zakłócanych tylko rozterką procesów twórczych”.

            Oto piękna teoria. A jaka jest praktyka? Tak jak w każdej dziedzinie – i w poezji zdecydowana większość „twórców”... to grafomani: ludziki, które piszą dla zaspokojenia snobistycznych potrzeb, dla których poezja jest formą psychoterapii (np. lekiem na ból utraconej miłości); to także żałosne pisarczyki, nie kochające poezji, nie mające głębokiego kontaktu z tradycją literacką. A czy można pisać... nie czytając? „Nie można być zawodowym piłkarzem nie oglądając meczów piłkarskich, trudno też pisać wiersze nie czytając poezji. Zadziwiające, że wielu ludzi tego nie docenia” (Matthew Sweeney i John Hartley Williams).

Czym jest poezja? Dlaczego ludzie piszą? Jakie znaczenie ma ta sfera ludzkiej aktywności? Jaki jest sens twórczości?

            „Poezja jest najpotężniejszą formą retoryki; formą, która jest czymś więcej niż zwykłą retoryką: kształtuje ludzi, na których polityk oddziaływuje retoryką. Filozof nie jest w stanie poruszyć narodów, bo przemawia do nielicznych. Poeta może przetłumaczyć myśl filozofa na wyobrażenia, które dotykają najgłębszych namiętności i sprawiają, że człowiek wie nie wiedząc, że wie” – Allan Bloom: „Poeta zna charaktery ludzi, zarówno z obserwacji, jak i z rozmowy z nimi. Człowiek inteligentny czyta poezję z całą powagą, wiedząc, że poezja opisuje pewien rodzaj doświadczenia, niedostępnego komuś, kto zajmuje się innym rodzajem twórczości lub nauką”.

            Poezja „rozjaśnia egzystencję”, gdyż doświadczenia życiowe są materiałem na wiersze; a zawód poety polega na zamienianiu tego, co nie poetyckie, w poezję.

            Życie wywiera wpływ na poezję, ale i literatura wpływa na egzystencję. Zadaniem pisarza jest przekazanie potomności języka, w którym tworzył, języka podniesionego na kolejny, wyższy stopień: doskonalszego, bogatszego, bardziej precyzyjnego niż ten, w którym zaczynał pisać. Poeci wywierają głęboki wpływ na wszystkich, którzy posługują się danym językiem; pomagają przeciętnemu użytkownikowi języka w rozszerzaniu skali odbieranych przez niego wrażeń – a więc wzbogacają i poszerzają jego „bycie w świecie”. Sugestywnie pisze o tym T. S. Eliot: „Zadanie poety polegające na ułatwianiu ludziom zrozumienia tego, co niezrozumiałe, wymaga posiadania olbrzymich zasobów językowych. A poprzez rozwijanie języka, poprzez wzbogacanie znaczenia słów i dowodzenie, jak wiele można za ich pomocą dokonać, poeta umożliwia zwykłym ludziom odbiór o wiele szerszej gamy odczuć i emocji, ponieważ daje im słowa, którymi mogą owe odczucia i emocje wyrażać”.

Twórczość literacka ma nie tylko swój wymiar psychologiczny i socjologiczny; może też wznosić nas w sferę metafizyki i mistyki, może być żądzą przezwyciężania świata – wzlatywaniem w stronę ducha, transcendowaniem tego, co przyziemne, zwyczajne, banalne, materialne...

            Zdaniem Mikołaja Bierdiajewa, genialnego rosyjskiego myśliciela, akt twórczy jest wyjściem poza granice tego świata, a ekstaza twórcza jest ekstazą religijną – poszukiwaniem zbawienia w innym, wyższym wymiarze rzeczywistości.

            Genialność (tworzenie arcydzieł) – tak jak świętość – jest wezwaniem, wybraniem, powołaniem: „Idea powołania ze swej istoty jest ideą religijną, a nie «światową», realizacja tego powołania jest religijnym obowiązkiem. Kto nie wypełnia swego powołania, kto zakopuje w ziemi swój talent, popełnia ciężki grzech przed Bogiem. Na drogę genialności człowiek zostaje tak samo skierowany przez Boga, jak i na drogę świętości. Jest przeznaczenie być genialnym, jak i jest przeznaczenie być świętym”.

            Twórcza droga musi więc być napięciem całego ducha ludzkiego – połączeniem nieprzeciętnego talentu z oryginalną osobowością. Stąd – konieczność ofiarnego wysiłku, pragnienie pokonania przeciętności, dar mistycznej kontemplacji świata, tchnienie wolności i duchowości... „Twórcza droga geniusza wymaga ofiary nie mniejszej niż ofiara świętości. Na drodze twórczej genialności też trzeba wyrzec się «świata», zwyciężyć «świat». Jednak droga twórczej genialności wymaga innej jeszcze ofiary, ofiary z bezpiecznego życia, ofiary z gwarancji zbawienia. Kto wstąpił na drogę twórczości, drogę genialności, powinien złożyć ofiarę z cichej przystani życiowej, powinien zrezygnować ze swego szczęścia, z bezpiecznego urządzenia swego życia. Do takiej ofiary zdolny jest jedynie ktoś, kto zna ekstazę twórczą, kto w tej ekstazie przekracza granice «świata»” – Mikołaj Bierdiajew: „Genialne życie zna minuty ekstatycznego zachwytu, ale nie zna spokoju i szczęścia, zawsze znajduje się w stanie tragicznego konfliktu z otaczającym światem. Zbyt dobrze jest znane tragiczne życie geniuszy. Nawet ci geniusze, których życie układało się pomyślnie, jak Goethe i Lew Tołstoj, wewnętrznie byli bliscy samobójstwa”.

            Z powyższymi refleksjami koresponduje maksyma niemieckiego twórcy: „Żyj szczęśliwie! – oto zawołanie spokojnego obywatela. Żyj niebezpiecznie! – oto zawołanie prawdziwych artystów i prawdziwych mężów stanu” (Ernst Jünger).

Sensem twórczości jest oryginalność – przełamywanie szablonów odczuwania, myślenia i wypowiadania się. Istotą sztuki jest niechęć do powtórzeń i naśladownictwa – pragnienie nowego, twórczego wglądu w rzeczywistość.

            Zen – to system ćwiczeń, którego rezultatem ma być wewnętrzna przemiana: przeobrażenie osobowości, spotęgowanie kreatywności, poszerzenie światopoglądu. Daisetz Teitaro Suzuki wyjaśnia: „Celem dyscypliny zen jest zdobycie nowego punktu widzenia, z którego oglądałoby się istotę rzeczy”. Tego rodzaju praktyka duchowa poszukuje satori, iluminacji, nieoczekiwanego rozbłysku w świadomości nowej prawdy. Ta droga musi więc być innowacyjnością, kreatywnością. „Gdzie nie ma twórczej oryginalności, tam nie ma zen” (D. T. Suzuki).

            Buddyzm zen – to droga fizycznej i mentalnej wolności. Jego metodami są: malarstwo, poezja (haiku), sztuki walki, kontemplacja i medytacja, mistyczne rytuały, praca traktowana jako technika doskonalenia duszy, sztuka komponowania układów roślinnych (ikebana).

Haikuto miniaturowy wiersz, notujący ulotny stan jakiegoś wycinka rzeczywistości zewnętrznej (i pośrednio – wewnętrznej). Haiku jest obrazkiem – szkicem, który stwarza szczególną atmosferę, subtelnie oddziałującą na uczucia poety i czytelnika poprzez „streszczenie” świata w sposób najkrótszy, a zarazem najbardziej wyczerpujący (vide: aforyzm).

            Podobnie jak w obrazach zen (tzw. zenga) – poszczególne cząstki świata (np. kwiat czy liść) istnieją samotnie w pustej, cichej przestrzeni. Mistrzowie haiku próbowali utrwalać (ocalać od zapomnienia) i świadomie przeżywać ulatujące chwile – poddając się prawu niestałości wszechrzeczy, by zajrzeć w głąb czasu. Potrafili mocno odczuwać proste i czyste piękno rzeczy; mieli świadomość, że każdy element świata i każdy moment życia niesie inspirację – a każde spotkanie (z ptakiem, z człowiekiem, z Bogiem) może ofiarować nam satori, olśnienie: nagłe zrozumienie, pozwalające wznieść na wyższy poziom umysł i wolę, pomagające zrozumieć prawdę.

            Poznanie prawdy rodzi uczucie smutku, gdyż daje wiedzę o przemijalności piękna. „Najpiękniejsza dama czy najpiękniejszy kwiat nie mogą uciec od przeznaczenia. W głębi takiego wizerunku piękna tkwi koniec i śmierć. Kwitnące wiśnie, tak śliczne w swej czystej bieli, widziane za mgłą wiosennego świtu, są piękne, ale ich świeże teraz płatki opadną szybko jak śnieg. W smutku, jaki brzmi w tych krótkich strofach, trzeba jednak odnaleźć żart, ponieważ znaczenie to tkwi w samych słowach haikai. Żart czy zabawa tak, jak gdyby był to uśmiech łagodzący powagę poruszanych spraw. Do lirycznej, tradycyjnie sentymentalnej scenerii ze starej pieśni japońskiej zabawny styl haikai wnosi nieoczekiwaną sytuację. Łamie spokojną i rozległą przestrzeń lub kojarzy nie pasujące do siebie obrazy. Znajduje piękno w brzydocie i codzienności, a bogactwo wyrazu w słowach niemelodyjnych i mało poetyckich. Te dysonanse miały drażnić, ponieważ haikai neguje liryczny i poetycki obraz kultywowany przez dawną poezję waka” (Agnieszka Żuławska-Umeda). Również Czesław Miłosz przypomina genezę haiku – jego „pochodzenie od igraszki słownej” i dążenie do paradoksalnej zwięzłości: „Humor jest istotną przyprawą haiku i nawet świato-ogląd, jaki wyrażają, można nazwać nabożnością humorystów, stale zdumionych komicznymi stronami naszej codziennej egzystencji”.

            Duch zen wykracza poza powierzchowne podziały, wynikające z naszych przyzwyczajeń. Życie jest wielowymiarowe, pełne sprzeczności, niespodzianek, tajemnic. Życie – jak anegdota – jest krótkie i wieloznaczne, pełne paradoksów i antytez. Egzystencja (vide: egzystencjalizm Bierdiajewa) wymyka się naszym pojęciom. Jest jak tao: nazwana... znika... Opisując ją – najlepiej odwołać się do koanów i aforyzmów zen: „Jest jak miecz, który rani, a siebie nie może zranić, jak oko, które widzi, a siebie nie może zobaczyć”. „Jest to jak tygrys, ale z wieloma rogami, jest to jak krowa, tylko że nie ma ogona”.

            Czym więc jest poezja? Wisława Szymborska odpowiada – nie odpowiadając: „Niejedna chwiejna odpowiedź na to pytanie już padła”.

            A może poezja jest świętą chorobą, boskim szaleństwem? Heinrich Heine tak ją zdefiniował: „Poezja jest chorobą niektórych ludzi, podobnie jak perła jest cierpieniem ostrygi”.

            Sztuka to cierpienie, które staje się terapią, transcendencją, modlitwą, medytacją...

            „Poezja to przemiana krwi w atrament” – stwierdził Thomas Stearns Eliot.

            Poezja to misterium słowa...


ZŁAP AFORYZM NA LITERĘ N

 


WOJCIECH WIERCIOCH - AFORYZMY


·   Nawał zajęć nie sprzyja nawałnicy myśli.

·   Nawyk jest drugą naturą. Trzecią naturą jest odwyk. 

·   Nawyk jest drugą naturą. Zmiana nawyku jest drugą kulturą.

·   Nazywaj rzeczy po imieniu. To sprawi wrażenie, że jesteś z nimi nieźle zaznajomiony.

·   Neurolog gra psychiatrze na nerwach.

·   Nędza niejednego człowieka polega na tym, że nie zna on swojej wielkości. A nędza innego – na tym, że zna swoją „wielkość”.

·   Nic gorszego nad słuszność w krainie głupców.

·   Nic nowego pod słońcem. Rzeczy niezwykłe dzieją się przy świetle księżyca.

·   Nic tak dobrze nie charakteryzuje kobiety, jak stosunek do głupich mężczyzn. I z głupimi.

·   Nic tak nie wyostrza poczucia humoru jak jego brak. U innych.

·   Nic w polityce nie potwierdza bardziej faktów niż ich dementowanie.

·   Nie – milcząco wymowne słowo (dziecko ciszy)??? Nie!!!

·   Nie bądź zbyt dobry. Bo przecież to Prometeusz jest po części odpowiedzialny za palenie heretyków na stosie.

·   Nie bój się napięć. Czy zechcesz być łukiem, czy gitarą – musisz być napięty. Ale jednocześnie rozluźnij się (bo pękniesz). Jak jedno połączysz z drugim? Nie mam pojęcia. Choć niekiedy udaje mi się ta sztuka. Może dlatego, że zabawiałem się rozwiązywaniem koanów i pisaniem paradoksów.

·   Nie chwal stosunku przed orgazmem. Nie chwal orgazmu przed ciążą. Nie chwal ciąży przed egzaminem dojrzałości.

·   Nie domagam się twojej całości. Podziel się tylko twoim nadmiarem: resztką słów, odpadkami myśli, pomyjami spotkań, rynsztokiem małżeństwa...

·   Nie dopisujcie biografii do końca. Zostawcie miejsce dla podtekstów.

·   Nie grzeszyła urodą – więc jej poezja została beatyfikowana.

·   Nieistniejące chwile trwają najdłużej. Na tym zasadza się wielkość sztuki.

·   Nie jest kaleką – ma plecy...


JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH - WIERSZ


 

AUTORKA: JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH


burza

 

grzmot

blisko

bardzo blisko

struna nabrzmiała

od rozwalonej ciszy pęka

kot znika pod łóżkiem

świeczka umilkła

pokój schodzi do podziemia

zaczynam kosmiczną rozmowę

z cieniami przeszłości

błyszczą

oślepiają


WOJCIECH WIERCIOCH - PROFESOR ELZENBERG

 


Autor: WOJCIECH WIERCIOCH

ROZUMNY IRRACJONALIZM

            „Mistrzem jest ten, kto pewnej ilości swych bliźnich pomógł wyjść z honorem z opresji życia na ziemi” – napisał Henryk Elzenberg. I był mistrzem: dla swoich studentów, dla wąskiego kręgu znajomych, dla czytelników. Duchowo ukształtował również Zbigniewa Herberta...

          Elzenberg (ur. 1887; zm. 1967) wczesne lata swojego życia spędził w Szwajcarii i Francji. Wykładał na różnych uniwersytetach – głównie wileńskim i toruńskim. Prowadził spokojny żywot profesora filozofii; jego postawa w okresie stalinowskim stanowiła przykład niezależności intelektualnej i odwagi moralnej.

Był uczonym akademickim w najlepszym tego słowa znaczeniu: subtelnym analitykiem, perfekcyjnym wirtuozem słowa, chłodnym obserwatorem kultury, humanistą o szerokich horyzontach. Był jednak nie tylko wybitnym filozofem – był kimś więcej: aforystą, ezoterykiem, mędrcem...

Elzenberga możemy nazwać rozumnym irracjonalistą; miał bowiem świadomość, że czysty racjonalizm jest niezdolny do ujmowania i wyjaśniania egzystencji ludzkiej i jej wytworów (np. dzieł sztuki); na drodze racjonalnej trudno jest też wypracować sobie „przyzwoitą postawę życiową”. Racjonalizm jest konstruktywizmem: buduje twory czysto formalne i teoretyczne, puste, poznawczo nieciekawe; umysł – przenikający bogactwo świata – musi się przeto karmić pożywką irracjonalną.

Poznanie potoczne i naukowe musi być dopełniane przez poznanie ezoteryczne (mistyka i gnoza). Ezoteryka wychodzi ponad poznanie empiryczne i racjonalne – jest całościowym, holistycznym kontaktem z rzeczywistością: angażuje intelekt, uczucia, wolę, wrażliwość, pamięć, intuicję, wyobraźnię. Nie jest nielogiczną fantazją – konieczny element osiągania wiedzy tajemnej stanowi praca sceptycznego rozumu, uzupełniana jednak przez „intuicję wszechcałościową”. Na kształtowanie się poznania intuicyjnego mają wpływ elementy pozapoznawcze, wynikające z życiowej sytuacji człowieka. Warunkiem skuteczności tego rodzaju wglądu w świat (rzeczy, osób, idei) jest odwrócenie się od tego, co ziemskie i materialne – oraz przedłużenie i spotęgowanie tego, co przeżywamy w wymiarze doczesnym. Droga wnikania w istotę rzeczywistości jest trudną i niebezpieczną pielgrzymką, wymagającą odwagi, siły i rozsądku; jest to droga piękna, choć kręta i wyboista; nie każdy chce i potrafi wędrować jej szlakami. Dlaczego? „Dlaczego ucinamy tak szybko nasze najpiękniejsze przeżycia: zasłuchanie w muzykę, zapatrzenie się w jakiś piękny obraz przyrody? Bo boimy się: pracy wewnętrznej, którą by nas kosztowało dociągnięcie się do poziomu przedmiotu – spokoju, który by nam obrzydził nasze czcze podniecenie codzienne – i ekstazy – która by dała nam odczuć, że to, czym żyjemy zwykle, jest śmiercią. Trzeba przejść przez swoistą agonię, by wejść w Pełnię całą swoją istotą; tej agonii lęka się życie i co rychlej wycofuje się w małość” – stwierdza profesor Elzenberg.

Zrozumienie „wyższych światów” wymaga inicjacji: przygotowania i próby. Tylko spełnienie trudnych i bolesnych postulatów prowadzi do wtajemniczenia. Warunkiem koniecznym – ale nie wystarczającym – jest wiedza; musi być ona dopełniona przekształceniami całej osobowości adepta wiedzy tajemnej (to niezbywalny warunek podmiotowy). Ten etap – to ewolucyjna przemiana wewnętrzna, preparacja (vide: Rudolf Steiner). Ten powolny, sukcesywny rozwój może zostać zablokowany (inkubacja) – by w sprzyjających warunkach wybuchnąć mocą i światłem (iluminacja). Olśnienie określa Elzenberg mianem „rewolucji wewnętrznej”, która totalnie rozwala istniejący gmach przekonań i postaw. Ten gwałtowny proces deautomatyzacji (por. Gurdżijew) nie jest docieraniem do faktów, których się dotychczas nie znało – jest całkowitą przemianą umysłu i powstaniem całkowicie nowej wizji rzeczywistości: w polu świadomości rozbłyska inny, niecodzienny świat.

          Ezoteryka wyrasta z poszukiwania przez człowieka wewnętrznego uniezależnienia się od świata rzeczy i wydarzeń. Ta wolność powinna – paradoksalnie – być również afirmacją, zgodą, pogodą ducha. „Tak” wypowiedziane przez gnozę i filozofię jest powściągliwe, opanowane (vide: stoicki spokój). Natomiast afirmacja magiczna i mistyczna jest pełna entuzjazmu, ekstazy.  Mądrość – postawa pełna, całościowa – jest próbą pogodzenia tych sprzecznych (pozornie) reakcji.

          Mądrość – to pole działania wybranych, wtajemniczonych – to przestrzeń dla elity, arystokracji ducha. Elzenberg jest mędrcem, wędrowcem zdążającym do wartości wyższych (duchowych i transcendentnych) – nie znosi więc populizmu i myślenia masowego; czuje się zagrożony (jak Gombrowicz i Witkacy) stadem, które stara się go zmusić do dzielenia z nim niskich instynktów, do hołdowania potrzebom przeżywanym bujnie i tłumnie. Mistrz Henryk nie ma poczucia solidarności z ludźmi przeciętnymi: bez żadnego poziomu, bez aspiracji artystycznych i intelektualnych. To rodzi jego samotność i chęć zerwania z tłumem (vide: Ortega y Gasset – Bunt mas); to budzi sprzeciw wobec totalitaryzmów, wobec tłamszenia jednostki (a szczególnie – nieprzeciętnej indywidualności) przez represyjny aparat państwowy. Od tej postawy niedaleko już do „obywatelskiego nieposłuszeństwa (vide: M. Gandhi, E. Jűnger, H.D. Thoreau) i buntu wobec istniejących stosunków społecznych i struktur politycznych.

          Profesor Elzenberg był naukowcem i entuzjastycznym wielbicielem sztuki, mistrzem spekulatywnego myślenia i człowiekiem głębokiej medytacji; swoje powołanie widział w doświadczaniu i interpretowaniu nieprzemijających prawd i praw mądrości. Wiedział, że jądro tajemnicy świata jest wszędzie tam, gdzie potrafimy dostrzec przejrzystość wszechrzeczy.

          Mistrz Henryk uzmysławia nam, że każdą z naszych czynności możemy przebóstwić, uświęcić. Świadomość tego faktu może nadać naszemu życiu nową jakość – wprowadzając nas w stan zachwytu nad pięknem świata i w chwile entuzjazmu, które stają się pięknem i piętnem heroizmu, znakiem twórczej aktywności.


W. Wiercioch

Kraków, maj 2005 


WOJCIECH WIERCIOCH, JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH - CHOPIN

 


Oto kolejny fragment powieści "Zaklinacz dźwięków. Powieść o Fryderyku Chopinie"

Autorzy: JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH, WOJCIECH WIERCIOCH








AKTUALNOŚCI

RECENZJA

  AUTORZY POWIEŚCI O CHOPINIE:  JOLANTA SZYMSKA-WIERCIOCH & WOJCIECH WIERCIOCH AUTORKA RECENZJI: ANNA STASIUK „Zaklinacz dźwięków. Powie...